Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

PRETTY BOY FLOYD - Leather Boyz With Electric Toyz [1989]
Wydawca: MCA Records / Perris Records

  1. Leather Boyz With Electric Toyz
  2. Rock And Roll
  3. Wild Angels
  4. 48 Hours
  5. Toast Of The Town
  6. Rock And Roll Outlaws
  7. Only The Young
  8. The Last Kiss
  9. Your Mama Wont Know
  10. I Wanna Be With You
  11. Slam Dunk [bonus track]
  12. Shes My Baby [bonus track]
  13. Two Hearts [bonus track]
  14. Over The Edge [bonus track]
  15. I Just Wanna Have Something To Do [bonus track]
Leather Boyz With Electric Toyz

Skład: Steve 'Sex' Summers - śpiew; Kristy 'Krash' Majors - gitary; Vinnie Chas - gitara basowa; Kari 'The Mouth' Kane - perkusja
Gościnnie: Howard Benson - instrumenty lawiszowe; Matt Bradley - śpiew; Phil Balvano - śpiew; Jennifer "Miss Frosty" Hoopes, Paris Hampton, Maura Eagan, Candice Gartland, Elizabeth Goldner, Katharine Lundy - chórki

Produkcja: Howard Benson

Pretty Boy Floyd powstali w centrum glam rockowego szaleństwa, czyli w Hollywood w 1987 roku. Był to rok szczytowej popularności tego rodzaju grania i zespoły jak Guns N' Roses czy Mötley Crüe biły rekordy popularności. Na fali popularności tych grup innym podobnnie grającym wykonawcom udało się czasami uszczknąć z tego torta, jednak Pretty Boy Floyd mieli trochę pecha. Nie powiem, że nie ma tutaj wszystkich najważnejszych elementów dla tego rodzaju muzyki, natomiast wydaje mi się, że publika aż na taki szok nie była gotowa. O ile Poison wydawali się przerysowani, o tyle Pretty Boy Floyd poszli znacznie dalej w glamowym image'u. Do tego stopnia, że niektórzy uważali, iż nazwa zespołu to po prostu czyste odwzorowanie tego, co prezentowali sobą muzycy, a chodziło przecież o słynnego z gangstera z początku XX wieku, Charlesa Arthura zwanego "Pretty Boy Floydem". Grupa Ugly Kid Joe chyba sobie z tego sprawy nie zdawała, bowiem postanowiła zakpić ze Steve'a Summersa i spółki. Tak czy siak, kapela obrosła swoistym kultem będącym efektem wskazywania ich jako przykładu ekstremalnej kapeli glam metalowej.

Debiutancki krążek zespołu, Leather Boyz With Electric Toyz okazał się być jedynym wydanym w tamtym okresie, mimo że popularność tego typu grania trwała jeszcze przez 2 lata. Rozpoczyna go dynamiczny i agresywny utwór tytułowy. Muzyka w pewnych momentach kojarzy się z punkiem, co oczywiście nie może nikogo w takim graniu zdziwić, ale zespół grzeje tutaj z konkretną mocą. Po prostu glam metal najwyższych lotów. Takiego kawałka próżno się było spodziewać po Poison, a Mötley Crüe z metalu zrezygnowali już dużo wcześniej. Rock & Roll (Is Gonna Set The Night On Fire) to sztandarowy utwór z tej płyty, do którego nakręcono też video. Właściwie gdybym był złośliwy, skomentowałbym tu w kilku zdaniach ten wideoklip, jednak tego nie zrobię, bowiem muzyka jest na tyle dobra, że się bez problemu broni. Nastrój typowo imprezowy i niby zwyczajny glam rock, ale coś co zwraca moją szczególną uwagę, to ciężkie brzmienie gitar. Niby owszem, krążek sklasyfikowano jak glam metalowy, ale tego sortu gitar nie mieli ani Poison ani Gunsi ani nawet Mötley Crüe. I chyba dlatego też zespół uważam za absolutnie wyjątkowy, mimo że na pierwszy rzut oka wydają się być glamową parodią. Wild Angels to ballada i w tym przypadku chyba najlepiej słychać, co potrafi zrobić odpowiednio wzmocnione brzmienie gitary uzupełniające sztampowe spokojne partie. Coś niesamowitego. 48 Hours to powrót do imprezowania i to na maksa. Jest w tym trochę z filozofii The Ramones i podejścia w stylu "gramy hymn na prywatkę", co osobiście mi się podoba, zwłaszcza że ramonesowy jest też czas trwania utworu (skromne 3 minutki). Toast Of The Town może okazać się niemałym zaskoczeniem, bo to cover Motley Crue, tyle że nie znajdujący się na żadnej ich płycie długogrającej. Kawałek został umieszczony na stronie B debiutanckiego singla Stick To Your Guns wydanego przez Sixxa & Co. w 1981 roku. Pretty Boy Floyd nadali mu nowe życie. Wspaniały, żywiołowy numer, przy którym cieżko wysiedzieć w miejscu. Wszystko dokładnie, z jajem i powerem. Przyznam się szczerze, Pretty Boy Floyd jak dla mnie muzycznie miażdzyli Poison, chociaż gdybym miał oceniać po image, pewnie stwierdziłbym że PBF to granie dla wrażliwych, małoletnich panienek. Jest jednak na odwrót, to jest sleaze, coś raczej obleśnego, ale cholernie dobrego. Rock And Roll Outlaws nie spuszcza z tonu. Jest tutaj pewien schemat, który się sprawdza i widać, że panowie (chcący wyglądać jak panie) dokładnie wyselekcjonowali, co chcą na krążku umieścić, a nagrań mieli znacznie więcej w owym okresie. Only The Young nie jest już tak imprezowe i buńczuczne, ale równie chwytliwe. Refren przebojowy i o to w takiej muzyce chodzi. The Last Kiss to pewien drobny zgrzyt. Owszem, kiedy jest zwrotka, wszystko gra, natomiast wstęp i refren strasznie cukierkowaty i choć może pasuje do image zespołu, to raczej nie pasuje do gangsterskiego żywota Pretty Boy Floyda, a raczej z tym sobie skojarzyłem zespół po pierwszych dźwiękach Leather Boyz With Electric Toyz. Your Mama Won't Know to dynamiczny rock and rollowy kawałek nasączony stylistyką punkową. Po raz kolejny muszę wspomnieć o gitarach, bo brzmią stosunkowo ciężko jak na takie granie. Myślę, że gdyby jakiś thrashowy zespół chciał zrobić glamowy cover, to brzmiałby w ten sposób. A więc jeszcze raz się udało. Na koniec podstawowego zestawu - I Wanna Be With You. To druga ballada na płycie i do niej postanowiono nakręcić teledysk, już nieco mniej obciachowy niż ten do Rock & Roll. No i bez dwóch zdań mamy do czyniena z ładną panią, którą z całą pewnością nie jest żaden przebieraniec i dowcipniś z Pretty Boy Floyd. Tak czy siak, przyjemny utwór potrzebny na tego rodzaju wydawnictwie. To, co mi się jednak najbardziej podoba w tym numerze, to cięższe wejście zespołu gzieś w środku. Brawo panowie (panie). To jest kawał porządnej muzyki, a nie jakieś bzdety, by tylko wyciągnąć kasę od nieświadomych niczego nastolatek. Do zremasterowanego wydania z 2003 roku dołączono aż 5 bunosów. Slam Dunk bez problemu mógłby stanowić część podstawowego zestawu, pozostałe ze względu na brzmienie niestety nie, chociaż Two Hearts i Over The Edge to niezłe numery. Na sam koniec cover The Ramones, I Just Wanna Have Something To Do, oczywiście bez niespodzianek. Nagrania 12-15 to kawałki z solowego projektu Kristy'ego Majorsa i pewnie brzmiałyby potężnie, gdyby nie miały jakości demówki.

Album Leather Boyz With Eletric Toyz to kult, to absolutna klasyka tego rodzaju grania i mimo,że nie zdobył uznania jak inne płyty z tamtego okresu, wciąż robi wrażenie, bo jest po prostu rzetelnie nagrany, świetnie wyprodukowany oraz zawiera praktycznie same dobre utwory, co nie jest takie oczywiste przy płytach z tego rodzaju muzyką. Szkoda, że nie wydali jeszcze conajmniej jednego krążka w tamtym czasie, bowiem idę o zakład, że zmiażdzyliby konkurencję. A tak przyszło im szwędanie się po Santa Monica Boulevard i udawanie chłopaków (dziewczyny) z Poison. Bądźmy jednak sprawiedliwi, Pretty Boy Floyd to po prostu duże dzieci, a od czasu małoletności zmieniły się im tylko zabawki i to nimi atakują nasze uszy na tym albumie. Fotek oglądać wszak nie musimy.

Oficjalna strona zespołu: www.pbffanclub.com

LSDisease
styczeń 2011