Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

RAINBOW - Bent Out Of Shape [1983]
Wydawca: Polydor / PolyGram / UMVD / Universal

  1. Stranded
  2. Can't Let You Go
  3. Fool For The Night
  4. Fire Dance
  5. Anybody There
  6. Desperate Heart
  7. Street Of Dreams
  8. Drinking With The Devil
  9. Snowman
  10. Make Your Move
Bent Out Of Shape

Skład: Joe Lynn Turner - śpiew; Ritchie Blackmore - gitary; Roger Glover - gitara basowa; David Rosenthal - instrumenty klawiszowe; Chuck Burgi - perkusja

Produkcja: Roger Glover

Bent Out Of Shape jest siódmym albumem studyjnym Rainbow i zarazem trzecim krążkiem z Joe Lynn Turnerem za mikrofonem. Jest to też ostatnia płyta przed rozpadem zespołu w połowie lat '80, na kolejne wydawnictwo studyjne trzeba było czekać ponad dziesięć lat. Tradycyjnie już Blackmore wymienił kogoś z załogi, tym razem padło na perkusistę, natomiast brzmieniowo konsekwentnie kompozycje zostały złagodzone, co przyczyniło się do kolejnego sukcesu komercyjnego. Niestety pod względem artystycznym fani "starego Rainbow" mogą poczuć się rozczarowani, choc mimo wszystko i tutaj znalazło się kilka utworów godnych szczególnej uwagi.

Pierwsze w zestawie Stranded to próba pójścia w ślady takich grup jak Foreigner, Survivor czy wczesne Journey, mniej w tym hard rocka, a więcej AORu. Charakterystyczna linia gitary basowej, tak sobie śpiewający Turner, gitary raczej bezpłciowe. Ogólne wrażenie nienajlepsze, może i pomysł dobry, ale piosenka wypada dość przeciętnie jak na owe lata. Dużo lepiej jest w kolejnym Can't Let You Go, monumentalne organy w stylu Bacha zapowiadają hicior. Gitary grają już ostrzej i są bardziej przestrzenne, wokalista teź daje z siebie znacznie więcej, to taki Joe, jakiego lubię. Typowy utwór z przeznaczeniem na odgrywanie na stadionach, brzmi mocniej i cieplej zarazem, nawet niepalący sięgają przy takich po zapalniczki. Także solówka bliższa jest tym z wczesnych płyt grupy. Fool For The Night kiepsko się zaczyna, dalej na szczęście jest to już dobry numer, z refrenem nastawionym na podbój fal radiowych. Jestem pewien, że to dzięki takim kawałkom Turner obok Dio stał się jednym z najczęściej kopiowanych wokalistów w zespołach hair metalowych. Jeszcze szybciej będzie w dynamicznym Fire Dance, gdzie dosłyszeć się można wątków power metalowych (że ekipa Blackmore'a jest jednym z prekursorów tego gatunku, jestem wręcz pewien), ale to nie nowość, bo przecież takie utwory Tęcza miewała już wcześniej. Do kompozycji utrzymanych w podobnej stylistyce przydałaby się w zespole druga gitara, chociaż może dzięki jej brakowi bardziej słyszalne są ścieżki basu. Co kto lubi. Dalej następuje pierwszy na krążku utwór instrumentalny w postaci Anybody There. Kawałek poprawny, ma swój urok, choć słyszałem setki lepszych. Słychać tu ciągoty Ritchiego w stronę bluesa i brzmień przestrzennych, można się też dopatrzeć inspiracji dla późniejszego Malmsteena. No i oto mamy jeden z najlepszych numerów na płycie, a jak dla mnie, nawet jeden z najlepszych w całym dorobku Rainbow - Desperate Heart. Dworskie gitarki akustyczne i wchodzi piosenka gdzieś z pogranicza hard rocka, AORu i popu, głos Turnera idealnie pasuje do tej kompozycji, to naprawdę potrafi poruszyć. Jest dobrze, ale mimo wszystko mógłbym się przyczepić do brzmienia gitar, w moim mniemaniu gdyby były ostrzejsze, byłby to z pewnością jeden z najlepszych hymnów w historii hard rocka. Dłuższa solówka, jak za starych czasów, co mnie bardzo cieszy. Street Of Dreams zostało wypromowane na jeden z największych przebojów w karierze grupy, a to za sprawą jego łagodności i przyjazności dla radia. Po prostu takie piosenki łatwo wpadają w ucho i podobają się szerszemu gronu słuchaczy, nie tylko temu rockowemu. Jak dla mnie nie jest to jednak żadna rewelacja, zdecydowanie wolę kompozycję poprzednią. Fanów klasycznej Tęczy powinien zadowolić Drinking With The Devil, gdyż wpisuje się w stylistykę wczesnych wydawnictw grupy. Przyznam się szczerze, że w roli wokalisty chętniej bym tu widział Dio, jakoś bardziej pasuje on do tego ostrzejszego oblicza formacji. To tylko takie nabożne zyczenie, bo i tak utwor bardzo mi się podoba, jest po prostu typowym hard rockerem. Kolejny instrumental na płycie, Snowman, to utwór skomponowany przez Howarda Blake'a na potrzeby filmu o tym samym tytule, a odegrany i zaaranżowany przez Blackmore'a. Nie owijając w bawełnę powiem, że to mój absolutny faworyt z krążka i to z bardzo wielu powodów. Uwielbiam kawalki instrumentalne, przestrzenne, o doskonałym brzmieniu, z dominujacymi gitarami i ekfektownie dobranymi podkładami klawiszowymi, a ta kompozycja dokładnie taka jest! Ilekroć słucham tej płyty, ten numer zawsze słucham kilkakrotnie, a po jej zakończeniu odtwarzam jeszcze raz. Album zamyka kawałek o tytule Make Your Move i dziwnie się go słucha po poprzedniku. Jest utrzymany w typowo hard rockowym klimacie, ale moim zdaniem powinien znaleźć się w zupełnie innym miejscu na krążku, po prostu po Snowman wydaje się być barbarzyńskim i mało wyszukanym, choć to ta sama liga co Drinking With The Devil.

Całościowo album wychodzi obronną reką, choć wydaje się dość niespójny i zawiera kilka słabszych pozycji, bądź też utworow nie wnoszących niczego nowego. Ze względu z kolei na kilka porządnych utworów aż chce się rzec, że jedak wydawanie skąldanek typu "best of" ma jakiś sens, bo zbierając takie kompozycje z kilku płyt można w rezultacie otrzymać jedną naprawdę rewelacyjną. Problem tylko w tym, że każdy na takiej składance najchętniej widziałby inny zestaw piosenek. Nie jest to może wydawnictwo z gatunku "musisz mieć", ale z pewnością z serii "musisz usłyszeć przynajmniej raz".

Oficjalna strona Ritchiego Blackmore'a: www.ritchieblackmore.com

Guitarrizer
styczeń 2008