|
Skład: Toby Hitchcock - śpiew; Jim Peterik - śpiew, gitary, instrumenty klawiszowe; Christian Cullen - instrumenty klawiszowe; Ed Brockenfield - perkusja; Hilary Jones - perkusja; Mike Aquino - gitary; Clem Hayes - gitara basowa
Produkcja: Jim Peterik i Larry Millas
Jeśli ktoś z Was kiedykolwiek rozpaczał po rozpadzie Survivora czy Shooting Star, może przestać. Oto narodziła się nowa supergrupa, która swoim debiutanckim albumem moim zdaniem zmiotła całą konkurencję, przynajmniej jeśli chodzi o 2003 rok. Pride Of Lions to nowy projekt wydany przez włoskiego Frontiersa, na którego czele stoi legenda Survivor - Jim Peterik. Zaprosił on do współpracy nikomu nieznanego wokalistę Toby'ego Hitchcocka i moim zdaniem narał zdecydowanie płytę roku. Toby, w chwilach gdy nie uderza w wysokie rejestry, jest idealną kopią Joe Vany, kiedy jednak w wyższe tony uderza, głos Toby'ego jest dość oryginalny i choć słychać fascynacje Bobby Kimballem czy wokalistą Starship - Mickey Thomasem, to raczej są one marginalne... Oczywiście można mówić, że takie płyty zostały już nagrane, że nie wnosi ona w zasadzie niczego nowego do gatunku. Jednak dla mnie jej podstawową wartością jest fakt, że gdyby ten album ukazał się powiedzmy w 1989 roku, także by miał wszelkie atrybuty, by stać sie płytą roku. Klasa jest po prostu klasą, a że nic nie wnosi nowego, cóż...nie musi!! Jedyne co różni ten album od przeciętnego klasyka z lat 80-tych to produkcja.
Ta płyta jest naprawdę warta swej ceny chcoćby biorąc pod uwagę jej długość, która wynosi ponad 60 minut i w zasadzie jest tu tylko jeden utwór, który oceniam jako średni. Praktycznie nie ma tutaj o czym pisać poza wspomnianym już obowiązkowym zakupem. Są tu ballady, utwory utrzymane w średnim tempie, a także piosenki mocno zahaczające o hardrocka, w których Jim Peterik naprawdę ostro (jak na AOR oczywiście) pogrywa na gitarze. Jeśli Mecca, do której podobieństwa są oczywiste (rzecz jasna chodzi o osobę Peterika), była w ubiegłym roku kandydatką do płyty roku to POF jest już zdecydowanym pewniakiem. Zestaw moich ulubionych piosenek zmienia sie praktycznie codziennie, jednak zawsze wśród nich jest Sound Of Home. Utwór jest odśpiewany na dwa głosy - Jim Peterik odśpiewuje zwrotki, natomiast Toby Hitchcock refreny i robi to tak wspaniale, że piosenka jest dla mnie zdecydowanym utworem tego roku. Zdaję sobie sprawę, że nie słyszałem wszystkich wydawnictw z bieżącego roku, ale jestem prawie pewien, że nic lepszego nie zostało nagrane. Następna w kolejce jest piękna ballada Interrupted Melody, w której Toby popisuje się bardzo emocjonalnym śpiewem. Równie ładna i przejmująca jest inna balladka - Prideland. Debiutant Hitchcock naprawdę wie, jak wytworzyć ten specyficzny balladowy klimat. W zasadzie są tu tylko dwie piosenki, które nie robią na mnie wrażenia. Zarówno First Time Around The Sun, który jest zrobiony jakby trochę na siłę, być może nie starczyło czasu na jej dopracowanie, jak i Unbreakable, w którym drażni mnie powtarzany bardzo często refren, jednak na plus tej piosence mozna oddać bardzo dobre solo zagrane przez Peterika.
Ta płyta mogłaby być w zasadzie nastepną płytą Survivor. Z tegorocznych albumów absolutny numer jeden i chyba tylko nowy Last Tribe mógłby ją pobić. Szkoda tylko, że płyta najprawdopodobniej sprzeda się w tysiącach, a nie w milionach...
Oficjalna strona zespołu: www.aprideoflions.com
Vandervelde grudzień 2003
|