|
Skład: Ken Hammer - gitary; Ken Jackson - gitara basowa; Allan Tschicaja - perkusja; Ronnie Atkins - śpiew
Produkcja: Pretty Maids
Pretty Maids to taki trochę zapomniany zespół grający jakby na poboczu. Mimo to mają oddanych fanów i swojej stylistyce, czyli melodyjnemu metalowi, jako zespół również mają się całkiem dobrze. Ich ostatnie albumy, zagrane w stylu za którym nie przepadam (nowoczesny metal), zawiodły mnie, spisałem zespół na straty. Przyszedł rok 2006, przeglądam sobie stronkę mojej znajomej Kat (z Niemiec), oczywiście o Pretty Maids, a tam news, że zespół nagrał już nowy album, Wake Up To The Real World. Udałem się więc do Media Marktu (rzucili tylko jedną sztukę!), aby przesłuchać w/w płytę. Byłem naprawdę pozytywnie zaskoczony, świetne kompozycje, świeżość, PM już dawno tak dobrze nie grało. Niestety ktoś sprzątnął mi spod nosa ten jedyny egzemplarz, toteż musiałem zamówić inny w Saturnie.
Utwory na płycie są różnorodne. Już na początek tytułowa piosenka, oparta na świetnym riffie, z melodyjnym refrenem, murowany hicior. All In The Name Of Love, ten jest ostrzejszy, z wypasionym solem Kena, mocno tęczowym. I Am The End, to już mniej mi się podoba, słychać tu echa poprzednich wydawnictw (tych nowoczesnych), ale klimacik jest. As Guilty As You, pierwsza ballada na albumie, akustyki, Hammondy lub też ich imitacja na Korgach, świetny numer. Why Die For A Lie - antywojenny, ostry, już prawie heavy. Terminal Violence i Brave Young New Breed to już czysty heavy, mocne drapieżne metalowe killery! Perfect Strangers, wiadomo kogo. Ciekawa interpretacja, nie odbiega zbytnio od oryginału, jest bardziej "masywna", no i Ronnie zaśpiewał to po swojemu. Such A Rush, Where True Beauty Lies i Another Shot Of Your Love - te utwory mnie nie przekonały, zbyt "komercyjne" granie jak dla mnie. Zaszły też drobne zmiany w składzie. Perkusistę Michaela Fasta, zastąpił Allan Tschicaja (ex- Royal Hunt), a więc odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu. Reszta składu jest niezmienna od kilku już lat. Ken Hammer dalej wycina fajne solówki, na tej płycie wyraźnie słychać fascynacje Blackmorem. Ken Jackson basistą jest dobrym, jego idolem jest Billy Sheehan, choć ja tego nie słyszę. Gościnnie jest nawet klawiszowiec, i muszę przyznać swoją robotę wykonał świetnie. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze fajna futurystyczna okładka, która świetnie koresponduje z zawartością albumu.
Życzę Duńczykom aby nagrywali więcej takich albumów, no i żeby zawitali po raz drugi do Polski.
Oficjalna strona zespołu: www.prettymaids.com
Mad Dog sierpień 2007
|