Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

QUEENSRŸCHE - Hear In The Now Frontier [1997]
Wydawca: Capitol / EMI

  1. Sign Of The Times
  2. Cuckoo's Nest
  3. Get A Life
  4. The Voice Within
  5. Some People Fly
  6. Saved
  7. Hero
  8. You
  9. Miles Away
  10. Reach
  11. All I Want
  12. Hit The Black
  13. Anytime / Anywhere
  14. Spool
  15. Chasing Blue Sky [tylko w remasterowanej wersji i na japońskim wydaniu]
  16. Silent Lucidity (MTV Unplugged) [tylko w remasterowanej wersji]
  17. The Killing Words (MTV Unplugged) [tylko w remasterowanej wersji]
  18. I Will Remember (MTV Unplugged) [tylko w remasterowanej wersji]
Hear In The Now Frontier

Skład: Geoff Tate - śpiew; Chris DeGarmo - gitary; Michael Wilton - gitary; Eddie Jackson - gitara basowa; Scott Rockenfield - perkusja

Produkcja: Peter Collins

O tym, że Queensrÿche było zawsze progresywnym zespołem, wie chyba każdy, kto prześledził ich muzyczną karierę od pierwszego albumu. Zazwyczaj każda kolejna płyta różniła się znacznie od swojej poprzednicznki. Wcześniejszy album Promised Land był mrocznym, momentami industrialnym krążkiem. Tym razem zespół postanowił wpuścić trochę światła do swoich kompozycji i otrzymujemy 14 utworów dość prosto zaaranżowanych, zagranych z odpowiednim powerem, z których tchnie radość grania.

Zaraz, zaraz ale przecież wielu dawnych fanów Queensrÿche powie: przecież część z tych numerów ma niemal grunge'owe brzmienie, a niektóre ocierają się o brit pop. Mogę tylko powiedzieć że nie jest to do końca prawda, bowiem niemal każda z tych kompozycji jest bardziej melodyjna niż większość utworów grunge'owych, a trochę britpopowej psychodelii nie zaszkodzi. Stąd tu i ówdzie mamy takie smaczki jak w The Voice Within albo All I Want. Rozmarzone pasjonujące granie. Oczywiście na tym albumie klimaty są różne, choć brzmienie wydaje się bardzo spójne, raz mamy granie z większym nerwem, kiedy indziej spokojniejsze. Już w otwierającym płytę Sign Of The Times (który także promował wydawnictwo) czuje się to z czym będziemy mieli do czynienia na całym krążku. Numer utrzymany w średnim tempie, z płynnymi przesterowanymi partiami gitar w refrenie, przeradza się na moment w akustyk. Bardzo podoba mi się ten zabieg. Od refrenu Cuckoo's Nest też się nie uwolnicie i będziecie go nucić jeszcze długo po wysłuchaniu. W Get A Life zespół postanowił zagrać nieco ostrzej i wydaje mi się że stracił ten numer na melodyjności, jednak słucha się go naprawdę dobrze, podobnie zresztą jak następnego na płycie innego w klimatach The Voice Within o którym to już wspomniałem. Some People Fly to mój osobisty faworyt na tym krążku. Kolejny melodyjny refren, kolejne stany uniesienia (bardzo trafny tekst, doskonale obrazujący warstwę muzyczną. Zresztą teksty na całej płycie warte są uwagi). Saved jest już trochę inny, momentami czuć w nim jakieś psychodeliczne lenistwo, innym razem bardzo charakterystyczne zaśpiewy Tate'a przywodzą na na myśl choćby Promised Land. Numer jak najbardziej udany. W Hero znowu gitara DeGarmo buduje niesamowite klimaty, tak jak w The Voice Within mamy te charakterystyczne zagrywki. To spokojny, nieco senny numer, ale gwarantuję, że nie pozostaniecie na niego obojętni. You jest już bardziej dynamiczny i jego refren może się kojarzyć z klasycznym hard rockiem. W Miles Away mamy sporo ekscytujących momentów, przede wszystkim jak Geoff po hipnotyzującej partii (nota bene te wszystkie psychodeliczne nawiązania sprawiająmi mi za każdym razem sporo radochy) zaczyna spiewać: "I see the world in a different light...", a później wchodzi refren, który najwięcej zawdzięcza chyba brit popowi. Dla mnie to jeden z najlepszych tu utworów. Reach to dynamiczny numer w którym grupa chce najwyraźniej pokazać, że potrafi jeszcze zagrać metalowo i w sumie wychodzi to nieźle, choć i ten kawałek ma na szczęście odpowiedni magnetyzm tego albumu, bo inaczej byłby tu zapchajdziurą. All I Want to wyjątkowa kompozycja bo rolę wokalisty przejmuje Chris DeGarmoi choć na pewno nie dorównuje Geoffowi to śpiewa bardzo dobrze i jego głos do,konale pasuje do tej trochę soulowej kompozycji. Oczywiście jest to soul odpowiednio potraktowany przez Queensrÿche i gdyby wszyscy artyści soulowi korzystali z tego patentu, to byłbym zapewne wielkim fanem soulu. Hit The Black to przyłożenie z grubej rury (zauważyliście, że w dużym stopniu łagodniejsze kompozycje przeplatają się z tymi ostrzejszymi, ale niewątpliwie nadaje to smak temu wydawnictwu). Anytime / Anywhere jest chyba najkrótszy i w sumie niczym się nie wyróżnia, tyle że pewna konwencja łagodniej-ostrzej została złamana bo po ciężkim Hit The Black powinno nastąpić coś bardziej nastrojowego. Niemniej jednak Anytime / Anywhere napewno nie jest jakimś fillerem. Jeśli już mowa o nastrojach, to w Spool jest sporo dramatyzmu. Dla mnie drugi po Some People Fly ulubiony utwór z płyty. Geoff śpiewa naprawdę emocjonalnie i czuje się, jak waży kolejne zdania tekstu. Zresztą Spool to też świetna gitarowa robota i trochę czuje się nawiązanie do przeszłości (płyta Promised Land).

I co mogę powiedzieć na zakończenie. Album doskonały, jeden z najlepszych jakie nagrano w latach 90. Wiem że pewnie niektórzy ortodoksyjni fani hard rocka łapią się za głowę, ale co ja na to poradzę. 10 punktów musi być jak nic, bo album jest genialny.

Oficjalna strona zespołu: www.queensryche.com

LSDisease
grudzień 2003