|
Skład: Geoff Tate - śpiew; Michael Wilton - gitary; Eddie Jackson - gitara basowa; Scott Rockenfield - perkusja
Produkcja: Kelly Gray
Jeden z najbardziej zasłużonych zespołów w heavy i progresywnym metalu, autorzy takich świetnych albumów jak Promised Land, Operation Mindcrime, The Warning czy Empire i wszechstronnie uzdolnieni muzycy najwyraźniej postanowili trzydziestolecie swojej kariery uczcić delikatesami. Właśnie takie sformułowanie przychodzi mi na myśl po wysłuchaniu Dedicated To Chaos, dwunastego studyjnego albumu Queensrÿche.
Geoff Tate, Michael Wilton, Eddie Jackson i Scott Rockenfield grają ze sobą nieprzerwanie od 1981 roku. Grupie zdarzyło się trochę eksperymentować i w efekcie brzmienie Queensrÿche w ostatnich latach uległo odczuwalnemu "zmiękczeniu". Niemniej formacja zawsze nagrywała kilka kompozycji, które skutecznie broniły jej ostatnich albumów. Niestety kilka pomysłów zasygnalizowanych na American Soldier z 2009 roku uległo w nowej dekadzie poważnemu rozwinięciu. Mam na myśli przede wszystkim zbliżenie się do klimatu.. U2 i tego typu zespołów, które określane są jako alternatywny rock, a w rzeczywistości stanowią platformę dla spokojniejszych (sic!) fanów muzyki rockowej. Zespół z Bellevue nagrał w sumie szesnaście zupełnie NIEprogresywnych, mało skomplikowanych, chwytliwych i łatwych w odbiorze kompozycji. Czy o czymś zapomniałem? Owszem. Nowe Queensrÿche jest najzwyczajniej w świecie nudne. Kompozycje są mdłe, pozbawione jakiegoś instrumentalnego zrywu i dopasowane do komercyjnych standardów. Taki opis brzmi przerażająco. Tym bardziej, że muzycy Queensrÿche funkcjonowali w opinii fanów jako zespół, który nie boi się dołożyć do pieca. Niestety takich rozwiązań w Dedicated To Chaos zabrakło. Za to w najnowszym albumie Queensrÿche pojawiły się utwory na siłę próbujące wyciągnąć od słuchacza jakieś emocje. Zupełnie nie rozumiem, co się stało ze sprawną współpracą na linii Wilton–Rockenfield, bowiem główna sekcja instrumentalna najnowszego Queensrÿche została zupełnie spłaszczona. Dobrych riffów w tym albumie znajdziemy jak na lekarstwo, a solówki Wiltona są słodsze niż polski cukier. W tym mętnym, pop n' rockowym klimacie zupełnie na mocy stracił saksofon Tate'a, który przecież nadawał grupie charakteru. Niemniej prawdziwy upadek nastąpił w przesłaniu zespołu, bo o czym śpiewa Tate w 2011 roku? Ano, o tym, że wszyscy potrzebujemy miłości i... okularów przeciwsłonecznych! Oczywiście generalizowanie nie sprzyja pełnej prawdzie, bo wśród premierowych utworów Queensrÿche można wyróżnić kilka numerów, które zdradziły fajne cechy. Zwracam szczególną uwagę na utwory utrzymane w relatywnie szybkim tempie z interesującym wykorzystaniem instrumentów w hard rockowym stylu i nałożonymi patentami, które je ozdobiły (klawisze, gitarowe solówki, krótkie aczkolwiek sprawne tła pod instrumentami). W tej materii dobrze sprawdziły się takie numery jak At The Edge i Real Therapy. W sumie dosyć ciekawie wyszło zespołowi wykorzystanie elektrycznego brzmienia w takich nagraniach jak Drive (... niestety utwór zupełnie posypał się po minucie) czy Hard Times. Problem w tym, że od Queensrÿche powinno się oczekiwać znacznie więcej.
Nieskutecznie próbowałem odnaleźć się wśród dźwięków Dedicated To Chaos. Niestety fanom muzyki progresywnej będzie trudno odkryć walory w tym wydawnictwie. Mogę zaryzykować twierdzenie, że nowy album Queensrÿche trafi w gusta fanów muzyki balansującej pomiędzy popem i rockiem, ale to chyba marna cenzurka jeśli idzie o zasłużony zespół. Grupa zdecydowanym krokiem weszła w inną, o wiele bardziej chwytliwą konwencję. Mam niepokojące wrażenie, że fani tego typu dźwięków mają w czym wybierać, a muzycy Queensrÿche podcięli grubą gałąź, na której siedzieli...
Oficjalna strona zespołu: www.queensryche.com
Konrad Sebastian Morawski lipiec 2011
|