Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

RAINBOW - Down To Earth [1979]
Wydawca: Polydor / PolyGram

  1. All Night Long
  2. Eyes Of The World
  3. No Time To Lose
  4. Makin' Love
  5. Since You Been Gone
  6. Love's No Friend
  7. Danger Zone
  8. Lost In Hollywood
Down To Earth

Skład: Graham Bonnet - śpiew; Ritchie Blackmore - gitary; Roger Glover - gitara basowa; Don Airey - instrumenty klawiszowe; Cozy Powell - perkusja

Produkcja: Roger Glover

Po odejściu Ronniego Jamesa Dio do Black Sabbath jego wakat w szeregach Rainbow, choć nie na długo, zajmuje Graham Bonnet - facet w graniturze, poza tym dyktator Blackmore wymienia też basistę i klawiszowca. Pojawienie się w składzie Bonneta jeszcze nie zwiastuje zmiany stylu gry formacji, tę niespodziankę Ritchie zostawił fanom dopiero na czasy wokalowania Turnera. Down To Earth jest czwartą płytą studyjną zespołu i grupa nadal gra hard rock, jaki prezentowała na poprzedniczce. Przy odrobinie wyobraźni łatwo sobie wyobrazić, jak by to wszystko brzmiało, gdyby nadal za mikrofonem stał Dio.

Tak więc All Night Long mogłoby spokojnie znaleźć się w zestawie utworów z Long Live Rock'N'Roll. Ten sam typ układania ścieżek gitarowych, perkusja też jakoś szczególnie nie odbiega od wcześniejszych dokonań. Za to w ogólnej aranżacji piosenki muzycy popełnili coś, co mój gust poczytuje niemal za zbrodnię - dodali efekt klaskania w dłonie (lub coś, co go przypomina). Nie cierpię, nienawidzę tego w kawałkach rockowych i wręcz zmuszam się w takich sytuacjach do słuchania selektywnego i udawania, że klaskania jednak nie ma. Tak czy inaczej numer świetny. Po klimatycznym wstępie w Eyes Of The World pojawia się riff niemal żywcem zautoplagiatowany z z poprzedniego krążka, nawet Graham próbuje naśladować tu manierę wokalną Dio. Nie narzekam jednak na to posunięcie, bo właśnie takie zagrywki i wokalizy bardzo mi się podobały na "Long Live...". Ten styl grania najbardziej zawsze rzucał mi się w uszy w nagraniach Rainbow i uważam go za najbardziej charakterystyczny dla tej kapeli. Zresztą podobnie się sprawa przedstawia z kolejnym No Time To Lose. Czyż podobnych patentów nie stosował Ritchie nawet po reaktywacji działalności grupy w połowie lat dziewięćdziesiątych, kiedy to mikrofon obsługiwał Doogie White?. Przede wszystkim trzeba zaznaczyć, że jest to kompozycja bardzo żywiołowa, zbudowana na bazie rock'n'rolla i bardzo dobrze, bo hard rock nie powinien być flegmatyczny. Idealny numer na rozgrzanie publiczności podczas koncertów. Makin' Love to z kolei coś, co ja nazywam "rainbowową" balladą. Bardzo delikatne, subtelnie przesterowane gitary nadają całości odpowiedniego tła, natomiast za przekaz emocji służy głównie głos wokalisty. Część utworu, w tym i solówka, może kojarzyć się z muzyką country, ale to żadna nowość, jeśli wspomnimy chociażby takie Anyone's Daughter z repertuaru Deep Purple. No i nadszedł czas popastwić się nad Since You Been Gone, które oryginalnie skomponował Russ Ballard. Jakoś kawałek mi nie podszedł, kiedy usłyszałem go po raz pierwszy, potem konsekwentnie unikałem go przez wiele lat, aż w koncu jeden z moich kolegów oznajmił mi, że przecież nie jest on taki zły i po kilku odsłuchach można go polubić. Dałem mu ponowną szansę, zwrotki nawet mnie w końcu przekonały, zwłaszcza że sporo w nich podobieństw do Queen, ale nadal uważam, że refreny to masakra. Kompletnie nie trafia do mnie ten sposób dzielenia przez Bonneta wyrazów na sylaby. Przy okazji mała dygresja odnośnie jego wizerunku scenicznego. Gdy ujrzałem kiedyś wykonanie tej piosenki w TV i zobaczyłem Grahama w garniturze, pomyślałem, że to jakiś żart, że pewnie szef jakiejś wytwórni płytowej gościnnie sięgnął po mikrofon ;). Love's No Friend to taki hard rock plasujący się bardzo blisko swych bluesowych korzeni. Powinien spodobać się fanom Led Zeppelin i wczesnego Whitesnake, zresztą ekipa Coverdale'a grała tak nawet jeszcze w połowie lat '80. Akurat takie kompozycje dla mnie wielkiej atrakcji nie stanowią, chociaż jakichś niezdrowych odruchów też nie powodują. W Danger Zone Graham nieźle zdziera sobie gardło i w zasadzie jego partie chyba są tu najbardziej interesujące. Cieszą też ucho bliskowschodnie wstawki melodyczne w okolicach solówki, jak i same solo. Dochodzę do wniosku, że to nagranie jest jak dobrze sporządzone danie, które nie brzydnie z czasem, a nawet przeciwnie, im bliżej końca, z tym większym apetytem się je konsumuje. Jednym z przebojów, który utorował sobie drogę do różnych składanek jest zamykający płytę Lost In Hollywood. Przede wszystkim jest to najszybsza ścieżka na krążku, więc z pewnością nikt przy niej nie przyśnie. Ma niby prostsze struktury od reszty, ale w ostatecznym rozrachunku i tak bije na głowę refreny z Since You Been Gone. No i na tym koniec, album bardzo krótki, ale za to jaki!

Nadzwyczaj udany następca Long Live Rock'N'Roll i w zasadzie niemal tak samo dobry pod względem zawartości. Brak wypełniaczy, niemalże same hity i choć nie należę do grupy słuchaczy jakoś szczególnie przepadających za głosem Bonneta, to muszę przyznać, że spisał się on tu znakomicie. Jest to jedna z płyt tzw. pomostowych, łączących klasycznego hard rocka z lat '70 z jego bardziej melodyjną odsłoną w postaci hair metalu w kolejnej dekadzie. Wstyd nie znać.

Oficjalna strona Ritchiego Blackmore'a: www.ritchieblackmore.com

Guitarrizer
maj 2009