Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

POLEY / RIVERA - Only Human [2008]
Wydawca: Angelmilk Records

  1. Keep On Fighting
  2. Top Of The World
  3. Only Human
  4. Did We Just Have A Moment
  5. Insanity
  6. N.W.S
  7. The Bigger They Come
  8. Delirious
  9. Fire At Will
  10. Breathe Deep
  11. Crossing The Ocean
Only Human

Skład: Ted Poley - śpiew; Vic Rivera - gitary, gitara basowa, perkusja, śpiew

Produkcja: Vic Rivera

Na początku roku pojawił się fenomenalny Marcello/Vestry, który z miejsca podbił serca fanów hair metalowej publiki. Szanse na nowe Danger Danger rosły z każdym miesiącem, a o wywoływanym przez to apetytem wspominać raczej nie trzeba. Płyta miała się ukazać jeszcze w 2008 roku, ale niestety do tego nie doszło. W zamian otrzymaliśmy album, którego zadaniem jest chyba jeszcze większe zaostrzenie apetytu.

Projekt Poley/Rivera łączy w sobie dwóch muzyków, których nazwiska firmują szyldowi formacji. Komentarz dotyczący Teda Poleya jest zupełnie zbędny, gdyż tego pana znają chyba wszyscy. Vic Rivera nie jest tuż tak głośną postacią, dlatego też wspomnę, że współpracował on już wcześniej z Poleyem przy okazji jego solowych płyt, a także wiosłował w AdrianGale (obecnie po zmianie nazwy występujące jako Crunch), które to parę lat temu zdobyło pewną renomę. To, że tym razem nazwisko Vica pojawia się w nazwie projektu wskazuje na jego większy udział w komponowaniu materiału i na to, że muzyka na płycie bardziej koncentruje się na partiach gitary. To dobrze, gdyż według mnie były one zbyt mało wyeksponowane na poprzednim solowym Poleyu, czyli na Smile. Z kolei Collateral Damage w ogóle jakoś do mnie nie dotarło. Only Human nie stawiałem zbyt wygórowanych wymagań i w konsekwencji płyta bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła, a duet zasłużył na pochwałę. Keep On Fighting otwiera wydawnictwo w dobry sposób z niezłą, drapiącą gitarą i to właśnie ona jest motorem napędowym całej kompozycji. Głos Teda jest tak jakby na dalszym planie i jego firmowy akcent słyszymy właściwie dopiero w refrenach. Może to i dobrze? Numer nie przypomina repertuaru z solowych płyt Teda. Top Of The World brzmi dość ostro, panowie grają w amerykański, popularny sposób. Trochę punkowo, trochę AORowo, wychodzi nawet ciekawie. Może przypadnie to do gustu młodzieży. Refreny zachęcają do skakania i chyba o to w tym wszystkim chodzi, melodyjny hard rock jest przecież stworzony do zabawy. Only Human, czyli utwór tytułowy, został uzbrojony w przyjemną melodię, Poley ma tutaj więcej do powiedzenia, daje się odczuć ducha dawnych Dangerów, choć radości jest tak jakby mniej. Podobnie brzmiały przeboje minionej epoki. Chórki, bardzo przyzwoite zresztą, są w mojej ocenie wystarczająco przebojowe. Gdyby podrasować trochę zwrotki to byłoby jeszcze lepiej. Did We Just Have A Moment przenosi nas do Stanów Zjednoczonych, kiedy to właśnie taka muzyka święciła największe triumfy, czyli w okolice 1989. Muzycy grają bardziej wesoło i pogodnie, a głos Teda pasuje tutaj jak ulał. To właśnie w takim repertuarze, podchodzącym pod jedynkę Dangerów sprawdza się on najlepiej. Czasami odnoszę wrażenie, że gubi się on trochę przy ostrzejszym materiale, a jeżeli jest lekko, bardziej AORowo, to wtedy rozwija swoje skrzydła i pokazuje na co go stać. Kiedy po raz pierwszy usłyszałem Insanity po prostu musiałem usiąść i przesłuchać kawałek jeszcze raz. Tempo zupełnie nie pasujące do Danger Danger wypada znakomicie, drapiąca gitara Rivery przemawia do mnie w trudny do zapomnienia sposób. Majstersztyk i w mojej ocenie jeden z lepszych utworów, jakie słyszałem w tym roku. Jeżeli ktoś zarzuca Poleyowi brak talentu i zbytnią delikatność, to niech przesłucha zarówno Insanity jak i następującego po nim, równie dobrego, a kto wie czy nie lepszego: N.W.S. Tym, co najbardziej mnie tu urzeka, są liczne aranżacje autorstwa Vica Rivery. Ze wstydem przyznam, że nie znałem wcześniej AdrianGale, ale po takich dwóch kawałkach zaczynam intensywne polowanie na allegro. I niech nikt mi nie próbuje w nim przeszkodzić. I tak nie dam się przebić ;). Wyczyny Rivery w The Bigger They Come mają w sobie jakąś malutką namiastkę Satrianiego, szkoda, że kompozycja zmienia swoje oblicze na bardziej wesołe, kiedy tylko przychodzą refreny. Z jednej strony panowie mogli pociągnąć pierwotny temat nie wchodząc na terytorium okupowane przez Danger Danger i pewnie wyszłoby rewelacyjnie. Z drugiej jednak fani wspomnianej formacji będą zachwyceni, gdyż oto ponownie otrzymali coś czego oczekiwali. Delirious drażni mnie niestety. Riff grany przez Vica, choć ciekawy, działa mi na nerwy. Refreny ratują sytuację, a całość jest lekka i pogodna, ale nie mogę się do niej przekonać. Fire At Will zaczyna się dość ostro, co stanowi dla mnie niemały plus. Vic panuje nad całym numerem i ustępuje pola Tedowi dopiero w refrenach, kiedy przebojowość zwyczajowo przejmuje pałeczkę. Breathe Deep to powrót do klimatu z Insanity. Numer sunie powoli, nie przyspiesza, ale potrafi wciągnąć. Refreny nie są takie natarczywe, można je wręcz przeoczyć. Crossing The Ocean to właściwie jedyny utwór, który możnaby nazwać balladą. Takich sielankowych kawałków zbyt wiele już słyszałem i nie wiem dlaczego ten jeden miałbym zapamiętać na dłużej niż przez 5, góra 10 minut.

Only Human mogłoby równie dobrze być opatrzone nazwą Danger Danger i wcale nie czułbym się zawiedziony. Poley potwierdził swoją dobrą formę, a biorąc pod uwagę niedawnego Marcello/Vestry poprzeczkę stawianą nowym, zbliżającym się Dangerom należy ustawić bardzo, ale to bardzo wysoko. Na koniec dodam, że Only Human z łatwością pokonuje w moim rankingu zarówno Collateral Damage, jak i Smile.

Oficjalna strona wykonawcy na MySpace:  www.myspace.com/poleyrivera

Guciomir
grudzień 2008