Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

QUEEN - Queen On Fire - Live At The Bowl
Hot Space Tour '82
EMI 2004
Recorded Live At The MK Bowl 5th June 1982

Skład:
Freddie Mercury - śpiew; Brian May - gitary; John Deacon - gitara basowa; Roger Taylor - instrumenty perkusyjne

Produkcja: Simon Lupton i Rhys Thomas
Reżyseria: Gavin Taylor

region - 0
dźwięk - PCM Stereo, DTS
obraz - 4:3 (PAL)

Queen On Fire

CD 1:
1. Flash; 2. The Hero; 3. We Will Rock You (Fast); 4. Action This Day; 5. Play The Game; 6. Staying Power; 7. Somebody To Love; 8. Now I'm Here; 9. Dragon Attack; 10. Now I'm Here (reprise); 11. Love Of My Life; 12. Save Me; 13. Back Chat; 14. Get Down Make Love; 15. Guitar Solo; 16. Under Pressure; 17. Fat Bottomed Girls; 18. Crazy Little Thing Called Love; 19. Bohemian Rhapsody; 20. Tie Your Mother Down; 21. Another One Bites The Dust; 22. Sheer Heart Attack; 23. We Will Rock You; 24. We Are The Champions; 25. God Save The Queen
CD 2:
Bonus features including: Backstage interview with Brian May and Roger Taylor; Freddie Interwiev filmed in Munich; Brian and Roger interview filmed in Munich;
+
Tour Highlights:
Seibu Stadium, Tokyo, Japan 3rd November 1982
1. Flash / The Hero; 2. Now I'm Here; 3. Impromptu; 4. Put Out The Fire; 5. Dragon Attack; 6. Now I'm Here (reprise); 7. Crazy Little Thing Called Love; 8. Teo Torriate
+
Stadthalle, Vienna, Austria 12th May 1982
1. Another One Bites The Dust; 2. We Will Rock You; 3. We Are The Champions; 4. God Save The Queen
+
Collection of rare and previously unseen photos from Hot Space Tour
+
Calling All Girls (unreleased) Seibu Stadium, Tokyo, Japan, 3rd November 1982

Wszystko wskazuje na to, że zespół Queen nie pozwoli o sobie zapomnieć. Fani Królowej (w tym niżej podpisany) mogą się uznać za najszczodrzej obdarowywanych przez swoich idoli. Nie wiem, czy słowo "obdarowywany" jest tutaj na miejscu, gdyż wydawnictwa "brytyjskiej monarchini" są zazwyczaj bardzo drogie, jednakże cieszy ich mnogość. W roku 2004, po potężnej akcji promocyjnej w sklepach pojawił się zapis koncertu z Milton Keynes, który odbył się 5 czerwca 1982 roku. Jak zapowiadał Bran May "To był wspaniały występ, daliśmy wtedy z siebie wiele ognia". Jak widać słowa "...On Fire" dodano do nazwy zespołu nie bez kozery. W 1982 roku grupa była świeżo po wydaniu kontrowersyjnej (acz broniącej się po latach) płyty Hot Space, gdzie panowie Mercury, May, Deacon i Taylor nawiązali śmiały romans z funky, soulem i nową falą. Do instrumentarium wszedł nawet elektroniczny zestaw perkusyjny, co w uszach zatwardziałego hard rockowca brzmi jak koszmar. Na szczęście "Gorąca przestrzeń" nie została całkowicie zdominowana przez "modne brzmienia", wciąż była to muzyka rockowa a na żywo materiał prezentował się wyśmienicie. Nie grane już nigdy później live Action This Day, Staying Power, czy genialny, pełen żaru Back Chat zabrzmiały wręcz hard rockowo. Ale od początku...

Płytę pierwszą otwiera menu. Najpierw widzimy majestatyczny napis QUEEN zbliżający się w naszą stronę w marszowy rytm We Will Rock You. Trudno zrezygnowac z takiego zaproszenia. Miłą niespodzianką jest możliwość wybrania odpowiadającej nam wersji dźwięku (moze to być Stereo albo DTS). Menu prezentuje się przejżyście, mamy opcję obejrzenia całego koncertu, jego fragmentów podzielonych na oddzielne clipy lub posłuchania całości w audio. Na samym początku rozczarować może obraz i brak możliwości wyboru wielu kamer, jednak należy zwrócić uwagę, że jest to koncert nagrany w 1982 roku... Najważniejsze jest jednak samo show. Zaczyna się piorunująco. Z potężnych głośników dobiega intro, czyli temat przewodni z filmu "Flash Gordon", kamera obiega scenę, przechodzi na kłębiący się tłum a następnie rejestruje lądowanie śmigłowca, z którego już za chwilę jeden po drugim wyjdą muzycy. Oto prawdziwy majestat Królowej. Początek koncertu to najmocniejsza część całego show, tutaj gitara Briana Maya staje w płomieniach, a głos Freddiego Mercury'ego zwala z nóg. Intro wkrótce przechodzi w mocne hard rockowe The Hero i zespół wybiega na scenę. Po tej krótkiej soundtrackowej prezentacji otrzymujemy zwyczajowe We Will Rock You w dynamicznej zmienionej wersji, a następnie hot space'owe Action This Day, Staying Power. Freddie Mercury z wysuniętą przed siebie pięścią skandujący "Power, Power, Power...!!!" jest wystarczającym potwierdzeniem mojej tezy, że utwory z Hot Space to doskonały, acz mocno niedoceniony materiał. W dalszej części koncertu mamy wiele muzycznych niespodzianek. Poprzedzone krótką fortepianową introdukcją Play The Game, gdzie Freddie osiąga wyżyny sztuki wokalnej to prawdziwa uczta Bakchusa. Mercury puszcza oczka do publiczności, stroi miny, uśmiecha się, co nie przeszkadza mu w czystym i ekspresywnym śpiewie. Następnie kamera zbliża się do jego twarzy rejestrując niezwykłe zaangażowanie w śpiew skupienie. Ten moment koncertu jest według mnie jednym z piękniejszych momentów w dziejach nagrań live, co nie jest tylko moim spostrzeżeniem. Podobnie sytuacja ma się przy oakzji Somebody To Love. Znów przekomarzania z publicznością, tłuczenie w klawisze łokciem a nawet... siadanie na nich, a przy tym wirtuozeria, profesjonalizm i niezwykłe wyczucie. Następnym cudnym momentem jest Save Me. By zaśpiewać tę balladę Freddie wbiega na rampę nad sceną i stamtąd raczy publiczność swoim śpiewem. Przejmujący moment. Wzruszą się ci, którzy wiedzą, jak powinna wyglądac i brzmieć ballada na żywo. Kolejny wspaniały obrazek i powód by sięgnąć po to DVD. Scena płonie jeszcze podczas Fat Bottomed Girls, które brzmi nieporównywalnie ciężej w stosunku do studyjnego oryginału. Freddie w czerwonej kurteczce (coś w stylu ramoneski) biega, miota się po scenie by następnie odbyć symulowany akt kopulacji z wznoszącym się po obu stronach sceny rusztowaniem. To nie jedyna taka atrakcja na Queen On Fire, gdyż podczas rozpędzonego Sheer Heart Attack Freddie, po odstawieniu prowokującego baletu, łapie zębami struny gitary spokojnego Briana Maya. Przed Crazy Little Thing Called Love Mercury zwyczajowo wychodzi przed publiczność z gitarą, tym razem jednak pozwala sobie na krótką zapowiedź: "Dziesięć lat temu nauczyłem się trzech akordów na gitrze, teraz jest 1982 rok i wciąż znam tylko trzy". Rozbawieni tymi słowami niech zwrócą od razu uwagę na wirtuozerię, jaką popisuje się Mercury tego wieczoru w grze na fortepianie. Tak, z klawiszy także buchają ognie... niemalże piekielne. Nie zabrakło żelaznego repertuaru koncertów Królowej. Nie zawiodą się spragnieni hitów, gdyż oprócz nowości na płycie znalazły się takie utwory jak Love Of My Life, Under Pressure, Bohemian Rhapsody, Tie Your Mother Down czy We Are The Champions. Ponad dwie godziny spędzone na słuchaniu i oglądaniu tego show to dobrze zagospodarowny czas, gdyż nic nie sprawdza się tak dobrze jak dynamiczny wokalista, wspaniały repertuar i potężna oprawa świetlna. No właśnie, to był debiut nowego "cyrku świateł", który z drobnymi innowacjami będzie towarzyszył zespołowi Queen do końca działalnosci koncertowej. Może na początku nie jest on zbyt porażający, ponieważ koncert zaczyna się jeszcze przed zapadnięciem zmroku (cóż, lato to lato). W pewnym momencie nawet Freddie wychodzi, zwraca się do publiczności mówiąc, że to nietypowe dla nich by zaczynali przy świetle dnia. Na szczęście w czasie trzeciego utworu jest już wystarczajaco ciemno by przekonać się czym jest występ Queen w całym swym majestacie. Emocje, emocje i jeszcze raz emocje. Do tego ekspresja, ogień i najprawdziwszy czad. Rozpisałem sie o Mercurym, a przecież Roger Taylor także nie daje wytchnienia swojemu zestawowi perkusyjnemu (tylko czasem posiłkując się elektronicznym), a Brian May podczas Get Down Make Love odstawia prawdziwy teatr jednego aktora pokazując przy okazji, cóż można wyobyć z sześciu strun. Zawsze miałem pretensje do Johna Deacona, że ani razu, podczas żadnego z koncertów, nie zaszczycił nas choć krótką solówką na gitarze basowej. Tutaj też nie wychyla się poza wyznaczoną mu przestrzeń muzyczną, jednak miło popatrzeć jak pląsa w rytm odziany w sympatyczny błękitny "uniform".

Druga płyta zawiera ciekawe wywiady z Freddiem Mercurym (ramoneska, piwko i papierosy), Brianem Mayem i Rogerem Taylorem. Panowie tryskają dobrym humorem opowiadając o nowej trasie, oświetleniu... Można dowiedzieć się jak wygląda udane show zdaniem Mercury'ego... Mamy tutaj także dwa doskonałe fragmenty koncertów z trasy "Hot Space". Pierwszy z nich to osiem utworów z japońskiej części tournee. Moim zdaniem całość tego występu powinna zostać wydana jako dodatkowe CD, gdyż już ta pierwsza ósemka prezentuje się piorunująco. Najpierw przy Now I'm Here Freddie tańczy w deszczu confetti, który to taniec jest po prostu próbą wyswobodzenia się z oblepiających go serpentyn... Następnie niepowtarzalne Crazy Little Thing Called Love, zdecydowanie najlepsze wykonanie jakie kiedykolwiek miałem przyjemność widzieć i słyszeć. Za fortepianem usiadł dodatkowy klawiszowiec, co w połączeniu z zapałem zespołu przerodziło się w dziką improwizację... Przypomniało mi to klimaty charakterystyczne dla występów Lynyrd Skynyrd. Ach, ten eklektyzm Królowej... No i specjalnie dla japońskich fanów Teo Torriate... To po postu trzeba zobaczyć, gdyż to jedyne zarejestrowane wykonanie live tego utworu. Moim zdaniem można by śmiało zrezygnować z reszty dodatków na rzecz całości japońskiego show. Występ austriacki ma skandalicznie kiepską kopię, jednak także warto mu poświęcić odrobinę czasu, gdyż to jedyna okazja by zobaczyć Freddiego wykonującego Another One Bites The Dust... w szlafroku. Ponadto na drugim dysku zobaczyć można kilka ciekawych zdjęć z trasy i usłyszeć nie publikowaną nigdy koncertową wersję Calling All Girls.

Queen On Fire - Live At The Bowl zbiera najwyższe noty we wszystkich pismach, nie tylko muzycznych, taką też ocenę otrzyma na HRS. Po prostu nie da się wyłamać w przypadku tak świetnego materiału. Tutaj przecież koncert Queen nie jest zdominowany przez przyjazne radiu piosenki z płyt The Works, czy A Kind Of Magic i przekonać się można, że Królowa była także władczynią hard rocka. Może nawet przede wszystkim hard rocka... W moim prywatnym rankingu Queen (z Mercurym) to najlepszy zespół koncertowy, nawet jeśli od ich ostatniego występu w oryginalnym składzie minęło prawie 19 lat. Queen to wielkie koncertowe produkcje, porównywalne z hollywoodzkimi obrazami, a takich właśnie wymaga muzyka rockowa. Królowa zaprasza na swój dwór i niech to nie będzie ostatni taki bal...

Oficjalna strona zespołu: www.queenonline.com

Blackheart
kwiecień 2005