Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

PORCUPINE TREE - The Incident [2009]
Wydawca: Roadrunner Records / ToneFloat

  1. Occam’s Razor
  2. The Blind House
  3. Great Expectations
  4. Kneel And Disconnect
  5. Drawing The Line
  6. The Incident
  7. Your Unpleasant Family
  8. The Yellow Windows Of The Evening Train
  9. Time Flies
  10. Degree Zero Of Liberty
  11. Octane Twisted
  12. The Séance
  13. Circle Of Manias
  14. I Drive The Hearse
Dysk 2:
  1. Flicker
  2. Bonnie The Cat
  3. Black Dahlia
  4. Remember Me Lover
  5. Way Out Of Here (bonus w edycji japońskiej i na iTunes)
  6. What Happens Now? (bonus w edycji japońskiej i na iTunes)
The Incident

Skład: Steven Wilson - śpiew, gitara, pianino, syntezatory; Richard Barbieri - instrumenty klawiszowe, syntezatory, programowanie; Colin Edwin - gitara basowa; Gavin Harrison - perkusja

Produkcja: Steven Wilson i Porcupine Tree

Choć singlowy Time Flies mógł wskazywać, że nowy album Porcupine Tree będzie raczej mało odkrywczą kontynuacją pięknej kariery zespołu, to wszelkie opinie tego typu weryfikuje cały materiał. Jeżozwierze wciąż trzymają formę.

W skład albumu zatytułowanego The Incident wchodzą dwie płyty, ale właściwa część materiału, a więc i ta którą zajmę się w niniejszej recenzji, zawarta jest na pierwszym krążku. Jego konstrukcja w założeniu miała oferować jeden, trwający niemal godzinę utwór, ale grupa wyraźnie oddzieliła jego poszczególne części, nadając im konkretne tytuły. W sumie aż czternaście. Tym samym wydawnictwo sporo straciło na spójności, wszak połowę kompozycji mógłbym określić jako quasi utwory. W tej grupie mieszczą się kawałki trwającej od półtorej do dwóch minut. Czas nie definiuje ich jakości, ale niestety rozstraja cały przekaz albumu. Szkoda, że Brytyjczycy nie zdecydowali się na bycie mniej szczegółowymi. Na szczęście odpowiednia rekompensata przychodzi już z samą treścią krążka. The Incident rozpoczyna się od muzycznie schizofrenicznych impulsów na Occam’s Razor. Zespół w niesprecyzowanych odstępach wymienia krótkie gitarowo-perkusyjne kociołki z jednostajną linią generowaną przez komputer, która zresztą dominuje drugą część tego wstępu. Z tej atmosfery wychodzi The Blind House, w którym rozwinięcie znajdują riffy z poprzedniego kawałka. Zespół gra agresywniej, ale wraz z pojawieniem się wokali Wilsona słychać też lżejsze melodie. W utworze tym właściwie więcej rzeczonych melodii niż technicznych możliwości kapeli, co już szczególnie słychać przy jego końcu, kiedy pojawia się tutaj bardzo dołująca, mroczna linia. Dwa kolejne numery to takie z katalogu wspominanych wcześniej quasi utworów, a więc: Great Expectations oraz Kneel And Disconnect. Oba utrzymane w nastroju dosyć balladowym. Pierwszy z przyjemnym dźwiękiem gitary akustycznej i dobrym solówkowym rozwinięciem. Z kolei na Kneel And Disconnect pierwszy raz słychać tak wyraźny dźwięk klawiszy. Także i w tym utworze ważną rolę pełni akustyk. Drawing The Line to najmocniejsze nagranie w tej części płyty. Otwiera je efektowne, nazwijmy to “cymbałkowe” wejście, a wokal Wilsona fragmentarycznie przybiera tajemniczego wydźwięku, tak jakby wydobywał się z tunelu. Utwór to z pozoru spokojny, lecz w odpowiednich fragmentach nabiera znacznej szybkości. W pewnym momencie pojawia się i efektowne solo, a całość Drawing The Line wyhamowuje na znamiennym dla tego krążka muzycznym rozdwojeniu. Dobry poziom podtrzymuje też tytułowy The Incident. Ścieżka ta zaczyna się dosyć niespodziewanie, bo od generowanych na komputerze dźwięków rodem z nieokrzesanego ambientu (swoją drogą modne to ostatnio bywa…). Zabiegi komputerowe stanowią główne motywy tego utworu, przewodzą w nim wszelkie elektroniczne patenty. Nawet i wokal Wilsona bez żadnych ogródek jest wspomagany bezdusznymi urządzeniami. Mniej więcej w połowie The Incident z średnio szybkiego, skomputeryzowanego klimatu wytwarza się szybsza atmosfera, która finał znajduje w nieco przebarwionym, podniosłym zakończeniu. W tym momencie Jeżozwierze serwują kolejną porcję krótkich kawałków. Nastroje Your Unpleasant Family i The Yellow Windows Of The Evening Train ocierają się o lekkie gitary, nieskomplikowane melodie, a w przypadku tego drugiego wręcz o minimalizm. Z tej nieco mdłej atmosfery wychodzi znany z krótszej wersji singlowej Time Flies. Na The Incident rozwija się on prawie do dwunastominutowego utworu. Zaczyna się znajomo, od piknikowego klimatu prowadzonego akustykiem. To wszystko, z ledwo namacalnymi głębszymi zanurzeniami, trwa mniej więcej do połowy utworu. W tym momencie Porcupine Tree weszło na wielkie głębokości. Rozciągnięta gitara wprowadza do depresyjnego świata, ale w miarę szybko ogólny koncept nagrania powraca do optymistycznych dźwięków. Może nieco za szybko? Po półtorej minutowej dawce agresji mieszanej z melodią na Degree Zero Of Liberty następuje kolejna porcja schizofrenii, bardzo mocno naznaczona heavy metalem. Fakt, że główny motyw Octane Twisted (jak i całego krążka) stanowi raczej spokojna, głęboka linia, ale umiejętne zejścia zespołu w stronę metalu wychodzą naprawdę przyzwoicie. Takiej kompozycji nie powstydziliby się starzy heavy metalowi wyjadacze! Dwa ostatnie quasi utwory na The Incident to The Seance i Circle Of Manias. Kawałki diametralnie różniące się od siebie, ale sklejone tworzą dobrą całość. Circle Of Manias to nie tyle rozwinięcie The Seance, ale jego mroczne odbicie. Porcupine Tree na swym nowym krązku żegna się kompozycją I Drive The Hearse. Przyznać trzeba, że jest to pożegnanie dość leniwe , bo utwór to pełen melancholii, niechętnie rozkręcający się poza zasygnalizowany schemat. W jakiś sposób ratuje go dobra solówka, ale biorąc pod uwagę całość materiału wydaje mi się, że powinno być w nim więcej szaleństwa.

Po przesłuchaniu pierwszej płytki odradzałbym natychmiastowe sięgnięcie po drugą, na której znalazły się zrzuty po poprzedniej sesji nagraniowej zespołu. Najlepiej raz jeszcze posłuchać właściwej części The Incident, bo choć pojawiają się w niej pewne niespójności, a gwałtowne przeskoki szybkości i ciężkości utworów nie wszystkim mogą się spodobać, to materiał w efekcie broni się sam. Porcupine Tree nagrali krążek, któremu powierzchownie można to i owo zarzucić, ale gdy wchodzi się do niego głębiej to rzeczywiście robi się magnetycznie i niebezpiecznie wciągająco.

Oficjalna strona zespołu: www.porcupinetree.com

Robert Bronson
wrzesień 2009

arktyka.wordpress.com