Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

PRETTY MAIDS - Pandemonium [2010]
Wydawca: Frontiers Records / JVC

  1. Pandemonium
  2. I.N.V.U.
  3. Little Drops Of Heaven
  4. One World One Truth
  5. Final Day Of Innocence
  6. Cielo Drive
  7. It Comes At Night
  8. Old Enough To Know
  9. Beautiful Madness
  10. Breathless
  11. It Comes At Night (remix) [bonus track]
Pandemonium

Skład: Ronnie Atkins - śpiew; Ken Hammer - gitary; Kenn Jackson - gitara basowa; Allan Tschicaja - perkusja; Morten Sandager - instrumenty klawiszowe

Produkcja: Jacob Hansen

Pretty Maids jest najlepszym przykładem zespołu, któremu mimo wielu lat spędzonych na scenie nie udało się do końca osiągnąć zamierzonego celu, a było nim... zdobycie popularności na scenie hard/heavy na skalę ogólnoświatową. Można sobie zadawać trud odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak się stało, dlaczego ten popularny duński zespół, istniejący na scenie muzycznej już niemalże trzydzieści lat, zespół, który nagrał więcej płyt studyjnych niż sama Metallica, nie osiągnął zamierzonej przez siebie sławy?

Przecież założyciele zespołu do tego stopnia walczyli o swoją rozpoznawalność, że zmienili swoje oryginalne, duńskie nazwiska na brytyjsko brzmiące odpowiedniki. I tak wokalista Paul Christensen "przechrzcił" się na Ronniego Atkinsa, zaś gitarzysta Kenneth Hansen na Kena Hammera. Panowie nauczyli się tak perfekcyjnie brytyjskiego, że jak dzisiaj słucham wywiadów z Atkinsem, to trudno mi uwierzyć, że gość nie wychowywał się na tym samym podwórku co np. David Coverdale. Początkowo wszystko szło dla Pretty Maids w jak najlepszym kierunku. W roku 1986 zespół wyjechał do USA, aby nagrać znakomicie przyjęty zarówno wśród fanów, jak i krytykę album Future World. Kolejny krążek, wydany w 1990 roku Jump The Gun jedynie potwierdził klasę zespołu. Płyta ukazała się na całym świecie (w USA pod nazwą Lethal Heroes), poprzedzała ją kampania promocyjna, obejmująca teledyski do utworów Don't Settle For Less czy Savage Heart, które w tamtych latach często można było zobaczyć na antenie stacji MTV. Niestety formacji nie udało się wytrzymać presji związanej z szybko rosnącą popularnością. Kolejno wydawane przez grupę albumy świadczyły jedynie o tym, iż zespół nie za bardzo wie, jaką drogę chce obrać, czy to nastawioną bardziej na ostre, heavymetalowe granie, jak w przypadku chociażby Scream czy Panic Attack, czy też bardziej komercyjne klimaty, czego najlepszym przykładem jest płyta Carpe Diem. Spowodowało to, że o Pretty Maids trochę zapomniano, przy czym najbardziej zagorzali fani ekipy dalej wierzyli, że Atkins i spółka nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. Przełom przyszedł w roku 2006 wraz z premierą płyty Wake Up To The Real World, gdzie zespół przypomniał o swoich heavymetalowych korzeniach, czym wzbudził zachwyt wśród fanów tego rodzaju grania. Płyta sprzedawała się wyjątkowo dobrze, Pretty Maids wrócili do łask i rozpoczęli serię świetnie przyjmowanych koncertów, w tym na kilku sporych festiwalach, jak chociażby Sweden Rock Festival czy Headbangers Open Air w Niemczech. Muzycy postanowili udowodnić, że ich dobra passa nie jest jedynie dziełem przypadku i z początkiem roku 2010 (a zatem dopiero po czterech latach od premiery swojej poprzedniczki!) rozpoczęli nagrania do swojego dwunastego już, studyjnego albumu. Co ciekawe, oficjalna premiera płyty Pandemonium zapowiedziana została przez wytwórnię Frontiers Records dopiero na 14 maja 2010 roku, a mimo to krążek już wzbudził wiele kontrowersji wśród fanów zespołu. Wzburzenie wywołał zwłaszcza promujący płytę utwór Little Drops Of Heaven, na którym niektórzy konserwatywni fani formacji nie pozostawili suchej nitki, porównując go do dokonań takich "gwiazd MTV" jak The Rasmus itp. Absolutnie nie podzielam takich opinii, w mojej ocenie utwór znakomicie wpasowuje się w całokształt twórczości Pretty Maids, chłopaki udowadniają tym nagraniem, iż nie potrafią szufladkować się w jednej stylistyce muzycznej, lecz uwielbiają "bawić się" gatunkami muzycznymi, łącząc ostre, heavymetalowe granie z melodyjnymi, wręcz AOR-owymi klimatami. Osobiście zaliczam się do tej rzeszy fanów Pretty Maids, których album Pandemonium całkowicie zachwycił i do reszty pochłonął. Przesłuchałem krążek już kilkadziesiąt razy i dalej nie mam go dosyć. Słucham go już praktycznie wszędzie, w pracy, w domu, w czasie jazdy samochodem i za każdym razem odkrywam w nim coś nowego. Pokuszę się wręcz o stwierdzenie, iż Pandemonium jest najlepszym albumem zespołu od czasów Future World czy Jump The Gun, co więcej, przewyższa poziomem wyżej wymienione. Całe wydawnictwo można generalnie podzielić na dwie części. Pierwsza część to utwory utrzymane w ostrzejszej, heavymetalowej stylistyce, gdzie zespół postanowił przypomnieć o swoich korzeniach, a jednocześnie udowodnić, że pomimo trzydziestu lat na scenie nadal potrafią porządnie przypier... Największe brawa w tym względzie należą się Ronniemu Atkinsowi. Przyznam, że od lat jestem fanem tego wokalisty, uważam, że ma świetną barwę głosu, sprawdzającą się zarówno tam, gdzie trzeba się porządnie powydzierać, jak i tam, gdzie należy zwolnić tempo i pokazać swoje melodyjne oblicze. Na Pandemonium Atkins przeszedł jednak samego siebie, czego dowodem są utwory takie jak chociażby ten tytułowy oraz One World One Truth czy Cielo Drive. W szczególności na uwagę zasługuje zwrotka w Pandemonium, gdzie Atkins nie szczędzi gardła, czym udowadnia, że pomimo swojego niemłodego już wieku dalej jest w świetnej formie wokalnej. Nie należy także zapomnieć o "sercu" Pretty Maids w osobie gitarzysty Kena Hammera, który już wielokrotnie udowadniał, że jest mistrzem w układaniu, świetnych, heavymetalowych riffów. Pandemonium jedynie potwierdza powyższą tezę. Wystarczy posłuchać chociażby motywu przewodniego do utworu tytułowego, czy riffów do takich kawałków jak I.N.V.U., One World One Truth czy Cielo Drive i będzie wiadomo, że nie rzucam słów na wiatr. Jak już wspomniałem wyżej, do ostrzejszej części płyty zaliczyć można: tytułowe Pandemonium, którego riff przewodni w połączeniu z charakterystycznym podkładem klawiszowym tworzy mieszankę wybuchową, po której długo nie można się otrząsnąć, One World One Truth - miażdżący powalającymi wręcz riffami autorstwa Hammera, galopadę w postaci Cielo Drive, która stanowi ukłon zespołu w stronę klimatów z czasów Red, Hot And Heavy czy Future World. Zestawienie zamyka Beautiful Madness oraz mój zdecydowany faworyt w postaci It Comes At Night, chyba najbardziej zróżnicowanego rytmicznie utworu na całym krążku. Uwagę zwraca w głównej mierze genialny fragment w środku utworu, w którym zespół nagle uspokaja tempo, wprowadzając delikatne brzmienie pianina, po czym przechodzi do krótkiego, ale jakże rewelacyjnego fragmentu klawiszowego. Dla mnie bomba. Druga część Pandemonium to utwory o nieco spokojniejszej tematyce, naszpikowane melodyjnością, czasami ocierające się wręcz o AOR, a to z uwagi na wysunięte na pierwszy plan klawisze. Do kawałków tych zaliczyć można: I.N.V.U., gdzie mamy do czynienia z wymieszaniem klimatów, zwrotka jest klimatyczna, delikatna, wręcz "balladowa", po czym ekipa przechodzi do ostrzejszego, ale wciąż niesamowicie melodyjnego refrenu, promujący album Little Drops Of Heaven, Final Day Of Innocence, balladę Old Enough To Know czy też ostatni na płycie Breathless. Do Little Drops Of Heaven zespół nakręcił teledysk i postanowił promować tym utworem cały album. Moim zdaniem nie jest do końca fortunna decyzja. Kawałek jest wprawdzie znakomity, niesamowicie łatwo wpada w ucho, stanowi nagranie z gatunku tzw. "radio friendly" i uważam, że gdyby stacje radiowe zaryzykowały wypromowanie tego utworu na szeroką skalę, o Pretty Maids z pewnością znowu zrobiłoby się bardzo głośno. Dla mnie to murowany kandydat na kolejny "hicior" zespołu na miarę takich przebojów jak Savage Heart czy Please Don’t Leave Me. Niemniej jednak, promowanie całej płyty Pandemonium tą właśnie ścieżką może być mylące, potencjalni nabywcy albumu, w tym konserwatywni fani zespołu mogą bowiem pomyśleć, iż cały krążek brzmi w taki właśnie sposób, przez co zniechęcą się do jego zakupu. Sądzę, że znacznie lepszymi kandydatami na promocję płyty byłyby takie utwory, jak I.N.V.U. czy chociażby Final Day Of Innocence, które znacznie lepiej oddają ogólny charakter Pandemonium. Spośród kompozycji lżejszej części płyty, w mojej opinii najlepiej wypada wspomniany wyżej Final Day Of Innocence. Utwór wręcz kipi melodyjnością, porównałbym go do równie rewelacyjnego Hell On High Heels z płyty Anything Worth Doing Is Worth Overdoing. Pozytywnie zaskakuje również liryczna ballada Old Enough To Know, która pomimo swojego "komercyjnego zacięcia" porywa melodyjnością, refren na długo zapada w pamięci, a kawałek sprawdza się świetnie na przykład w czasie jazdy samochodem.

Reasumując, zaryzykuję stwierdzenie, że Pretty Maids nagrali najdojrzalszą, najbardziej dopracowaną pod każdym szczegółem płytę w swojej niemalże trzydziestoletniej karierze. Wszystkie utwory na Pandemonium porywają melodyjnością, zespół zaryzykował połączenie klasycznych klimatów z pierwszych albumów z trochę nowoczesnym, czasem wręcz komercyjnym brzmieniem, przy czym w mojej ocenie połączenie to wyszło im znakomicie. Dla mnie osobiście album stanowi kwintesencję tego, czego od zawsze poszukuję w muzyce. Wierzę zatem, że Pandemonium usatysfakcjonuje każdego fana melodyjnego rocka. Polecam gorąco.

Oficjalna strona zespołu: www.prettymaids.com

Fr3dro
maj 2010