Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

QUIET RIOT - QR [1988]
Wydawca: CBS Records / Sony / Pasha

  1. Stay With Me Tonight
  2. Callin' The Shots
  3. Run To You
  4. I'm Fallin'
  5. King Of The Hill
  6. The Joker
  7. Lunar Obsession
  8. Don't Wanna Be Your Fool
  9. Coppin' A Feel
  10. In A Rush
  11. Empty Promises
QR

Skład: Paul Shortino - śpiew, chórki; Carlos Cavazo - gitary, chórki; Sean McNabb - gitara basowa, chórki; Frankie Banali - perkusja i instrumenty perkusyjne
Gościnnie: Jimmy Waldo - instrumenty klawiszowe, chórki; Kimmy Johnson - gitara basowa w [1, 9]

Produkcja: Spencer Proffer

Na początku napiszę coś, co może budzić kontrowersje wokół fanów Quiet Riot. Opisywany album uważam za najlepszy w historii tej formacji i kropka. Ale po kolei... Zespół Quiet Riot powstał w 1976 r. (niektórzy podają 1978) w Los Angeles i od początku tworzyli go znakomici muzycy, wspomnę choćby nieodżałowanego Randy'ego Rhoadsa, znanego głównie z występów u szaleńca Ozzy'ego. Grupa kierowana przez charyzmatycznego wokalistę Kevina Du Browa ( z zawodu fryzjera - ciekawostka) od początku stawiał na radosny rock'n'roll, okraszony niebanalnymi partiami gitary. Niestety końcówka lat '80 to apogeum popularności disco, w Stanach swoje sukcesy święcili bracia z Bee Gees, a hard rock był w chwilowej zadyszce, bo już Zeppelini powoli "dogorywali", a Deep Purple większą popularność miała na starym kontynencie niż za Atlantykiem, nie wspomnę, że Anglia okupywana była przez falę punka. Tak więc Quiet Riot nie miał łatwego początku, jednak udało im się wydać 2 albumy w... Japoni, co pozwoliło im na zebranie odpowiednich szlifów i doświadczenia, które w późniejszych latach miało zaoowocować. W 1979 do zespołu doszedł jeszcze basista Rudy Sarzo, który w latach '80 był jedną z najjaśniejszych gwiazd swojego instrumentu.

Początek nowej dekady przyniósł pierwsze "wiosenne jaskółki" dla muzyki rockowej. Swój rewelacyjny debiut wydało Motley Crue, niezłe albumy wydali Aldo Nova, KISS, a Bon Jovi zaczynało nagrywać pierwsze dema. QR też poczuli zbliżającą się dobrą koniunkturę i zaczęli tworzyć dzieło, które miało się okazać się przełomem i to nie tylko dla zespołu, ale i dla całej sceny rockowej. Jednak zanim to nastąpiło, Kevin i koledzy musieli borykać się problemami personalnymi. Randy został zwerbowany do zespołu Księcia Ciemności, w którym zdobył międzynarodowy rozgłos i do którego pociągnął ze sobą kolegę Rudy'ego Sarzo. Jednak jak wiadomo, tragiczny wypadek uniemożliwił dalszą karierę jednemu z najlepszych na świeicie gitarzystów, a Rudy po tym incydencie postanowił powrócić do Quiet Riot. Kevin dokoptował jeszcze Franka Banaliego na stanowisko pałkera, a na miesce wioślarza znależli młodziutkiego, bo niespełna 20-letniego Carlosa Cavazo, który wraz ze swoim bratem Tonym Cavazo dopiero co przyjechał do LA ( brat dołączył jako basista do innej hard rockowej kapeli Hurricane, co ciekawe grał w niej też brat Rudy'ego Sarzo, Robert Sarzo, tylko że na gitarze). Fakt jest jednak taki, iż Carlos dysponował świetną techniką gry, która miała ekspoldować na najbliższych wydawnictwach. Tak ustabilizował się skład Quiet Riot. Zespoł podpisał kontrakt z Pasha Records i w 1983 roku wydał album Metal Health, który jak pisałem wcześniej, był przełomem. Czemu? A dlatego , że jako pierwszy metalowy krążek trafił na szczyt listy Billboardu, co pokazało siłę tej muzyki i potencjał, jaki jest w niej ukryty. Wydana rok później płyta Condition Critical nie powtórzyła sukcesu poprzedniczki dochodząc "jedynie" do Top 20, ale ciągle można było powiedzieć, że to wciąż złoty okres karierze grupy. Potwierdzeniem tego było zaproszenie przez "wielkiego, małego człowieka" Dio do swojego charytatywnego projektu Hear 'N Aid panów Carlosa i Kevina. Właśnie tam miało miejsce spotkanie z Paulem Shortino z zespołu Rough Cutt, które później będzie znamienne w skutkach, ale o tym za chwilę. W 1986 roku zespół wydał już z nowym basistą Chuckiem Wrightem z zespołu Giuffria (Rudy odszedł do Whitesnake oraz współtworzył ciekawy projekt z Tonym McAlpinem nazwany M.A.R.S Project Driver) mój ulubiony album z Du Browem za mikrofonem pt. III. Płyta różniła się przede wszystkim bardziej wygładzonym brzmieniem oraz dużą ilością instrumentów klawiszowych. Jednak grupa nie zatraciła swojej przebojowości, czego potwierdzeniem mogą być utwory typu Main Attraction, czy singlowe Wild And The Young. Niestety fani nie do końca przekonali się do tego albumu, który dostał się jedynie do dalszych pozycji na liście sprzedaży Top 100, może dlatego, że zabrakło jakiegoś covera Slade'ów (żartuję ;)), ale faktem jest, iż pierwszy raz od dawna muzycy nie podparli się żadną cudzą kompozycją. Co by nie było, album zawiódł oczekiwania części fanów, jak i samego zespołu. Postawieni przed takim obrotem sprawy członkowie formacji podziękowali swojemu założycielowi Kevinowi, a zatrudnili wspomnianego wcześniej Paula Shortino (podobno wytwórnia bardzo naciskała na takie rozwiązanie). Zespół opuścił również Chuck Wright, który na chwilę dołączył do kierowanej przez wirtuoza gitary ekipy Impellitteri nagrywając z nią dobry krążek Stand In Line, by na dłużej zagrzać miejsce w nowopowstałej supergrupie House Of Lords. Jego miejsce w QR zajął Sean McNabb. W takim składzie Carlos & Co. przystąpili do nagrywania nowego krążka, który ostatecznie ukazał się w 1988 pod prostym tytułem QR. Jaki on jest? Jak dla mnie rewelacyjny. Słychać, że zespół się rozwinął, utwory są dojrzalsze i bogatsze brzmieniowo. Gdzieniegdzie słychać wpływy bluesa, jak choćby w otwierającym album, zilustrowanym rewelacyjnym teledyskiem (a’la filmiki Playboya z kobietami, w dusznych oparach z kostkami lodu, a gdzieś pomiędzy grający zespół) utworem Stay With Me Tonight. Maniera śpiewania Shortino jest inna niż Kevina, więcej w jego głosie brudu i takiego knajpianego zacięcia, trochę to przypomina Coverdale'a, tylko takiego schlanego. Kolejne nagranie Callin The Shots jest jeszcze lepsze od poprzednika, pulsujący bas i melodyjny refren wprowadza bardzo przebojowy klimat, ale zwolnienie i pomost w środku ścieżki jest moim zdaniem mistrzostwem świata. Właśnie takie użycie klawiszy najbardziej lubię, nie są na pierwszym planie, ale robią indealne intro dla gitary, która płaczliwe się nam rozlewa tworząc atmosferę, która jedynie w latach '80 była możliwa do uzyskania. Właśnie tego typu zagrywek brakuje mi na dzisiejszych wydawnictwach, sygnowanych przez działąjące obecnie wytwórnie. Kolejny kawałek to ballada Run To Me - co by nie powiedzieć, jest przepiękna. Zaczyna się wolno, Shortino prawie mruczy śpiewając, by na końcu refren śpiewany wraz z chórem tworzył potężny efekt; przyznam, że rzadko słyszę takie ballady. Kolejne Im Fallin to typowy numer z tego okresu, co nie znaczy, że zły. Delikatne użycie klawiszy w refrenie podbija rytmikę tego kawałka, który mógłby się znaleźć równie dobrze na Saharze House Of Lords. Ot, typowy przedstawiciel hair metalu. King Of The Hill znowu zabiera nas do knajpy, obłoki dymu, whisky lejąca się strumieniami, i atrakcyjna kelnerka, która ma już gdzieś, czy ją klepią po tyłku, czy wsadzają napiwki za podwiązkę - taki mam widok przed oczami, jak słucham tego kawałka. Joker jest bardzo udanym utworem, który równie dobrze mógłby się sprawdzić w małej salce, jak odśpiewywany na stadionie, szczególnie refren, gdzie Shortino śpiewa "ooooooo" - trochę w tym buggie i starego rock'n'rolla, takich naleciałości z lat '60, jednak oczywiście wszystko to podane jest we współczesnej formie. Lunar Obsession to krótka miniaturka, tylko klawisze i gitara, lecz jak dla mnie to najlepsza rzecz, jaka została w tym klimacie stworzona. W tych niespełna dwóch minutach jest zawarta cała kwintesencja rocka lat '80, ja za każdym razem się wzruszam, jak tego słucham i myślę, że poprostu nigdy mi już nie przyjdzie żyć w tak cudownych czasach... Trochę podobną rzecz popełniło LA Guns na swoim debiucie (Cry No More), jednak to tylko porównanie jak to wygląda, bo utwór Quiet Riot przerasta wszystkie tego typu utwory. Kolejne nagranie i chyba największy przebój z tej płyty, ballada Dont Wanna Be Your Fool, od której poznałem ten album, jest jak dla mnie jednym z największych "wyciskaczy łez" w historii muzyki rockowej. Piosenka ta nie ustępuje nawet na jotę takim kawałkom jak Is This Love, I see You In My Dreams, Don't Close My Eyes, Remember My Name, Flame, Open Your Heart, czy innym. To jest mistrzostwo świata, a duet jaki tu stworzyła gitara i klawisze, jest ponadczasowy. Nie umiem oddać klimatu tego kawałka, bo tego trzeba posłuchać. Kolejne Coppin A Feel, jest dla mnie najsłabsza kompozycją na płycie, jednak jest to spowodowane tym, że nie osiąga poziomu innych kompozycji. "Coppin..." nie jest zły, jest poprawnym rockerem, który mógłby nagrać z powodzeniem MSG, jednak odstaje poziomem od innych kawałków, ale może czepiam się. W In A Rush chłopaki trochę podkręcają tempo, pewnie chcieli pokazać, że też potrafią zagrać z pazurem. Utwór szybki, w sam raz na szybką jazdę po Route 66, kawałek który mógłby równie dobrze zaśpiewać Sammy Hagar ze swoim Montrose. Album kończy Empty Promises, bardzo fajny numer z rewelacyją partią basu w zwrotkach, jego rytmika trochę kojarzy mi się z Girls Girls Girls wiadomo kogo, ale to chyba tylko moje spostrzeżenia, niewątpliwie dobry kawałek na zakończenie cudownej płyty. Jak zapewne zauważyliście, mało porównuję ścieżki do innych kapel, gdyż mimo iż jest to tradycyjny do bólu hard rock, typowy dla tego okresu, jest on również trudny do porównania do twórczości innch formacji, jako że mało kto prezentował taki poziom, jaki Quiet Riot z Shortino. Przyparty głową do jezdni na krajowej 8 może porównałbym go do 1987 Białego Węża, chociaż uważam, że opisywany przeze mnie album jest dużo lepszy, a muszę dodać, iż uwielbiam Coverdale'a. Czy trzeba mówić więcej?

Podsumowując. Człowiek jakby mógł, to by ciskał piorunami jak Zeus z gniewu, że taki album nie został należycie doceniony. Czemu tak się stało, nie wiem, mam wrażenie, że wytwórnia nie przyłożyła się do promocji. Jak to możliwe, że tak mało singli zostało wydanych, że nie była zorganizowanma żadna wielka trasa koncertowa, tylko kilka lokalnych występów. Wystarczyło by nakręcić teledysk do "Dont Wanna..." i gwarantuję, że nazwa zespołu byłaby o wiele bardziej znana, niż jest obecnie, a tak... Grupa krótko po wydaniu tego krążka rozpadła się. Carlos i Shortino zaczęli głównie udzielać się sesyjnie, Frank Banali dołączył do W.A.S.P. i nagrał z nimi niezły Headless Children, a Sean znalazł się później w House Of Lords nagrywając rewelacyjny Demons Down, a jeszcze później trafił w szeregi Great White. W 1992 r. Quiet Riot powrócił ponownie z Kevinem w składzie, wydali kilka niezłych krążków i grali tak do czasu tragicznej śmierci wokalisty. Ja osobiście żałuję, że z Shortino nie nagrali nic więcej, przecież okres ten był najlepszy z możliwych. Lata 1988-1991 to czasy, kiedy powstały najlepsze albumy hair metalowe. Na pocieszenie pozostał jeden z najlepszych krążków hard rockowych w historii, jedna z najjaśniejszych lecz niedocenionych ikon muzyki lat '80.

Oficjalna strona zespołu: www.officialquietriot.com

FanHOL
październik 2011