|
Skład: Ronnie Atkins (Paul Christensen) - śpiew; Allan DeLong (Allan Jensen) - gitara basowa; Ken Hammer (Kenneth Hansen) - gitary; Ricky Mark (Henrik Mark) - gitary; Phil More (Henrik Andersen) - perkusja; Alan Owen (Allan Nielsen) - instrumenty klawiszowe
Gościnnie: Ian Paice - perkusja w [5]; Roger Glover - gitara basowa w [10]; Freddy George Jensen - harfa w [12]; Ivan Pedersen i Knut Lindhard - chórki
Produkcja: Roger Glover
Wszelkie koktajle smakują jedynie wtedy, gdy proporcje między ich składnikami są idealnie wyważone. W przypadku mikstur muzycznych wspomniane składniki muszą jeszcze tworzyć konsekwentną całość. Takie kryteria spełnia muzyka grana przez Pretty Maids, łącząca w sobie elementy hair metalu, heavy metalu i AORu. Duńczycy dowiedli tego już na wydanym w 1987 roku krążku Future World, by na niniejszym tylko potwierdzić swoją klasę. Jump The Gun (w wersji amerykańskiej zatytułowany Lethal Heroes), bo o nim mowa, został wydany trzy lata później; premierę tego albumu opóźniły: wypadek samochodowy z udziałem perkusisty zespołu i poszukiwania producenta, którym ostatecznie został Roger Glover.
W porównaniu z wcześniejszymi płytami kapeli brzmienie Jump The Gun zostało jeszcze bardziej wygładzone, przez co jej produkcja sprawia wrażenie, jakbyśmy mieli do czynienia z albumem AORowym. W kilku utworach instrumenty klawiszowe są tu równorzędnym partnerem gitar, co zaskakuje biorąc pod uwagę, że w muzyce Duńczyków wciąż przeważa hardrock. Wokalny kameleon, jakim niewątpliwie jest Ronnie Atkins, potrafi wydobywać z gardła dźwięki przywodzące na myśl Joeya Tempesta, Ronniego Jamesa Dio, a czasem nawet wydzierać się jak Dee Snider. Po odpaleniu płyty słyszymy najpierw klimatyczny, nieco filmowy, klawiszowy wstęp, po którym atakuje nas rasowy, hardrockowy riff z metalowymi wstawkami. To Lethal Heroes, rewelacyjny rocker, przypominający nieco kawałki MSG / Scorpions, w którym Atkins po raz pierwszy (i nie ostatni) daje upust swoim możliwościom głosowym. Wspaniała praca gitary prowadzącej i świetne refreny składają się na niemal idealny opener. Niewiele ustępuje mu pozycja numer dwa, zatytułowana Don’t Settle For Less. Tutaj z kolei urzeka doskonałe współbrzmienie mięsistych zagrywek gitarowych i będących dla nich równorzędnym partnerem partii instrumentów klawiszowych. W tym utworze podobać się mogą jeszcze zmiany tempa, pulsujący bas i zgrabna solówka po klawiszowym zwolnieniu, następującym po drugim refrenie. Kolejny kawałek wart odnotowania, Rock The House ma w sobie coś z muzyki Deep Purple z połowy lat osiemdziesiątych, tak samo brzmią tu riffy i klawisze w zwrotce, zaś melodyjny przedrefren zbliża zespół do brzmień AORowych. No i dochodzimy do promowanej teledyskiem ballady Savage Heart. Po zaśpiewanej czystym głosem zwrotce z towarzyszeniem gitary akustycznej, nieco ostrzejszym przedrefrenie z klimatem przypominającym te kreowane na albumie Night Of The Crime Icon, prawdziwy wybuch emocji następuje dopiero wraz z refrenem, w którym wyróżnia się fenomenalny chórek, kojarzący się nieodparcie z najbardziej znanym utworem grupy Foreginer (proszę zgadnąć, jakim?). Ciarki przechodzą po plecach, gdy w końcowej części utworu ze wspomnianych chórków zaczynają wydobywać się pojedyncze, soulowo brzmiące głosy. W moim prywatnym zestawieniu jest to jedna z ballad wszechczasów. Young Blood to powrót do ostrzejszego, melodyjnego grania, tym razem kojarzącego się z dokonaniami Europe. Ze swoimi płynnymi przejściami pomiędzy poszczególnymi fragmentami i doskonałymi chórkami piosenka jest wręcz zabójczo przebojowa, nie wiem więc dlaczego nie znalazła się w stałym repertuarze rozgłośni radiowych. Z kolei mające interesującą melodię Headlines przywodzi na myśl raczej kawałki Joe Lynn Turnera, a dające o sobie znać w kulminacyjnych momentach, "cięte" partie klawiszy - łagodniejszą odsłonę Krokus. Kolejnym potencjalnym hitem jest tytułowy Jump The Gun, zbudowany na bardzo dobrym riffie i sunący dostojnie w tempie marszowego heavy metalu, w manierze bardzo podobnej do tej spotykanej chociażby u Scorpions, wszelako nie rezygnującej z melodyjności. Znacznie więcej luzu wnosi Partners In Crime, w którym gitara rytmiczna gra jak na wczesnych płytach Def Leppard. W tej piosence spodobały mi się przeplatające się partie wokalisty i chórku, a także refren, bardzo podobny do dokonań Treat lub wczesnego Talisman. Na tym tle kolejne Attention wypada tylko poprawnie, żeby nie powiedzieć: blado. Niby dynamiczne, najostrzejsze w całym zestawie, oparte na niezłym riffie, jednak wpada jednym uchem, a wypada drugim. Będący coverem utworu Icon Hang Tough należy potraktować jak wesoły, party rockowy przerywnik albumu, nie wnoszący jednak nic szczególnego. W podobnym tonie można wypowiedzieć się o zupełnie przeciętnym Over And Out, ale cóż, gdyby nie było zapychaczy, nie docenilibyśmy perełek. Na końcu płyty mamy zupełnie zaskakujący, żartobliwy Dream On, z bluesującym wstępem, przechodzącym w typowy dla lat '80 przedrefren, a dalej w prawie southern rockowy, "barowy" refren. Ten ciekawie zaaranżowany numer (instrumentarium zostało tu wzbogacone o harfę) z nietypową melodią okazuje się być kolejnym plusem albumu.
Koktajl pod nazwą Jump The Gun stanowi przekrój tego wszystkiego, za co kochamy muzykę ósmej dekady XX wieku, chociaż dla niektórych może być za bardzo wypolerowany. Gdyby nie trzy średniaki w końcówce longplaya, należałoby go uznać za genialny, a tak jest "tylko" świetny. Na pewno zajmuje bardzo wysokie miejsce w przekroju całej twórczości Pretty Maids, a to powinno być już wystarczającą rekomendacją. Polecam wszystkim fanom hair metalu i szeroko pojętego hard n’heavy.
Oficjalna strona zespołu: www.prettymaids.com
Hardlover luty 2009
|