Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

PUSSY SISSTER - Pussy Sisster [2010]
Wydawca: Black Bards Entertainment / Al!ve

  1. Today
  2. Hold Us Down
  3. Way To Nowhere
  4. Back Again
  5. Angel Dust
  6. In Your Arms
  7. Melody Of Pain
  8. Leader Of The Gang
  9. Pussy Sisster [bonus track]
Pussy Sisster

Skład: Alex Sex - śpiew; Marc O. - gitary; Ray Crewl - gitary; Mr. Coma - gitara basowa; Vital Roxx - perkusja

Produkcja: Dennis Ward

Jak glam metal i sleaze rock, to wiadomo, że Los Angeles, Hollywood i kluby Sunset Strip. Tak, ale to było ponad 20 lat temu. W dzisiejszych czasach ten rejon już z tych gatunków nie słynie, jednak co ciekawe, grupy tak grające powstają obecnie w różnych cześciach świata. Dziś przedstawiamy niemiecka formację Pussy Sisster.

Grupa Pussy Sisster pochodzi z okolic Karlsruhe. Do życia powołali ją w listopadzie 2002 roku wokalista ukrywający się pod pseudonimem Alex Sex i Chris Nad, który jest menadżerem zespołu. "Samozatytułowany" album Pussy Sisster to już trzecie pełnometrażowe dzieło niemieckiej ekipy, więc nie należy się sugerować eponimicznym tytułem, pod jakim zazwyczaj wychodzą debiuty. Pierwszy krążek grupy został wydany w 2005 r. i nosił tytuł Sleazy Things, po nim w rok później pojawiła się EP-ka o szyldzie Hot Like Hell, konekwentnie w 2007 r. ukazała się płyta City Of Angels. Żadne z tych wydawnictw jakoś nie wpadło wcześniej w moje ręce i Pussy Sisster jest moim pierwszym kontaktem z twórczością zespołu. Ekipa była aktywna koncertowo i to nie tylko w swym ojczystym kraju - poza prestiżowymi festiwalami jak Wacken Rocks Festival czy Knock Out Festival odbyli m. in. tournee po Wielkiej Brytanii, zawitali także do samego Hollywood. Zagrali u boku takich bardziej rozpoznawalnych marek jak U.D.O., Stephen Pearcy (Ratt), Krokus, Pink Cream 69, Vains Of Jenna, czy Billy Idol. Muzyka prezentowana przez formację to stylistycznie coś pomiędzy glam metalem a sleaze rockiem, gdzieniegdzie recenzenci styl ten zwykli zwać party rockiem, dokładnie jest to granie popularne na Sunset Strip w drugiej połowie lat '80. Słuchając poszczególnych kawałków od razu na myśl przychodzą takie grupy jak Poison i Pretty Boy Floyd, chociaż czasami da się wysłyszeć również podobieństwa do Cinderelli i Mötley Crüe. Skoczne rytmy wybijane przez perkusję rozpoczynają Today, pierwszą pozycję z setu. Co od razu rzuca się w uszy, to wzorcowa produkcja, bardzo dobrze oddająca ducha tego gatunku muzyki z lat '80. Gdyby tak ktoś próbował wmówić mi, że to jakaś zaginiona, nie wydana wcześniej płyta z tamtego okresu, byłbym skłonny uwierzyć. Oczywiście "nie-do-końca-amerykański" akcent wokalisty może zdradzać jego pochodzenie, ale nie jest to aż tak słyszalne, bo śpiewa on lekkim falsetem. Zdecydowanie numer godny polecenia fanom Poison, może narażę się fanom owej kapeli, ale przynajmnie równie dobry jak połowa ich klasycznych kompozycji i zdecydowanie lepszy od ich ostatnich nagrań. Wysoki poziom trzyma kolejne Hold Us Down. Tempo jeszcze szybsze, momentami brzmi to jak cholernie dobrze wyprodukowany punk-rock'n'roll, zwłaszcza że pod względem technicznym chłopaki nie mają żadnych problemów (chętnie zobaczyłbym, jak radzą sobie na żywo). Balladowy wstęp i rusza przebojowe Way To Nowhere. Tutaj doszukałbym się podobieństw do Pretty Boy Floyd i niektórych kawałków Mötley Crüe, chociaż nieco inaczej brzmi głos wokalisty - róznice te są jednak dość subtelne. Wędrujące gdzieś w kierunku country-bluesa Back Again przywodzi mi na myśl utwory Cinderelli, oczywiście wszystkim poza liniami wokalnymi, bo, powtórzę się, Alex Sex śpiewa zazwyczaj tylko delikatnym falsetem, a tutaj nawet i falsetu brak. Bardzo udana ballada i nie dam na nią złego słowa powiedzieć. Czemu, do cholery, nie puszczają tego teraz w radiu? Angel Dust to żywiołowy rock'n'roll, który mocno przypomina mi co lepsze pozycje z repertuaru Poison. Numer jest dobry, jednak tym, co go psuje, są wyraźnie słabsze w porównaniu z poprzednimi nagraniami partie wokalne. Sytuacja jak w Reckless Love, gdzie muzyka jest na przyzwoitym poziomie, lecz wszystko ciągnie w dół nieciekawie zaaranżowany śpiew. Podoba mi się też kolejne w secie In Your Arms, choć znów przyczepię się do wokali, przynajmniej tych w zwrotkach. Gdyby tu pojawiło się coś na styl śpiewania z dwójki Lillian Axe, numer byłby po prostu niesamowity. W zestawie mamy jeszcze jedną udaną balladę, mianowicie Melody Of Pain. Utwór z pewnością przyjazny emisji radiowej, lecz sprawdziłby się też i na stadionach, bo refren zachęca, by śpiewać go na tysiące gardeł. Szczerze mowiąc, nie spodziewałem się, że jakakolwiek niemiecka ekipa poza Scorpions może skomponować coś takiego. Pierwszy rzut oka na tytuł Leader Of The Gang i od razu skojarzenia z pewnym znanym kawałkiem Twisted Sister, ale to błedny trop. Ten numer swym tempem i brzmieniem pasowałby lepiej na płyty szwedzkiego Sister Sin i wypadłby też lepiej, gdyby zaśpiewała tu Liv. Niestety, jest to jedna z nielicznych, słabszych pozycji na tym krążku. Krótki, bo niespełna 40-minutowy album zamyka Pussy Sisster, czyli ścieżka, z jaką grupa w pewien sposób się identyfikuje. Trochę tu rock'n'rolla, trochę punka (w liniach wokalnych), no i zdecydowanie słabsze brzmienie. Pomijam już fakt, że stylistycznie to nagranie raczej pasuje do reszty płyty "średnio na jeża". Najbardziej podobają mi się partie gitar i solówka.

Ciekawostką jest, że album wydany został przez wytwórnię, która na co dzień wypuszcza krążki folk metalowe. Tutaj mamy bardzo dobry glam/sleaze i byłbym skłonny zaryzykować twierdzenie, że to najprawdopodobniej najlepsza płyta w tym gatunku z tegorocznie nagranych. Dla fanów Poison, Pretty Boy Floyd i powiedzmy Mötley Crüe pozycja jak najbardziej polecana.

Oficjalna strona zespołu: www.pussy-sisster.de
Oficjalny profil na MySpace: www.myspace.com/pussysisster

Guitarrizer
listopad 2010