|
Skład: Freddie Mercury - śpiew, pianino, chórki; Brian May - gitary elektryczne i akustyczne, śpiew, chórki; Roger Taylor - perkusja i instrumenty perkusyjne, gitara elektryczna, śpiew, chórki, gitara basowa; John Deacon - gitara basowa, gitary elektryczne i akustyczne
Produkcja: Queen i Roy Thomas Baker
W 1978 roku grupa Queen była już gwiazdą światowego formatu i to bez potrzeby schlebiania amerykańskim gustom. Zespół miał na koncie bardzo popularne płyty A Night At The Opera i A Day At The Races, a w ciężkich punkowych czasach udało im się wylansować 2 mega przeboje na wydanej w 1977 roku płycie News Of The World. Tymi przebojami były oczywiście grane po dziś dzień na stadionach czy dużych imprezach kawałki We Are The Champions oraz We Will Rock You. Na tym etapie grupa Mercury'ego mogła w zasadzie odcinać kupony od sławy i nagrywać album raz na 5 lat. Nie zrobiła tego, regularnie karmiąc nas kolejnymi wydawnictwami. Nie zawsze były udane, ale w 1978 roku wydali album, który wielu mógł zaskoczyć.
Krążek o przewrotnym tytule Jazz otwiera numer Mustapha, czyli heavy metal plus zaśpiewy Mercury'ego wzorowane na zawodzeniu mudżahedinów. Pomysł niezwykle oryginalny, gdyż ostre dźwięki kontrastują z czymś, co normalnie powinno mieć inne tło muzyczne. Na pomysł takiego nagrania wpadł sam Freddie, który przypomnijmy, przyszedł na świat w Zanzibarze, gdzie muzułmanie stanowią 99% społeczności owej wyspy. Zapewniam Was, że próżno szukać podobnego nagrania na jakimkolwiek innym albumie rockowym. Na pozycji numer dwa znany hit Fat Bottomed Girls, czyli hard rockowy utwór Briana Maya, jakże typowy dla tego muzyka. Nie ma się co rozpisywać, po prostu granie solidne, prezycyjne, a przy tym nie pozbawione luzu. Takie Queen odpowiada mi najbardziej, obok rzecz jasna okazjonalnych eksperymentów, które zespołowi wychodziły nadzwyczaj dobrze. Jealousy to ballada Freddiego, także typowa dla tego muzyka. Lata 20-30 XX wieku, w takich klimatach się to obraca i złego słowa o tym nagraniu nie dam powiedzieć. Pewne wpływy The Beatles da się wyczuć, ale Queen to był taki zespół, któremu najbliżej było do Beatlesów, może dlatego, że panowie wyznawali podobną filozofię co do komponowania jak grupa Lennona i McCartneya. Bicycle Race jak na zaledwie 3 minuty trwania to dosyć złożona kompozycja. Pojawia się wspomnienie o dziewczynach z wielkimi tyłkami (Fat Bottomed Girls), a w teledysku możemy obserwować peleton nagich panienek, co niezwykle rajcuje męskie oko. Pomysłami muzycznymi z Bicycle Race można obdarować ze 3 kawałki, co nie jest bez znaczenia biorąc pod uwagę, że nawet z dzwonka rowerowego uczyniono kolejny instrument. If You Can't Beat Them, jedna z dwóch kompozycji Deacona na płycie i również nie rozczarowuje. To radosny hard rock i też przecież znany kawałek. Podobają mi się nakładki wokalne w refrenie, ale i pomysłowe solo Maya. Numer nastraja bardzo optymistycznie, więc dobrze sobie go odpalić przed wyjściem na imprezę. Let Me Entertain You to klasyczny hard rock, motoryczny i całkiem niezły. Freddie pozwala sobie tutaj na więcej luzu w głosie, co nikogo nie rozczaruje, bowiem ten człowiek nawet melodeklamując byłby w stanie zabrzmieć lepiej niż większość ówczesnych wokalistów. Dead On Time, czyli znowu May w akcji i nie ma żadnego patyczkowania się. Jego gitara momentami brzmi bardzo agresywnie, a Mercury dwoi się i troi by nadążyć za takowymi popisami. Nie wiem, co o tym kawałku sądzić, bo mnie specjalnie nie porywa, chociaż tradycyjnie to kawał precyzyjnego i dobrze zagranego ścierwa. In Only Seven Days to dla odmiany spokojny utwórek autorstwa Deacona. Ta kompozycja jest po prostu ładna. Nienachalne dźwięki, spokój, jakże typowe dla Johna. Dreamers Ball to barowy blues i w sumie takie sobie granie. Pewnie gdyby nie zagrało tego Queen, byłoby niesłuchalne, ale na szczęście muzycy podeszli do tego w swój profesjonalny sposób. Fun It to kompozycja autorstwa Taylora, całkiem dobra, chociaż szkoda, że przytłumiono nieco gitarę, co kieruje kawałek w stronę funku. Leaving Home Ain't Easy, czyli łagodna strona Briana Maya, który podjął się wokaliz, brzmi jak coś z repertuaru The Beatles (momentami wokale brzmią psychodelicznie) i w sumie kawałek jest niezły. Za to Don't Stop Me Now to jeden z bardziej znanych utworów Queen i oczywiście także został hitem. To szybka rock and rollowa kompozycja, w której dużą rolę odgrywa fortepian, natomiast rola Briana Maya została ograniczona do minimum (gra tu jedynie krótkie solówki oraz występuje w chórkach). Utworu nie wypada nie znać. Na koniec eksperymentalny kawałek Rogera Taylora More Of That Jazz, osadzony na mocnycm hard rockowym riffie i okraszony niepokojącymi dźwiękami. Prawie całość gra Taylor, ale i także użyczył tu swojego głosu. Czasami śpiewa bardzo wysoko pokazując, że nie tylko Mercury potrafi sięgnąć nuty E5. Pod koniec tej kompozycji pojawiają się krótkie fragmenty niektórych wcześnejszych kawałków z płyty, a konkretnie Dead On Time, Bicycle Race, Mustapha, If You Can't Beat Them, Fun It i Fat Bottomed Girls.
13 kawałków i zaledwie 3 kwadranse, ale mnie to absolutnie nie przeszkadza. Jak dla mnie Jazz to jedna z najlepszych płyt Queen i niech nikogo nie zmyli ten tytuł, bo z jazzu
tutaj nic (na szczęście) nie mamy. To jedna z ostrzejszych płyt zespołu, po którą mogą sięgnąć nawet ludzie nie przepadający za tą jakże oryginalną formacją. Jeśli ktoś oczekuje dobrego, rockowego
grania, ten album jest dla niego. Bo fani oczywiście owo wydawnictwo powinni bezdyskusyjnie posiadać.
Oficjalna strona zespołu: www.queenonline.com
LSDisease sierpień 2010
|