Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

QUEEN - Innuendo [1991]
Wydawca: Parlophone / Hollywood Records / EMI / Toshiba EMI / MSI Music Corp.

  1. Innuendo
  2. I'm Going Slightly Mad
  3. Headlong
  4. I Can't Live with You
  5. Don't Try So Hard
  6. Ride the Wild Wind
  7. All God's People
  8. These Are the Days of Our Lives
  9. Delilah
  10. The Hitman
  11. Bijou
  12. The Show Must Go On
Innuendo

Skład: Freddie Mercury - śpiew, instrumenty klawiszowe; Brian May - gitary, syntezatory, chórki; Roger Taylor - perkusja, syntezatory, chórki; John Deacon - gitara basowa, syntezatory

Produkcja: David Richards i Queen

Od drugiej połowy lat '80 ubiegłego stulecia aż do śmierci Freddiego grupa Queen była już wyłącznie zespołem studyjnym. Mimo że oficjalnie zespół nigdy nie został rozwiązany, wiadomo było, że po albumie Innuendo nie można było wrócić do tego, co grupa prezentowała w swoim oryginalnym składzie. W momencie kiedy ten album nagrywano, Freddie był już bardzo chory, nie mniej jednak nie odbiło się to w żadnym stopniu na zawartości krążka, który jest zróżnicowany i brzmi niesamowicie świeżo.

Album rozpoczyna utwór tytułowy, prawdziwe opus magnum nie tylko tej płyty, ale w całym katalogu Queen. Od razu zwraca uwagę potężne masywne brzmienie i monumentalny wydźwięk kompozycji. Apokaliptyczny klimat spotęgowany jest niesamowitą rozłożoną na głosy wstawką (jakaś tam spuścizna po Bohemian Rhapsody) a całość wzbogaca rewelacyjne solo w stylu flamenco. Gra je Steve Howe, znany głównie z występów w grupach Yes i Asia. Dla mnie osobiście to najlepszy utwór Queen w ogóle. Po nim równie posępny I'm Going Slightly Mad (chociaż tekst raczej groteskowy nadaje kompozycji typowy dla Queen teatralny wydźwięk). Kawałek różni się od pierwszego tym, że jest zdecydowanie mniej rockowy (popem też nie ośmielę się tego nazwać, po prostuto jest QUEEN!). Cały czas słychać, że zespół zupełnie zapomina o nieco plastikowym brzmieniu, jakie prezentował w latach '80. Dwa następne numery to melodyjny hard rock. Oba zresztą bardzo żywiołowe i nie mające nic wspólnego z monumentalizmem poprzedników. Podczas gdy Headlong nawiązuje do poprzedniej płyty The Miracle, I Can't Live Without You kojarzy się już nawet z Queen lat '70. Atutem jest tutaj zdecydowanie rockowa produkcja. No i czas na balladę, nie jedyną na tym wydawnictwie. Don't Try So Hard to smutny kawałek, który w jakimś stopniu przypomina Take My Breath Away ze słynnego albumu A Day At Races. Podoba mi się wyczucie, z jakim Queen potrafi żonglować klimatami (dokładnie jak na okładce). Ride The Wild Wind trochę mnie rozczarowuje, aczkolwiek to moje absolutnie subiektywne odczucie. To znowu jakby temat z The Miracle, nie tak znowu złej płyty. All God's People udawadnia nam, że nikt nie mógł się równać z Queen, jeśli chodzi o robienie chórków (no może jedynie The Beatles, z tym że kiedy Queen zaczynali, Beatlesi byli już tylko wspomnieniem). Warto tutaj dodać, że zespół miał na to pewien patent polegający na dostosowaniu partii do charakterystyki głosów poszczególnych muzyków. W Queen chórki robili wszyscy oprócz Deacona. Roger śpiewał wysoko, Brian nisko a Freddie sobie w tym wszystkim dryfował. Nie muszę chyba dodawać, że brzmi to genialnie. Dalej mamy numer bardzo znany. W dniu kiedy świat obiegła wiadomość o śmierci Mercurego, MTV sewowało ten klip przez całą dobę we w miarę krótkich odstępach. To These Are The Days Of Our Lives to piękna wzruszająca piosenka, mająca zdecydowanie balladowy wydźwięk. Do historii już przeszło pożegnianie się Mercurego z publicznością (gest ręką oznaczjący, że odchodzi). To ostatni obrazek, w jakim wystąpił Freddie. Delilah to kawałek, który Mr. Bad Guy poświęcił swojemu kotu. To delikatna piosenka, aczkolwiek Brian May przyprawił ją świetną solówką z użyciem talk boxa. Brzmi to okazale. The Hitman to hard rockowe Queen, ale ten numer zupełnie mnie nie przekonuje. Niby wszystko jest na miejscu, a jednak zupełnie bezpłciowe niczym kawałki z A Kind Of Magic. Dalej mamy miniaturkę Bijou, gównie instrumentalną i co ciekawe, nagrany 3 lata później numer Pink Floyd Cluster One zawiera jakby nawiązanie do kawałka Queen. Bardzo podobne brzmienie gitary. Na koniec jeden z największych hitów Queen. Co ciekawe, Show Must Go On był odbierany jako powrót zespołu na estrady. Chyba nie do końca zrozumiano jego przesłanie, w rezultacie bowiem jest to epitafium Mercurego. To mocny hard rockowy numer, ze świetną solówką, przyprawiającą o gęsią skórkę. Jeden z najlepszych kawałków Queen w całej karierze.

Mimo, że podczas pracy nad Innuedno choroba Mercurego była już w zaawansowanym stadium, zupełnie nie dał tego po sobie poznać. Jego głos jest tutaj mocny jak zawsze. Mocny czysty i niesamowity. Nie ulega wątpliwości, że wokalnie nie miał sobie równych. Płyta wyprodukowana jest świetnie i powinna przypaść do gustu fanom melodyjnego hard rocka. Po prostu rockowo i melodyjnie w najlepszym stylu. Perfekcja to zawsze była cecha, którą ceniłem u Queen, a tutaj w trudnym momencie jeszcze raz pokazali klasę. Innuendo - żonglerka klimatami. Chyba nic lepiej nie oddaje zawartości tego krążka jak to stwierdzenie.

Oficjalna strona zespołu: www.queenonline.com

LSDisease
grudzień 2007