Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

PUSHKING - The World As We Love It [2011]
Wydawca: Armoury Records / Fontana / Eagle Rock Entertainment

  1. Intro
  2. Nightrider
  3. It'll Be OK
  4. Troubled Love
  5. Stranger's Song
  6. Cut The Wire
  7. My Reflections After Seeing The "Schindler's List" Movie
  8. God Made Us Free
  9. Why Don't You?
  10. I Believe
  11. Tonight
  12. Private Own
  13. Open Letter To God
  14. Nature's Child
  15. I Love You
  16. Head Shooter
  17. Heroin
  18. My Simple Song
  19. Kukarracha
The World As We Love It

Skład: Konstantin "Koha" Shustarev - śpiew; Nikolai Yegerev - gitara; Dmitry Losev - guitara; Valeriy Sadakov - gitara basowa; Andrey Kruglov - perkusja; Vicktor Drobysh - instrumenty klawiszowe
Gościnnie: Billy F. Gibbons - śpiew i gitara w [2, 3]; Alice Cooper - śpiew w [4]; John Lawton - śpiew w [5]; Paul Stanley - śpiew w [6, 19]; Graham Bonnet - śpiew w [8, 19]; Glenn Hughes - śpiew w [9, 11, 12, 19]; Jeff Scott Soto - śpiew w [10]; Eric Martin - śpiew w [13, 19]; Udo Dirkschneider - śpiew w [14]; Dan McCafferty - śpiew w [15, 18]; Joe Lynn Turner - śpiew w [16, 19]; Jorn Lande - śpiew w [17]; Nuno Bettencourt - gitara w [3]; Keri Kelli - gitara w [4]; Steve Stevens - gitara w [5]; Stevie Salas - gitara w [6]; Steve Vai - gitara w [7]; Joe Bonamassa - gitara w [11]; Matt Filippini - gitara w [12]; Steve Lukather - gitara w [19]; Konstantin Kokorin - gitara basowa w [12]; Eric Ragno - organy B3, pianino; Al Perkins - Dobro; Alex De Rosso - gitara; Tony Paoletta - gitara slide; Konstantin Koleshonok - saksofon; Fabrizio Grossi - gitara basowa; Anton Vishnyakov - puzon; Iliya Sergeenko - trąbka; Vladimir Molodtsov - piszczałka

Produkcja: Fabrizio Grossi

Jest spore prawdopodobieństwo, że nikt z czytających tę recenzję nigdy nie słyszał o zespole Pushking. Grupa pochodzi z Rosji, na tamtejszym rynku odnosi ponoć sukcesy, od czasu do czasu wydaje albumy z materiałem śpiewanym po angielsku. Teraz próbuje błysnąć wydawnictwem silnie obstawionym znanymi w branży hard rockowej nazwiskami. Czy jej się uda?

Pushking powstało w 1994 r. i nazywało się wtedy Lost And Found, ale szybko zmieniło nazwę na obecną. Najpierw w roku kolejnym nagrało demówkę wysłaną do Niemiec, gdzie życzliwi ludzie doradzili nagranie krążka w języku angielskim. Debiutancki album zespołu o tytule V.I.P. (Very Important Pushking) wyprodukowany przez Bruce'a Gowdy'ego ujrzał światło dzienne w roku 1996. W późniejszym czasie formacja przechodząc kolejne zmiany składu z sukcesami koncertowała w rodzinnej Rosji i zagranicą, nagrała też kilka płyt naprzemiennie raz to z anglojęzycznym raz to z rosyjskojęzycznym materiałem. Już w początkach XXI wieku zespołowi udało się nakłonić do współpracy kilka światowych gwiazd z kręgu melodyjnego hard rocka, ale o coś naprawdę wielkiego muzycy pokusili się dopiero w 2008 r. Wpadli mianowicie na pomysł ponownego nagrania swoich starych kawałków, ujęcia ich w album koncepcyjny, gdzie wszystkie słowa mają pochodzić z poezji pisanej przez Olega Savilova i Valerego Kommisarova, ale odśpiewa się je z gościnnym udziałem zachodnich, uznanych nazwisk. Tak zrodził się krążek The World As We Love It wydany finalnie w 2011 r. Przesłuchałem go kilka razy i mimo początkowej niechęci z każdym kolejnym podejściem album zdobywał sobie coraz więcej mojej sympatii. Najpierw wita nas Intro, zasadniczo fajna rzecz, lubię takie otwarcia. Tutaj mamy na powitanie zaśpiew w stylu Paula Stanleya (ten facet akurat jeszcze pojawi się na opisywanym dziele), potem zaś mocne darcie gardła niemal na wzór wokalisty Malice. Wstęp to dość krótki i od razu rusza Nightrider, pierwsza właściwa pozycja w zestawie. Całkiem przyzwoity rock'n'roll doprawiony niby to westernowym pianinkiem. Gościnnie na wiosełku i za mikrofonem pojawia się pan Gibbons z ZZ Top śpiewający trochę pod Lemmy'ego. Mało oryginalnie, ale i tak to jedna z najlepszych ścieżek na płycie. It'll Be OK jakoś mnie nie oczarowało i w zasadzie podoba mi się tu tylko praca basu. Na gitarze udziela się jeden z bogów gitary - Nuno Bettencourt. Gra tutaj podobnie jak na ostatniej płycie Extreme, ja wolałbym, by grał jednak jak na kilku pierwszych wynurzeniach tej grupy. Oczywiście wyciął i odjechaną technicznie solówkę, choć już bez zwracania uwagi na takie szczegóły jak przebojowość. Pod numerem cztery kryje się Troubled Love, całkiem zresztą przyzwoity kawałek. Miło słyszeć tu Alice Coopera, jego głos jest tak rozpoznawalny, że domyśliłbym się, kto trzyma sitko, nawet gdyby Alicji nie wspomniano wśród kontrybuujących artystów. Tym razem jestem jak najbardziej na tak. Kumpel Coopera, Keri Kelli, też nieźle się tu spisuje. Stranger's Song to spokojny i poprawnie zagrany utwór, niestety niewiele ponadto. Steve Stevens, jeden z moich ulubionych wirtuozów gitary, doskonale się tu wpasował tym razem grając bluesowo. Za głosem Lawtona z kolei nie przepadałem już w Uriah Heep, tu też mnie nie ujął. Całościowo nie jest źle, czegoś jednak brakuje. Dalej przychodzi Cut The Wire, szczerze mówiąc taka sobie pozycja z niemrawo śpiewającym Stanleyem (po ostatniej płycie KISS spodziewałem się go zastać w lepszej formie), za to niezłą popisówę odwalił na wiosełku Stevie Salas - będę musiał zapoznać się lepiej z solową twórczością tego gościa. W zasadzie nie dziwi mnie zaproszenie do współpracy Steve'a Vaia przy okazji kompozycji My Reflections After Seeing The "Schindler's List" Movie (Vai nie wytrzymał i zagrał tam niemal nieustającą podczas całego utworu solówkę). Jego obecność tutaj po prostu pasuje zarówno stylistycznie, jak i ze względu na sam tytuł. Mimo iż to jeden z moich idoli, piosenka mnie jakoś nie urzeka. Jest spokojnie, z lekka musicalowo, plus odrobina balladowości. Ironio losu, God Made Us Free zapowiada się nader nieźle, ale jak na złość mikrofon niefortunnie powędrował w ręce Grahama Bonneta, niezbyt lubianego przeze mnie wokalisty. Finalnie moje uszy pozostają niepogryzione, ba, po kilku przesłuchaniach nawet coraz bardziej zaczynam lubić ten numer. No i wreszcie Why Don't You?, akustyczne nagranie i zarazem najlepsze, co możemy na tym krążku znaleźć. No, po prostu kapitalnie zaśpiewał tu Glenn Hughes, słychać, że nie wziął pieniędzy za nic i porządnie się do rzeczy przyłożył (a może przyszło mu to tak zupełnie naturalnie?). Przy okazji muszę też obowiązkowo pochwalić Rosjan, bo i sam numer jest zacnie skomponowany, dopięty na ostatni guzik. Bardzo przyzwoite jest kolejne w secie I Believe, gdzie zaśpiewał Jeff Scott Soto. Zwrotki całkowicie mnie satysfakcjonują, refreny już niestety im nie dorównują, ale co tam. Tak więc jeszcze jedno pozytywne zaskoczenie. Nadzwyczajnie jest w jedenastce, czyli Tonight. No tak, Hughes po raz kolejny i wszystko jasne. Ale nie tylko wokale są tu fajne, większość nastroju robią bluesujące trochę pod Gary'ego Moore'a gitary dzierżone przez Joego Bonamassę. Niesamowite, że coś takiego skomponowali Rosjanie, bo pamiętajmy, goście tylko odgrywają ich kompozycję. Swoim dwóm poprzednim aparencjom Glenn nie sprostał już w Private Own. Sama piosenka taka sobie, może to dlatego. Jak głosi popularna przeróbka nie mniej popularnego powiedzenia, "na pochyłe drzewo i Salomon nie naleje". Po niej Open Letter To God, nastrojowy i wolny kawałek. Sam w sobie bardzo dobry, kaleczą go jednak w moim odczuciu linie wokalne (Eric Martin tylko w niewielkim stopniu, głównym niszczycielem jest tu sam Shustarev). W Nature's Child mikrofon obstawił Udo Dirkschneider i w sumie tak powinno być, bo numer to jakby skomponowany pod tego wokalistę. Niepotrzebnie tylko w partiach gitar przewijają się głupawe, power metalowe melodyjki. Mimo wszystko jest całkiem nieźle. Dodatkowy plus za udaną solówkę. Zaskoczył mnie trochę kawałek o tytule I Love You. Po wokaliście Nazareth spodziewałbym się raczej ostrzejszego przydziału, a tu proszę, trafiła mu się ballada, dość udana zresztą. Na kolana jednak nie padnę. Bardziej podoba mi się następne w zestawie Head Shooter z Joe Lynn Turnerem za mikrofonem. Kompozycja ma w sobie dużo bluesa, ale wyczuwa się i hendriksowkie klimaty. Piosenka spodobała mi się od pierwszego usłyszenia i coś czuję, że nieprędko mi się znudzi. Heroin to coś dla miłośników tkwiącego korzeniami w bluesie hard rocka. Zaśpiewał tu Jorn Lande, bo David Coverdale był zajęty nagrywaniem z Whitesnake ;). Oczywiście żartuję, chociaż kto tam wie. Tak czy inaczej, Jorn spisał się tu wzorcowo, zresztą z tego wszystkiego co słyszałem ostatnio, Norweg jest w naprawdę dobrej formie wokalnej. W My Simple Song mikrofon przejmuje ponownie Dan McCafferty i raz jeszcze trafia mu się ballada. Moje uwagi te same, co poprzednio. Mógł dostać rockera, choć i tutaj się sprawdził. Całkiem fajnym akcentem na zakończenie krążka jest jajcarski utwór Kukarracha. Udało się tu pomyślnie połączyć siły gardeł Bonneta, Shustareva, Stanleya, Hughesa, Martina i Turnera. Wręcz wzorcowe aranżacje chórków potrafią rozłożyć słuchacza na łopatki, a reszty dopełnia gościnne wiosłowanie Steve'a Lukathera.

Materiał jako całość wydaje się być trochę przydługi, gościnny udział wielu sław skutecznie ratuje jednak tę produkcję. Wprawdzie spodziewałem się dużo lepszego albumu, ale co tam, co tutaj zaprezentowano i tak trafiło w mój gust. Prawdopodobnie gdyby nie udział gwiazd, krążek przeszedłby bez większego echa, na szczęście różni wokaliści i wioślarze dodają kompozycjom indywidualnego szlifu. Płytę mimo drobnych mankamentów polecam.

Oficjalna strona zespołu: www.pushking.eu

Guitarrizer
marzec 2011