|
Skład: Bret Michaels - śpiew; C.C. DeVille - gitary; Rikki Rockett - perkusja; Bobby Dall - gitara basowa
Gościnnie: John Purdell - dodatkowe partie instrumentów klawiszowych
Produkcja: Tom Werman
Poison należy z całą pewnością do jednej z najbardziej kontrowersyjnych grup lat '80. Zespołowi przypięto glam metalową łatkę, ale prawda jest taka, że z metalem to panowie raczej niewiele wspólnego mieli. Taka bardziej wygładzona wersja Mötley Crüe. Bardzo wygładzona i doprowadzona do skrajnego banału. Pamiętam takie zdjęcie wymalowanych niczym rasowe cioty muzyków Poison i napisu pod fotografią "Sole reason for grunge". Zostawmy jednak te złośliwości i zajmijmy się drugą płytą Michaelsa i spółki.
Open Up And Say... Ahh! to największy sukces komercyjny zespołu i stało się tak zapewne dzięki balladzie Every Rose Has Its Thorn, ale nie oszukujmy się, nawet bez tego utworu album by się sprzedał, pytanie pozostaje jednak, czy wtedy Poison byłby tak rozpoznawalnym zespołem i jednym z najważniejszych przedstawicieli sceny hard rockowej lat '80. No więc zaczyna się płyta... Love On The Rocks podparty solidnym riffem, wcale nie tak banalnym, przywodzi na myśl niektóre kawałki AC/DC (tam gdzie gitara nie ciosała power chords, np motyw z Night Of The Long Knives). Wokal Breta Michaelsa jakiś bezpłciowy, aczkolwiek można wyczuć, że chce dostosować się do sleaze rockowej formuły. Robi to naturalnie w mniej agresywnym stylu niż jego kumple z L.A. Guns czy Faster Pussycat, ale z drugiej strony nie można powiedzieć, że śpiewa źle. Sam kawałek mi się podoba i jest na pewno jednym z lepszych w zestawie. Nothin' But A Good Time to jeden z 4 singli z tej płyty, choć tak się akurat składa, że najmniej popularny. Najbardziej zaskakujące jest to, że kawałek do złudzenia przypomina Same Ol' Situation Motleyów, a przypomnę, że album na którym ukazał się numer Sixx'a & Co. wyszedł rok po płycie Poison. Cecil zagrał tu całkiem przyzwoite solo, choć nie oszukujmy się, do żadnych wirtuozów to on raczej nie należy. Back To The Rocking Horse niczym nie zaskakuje. Niczym, czego byśmy nie słyszeli w dwóch wcześniejszych utworach. Z drugiej strony może dobrze by było, gdyby ten album wyglądał tak w całości, zwłaszcza że te numery możemy nazwać hard rockiem. Niestety pierwszym zgrzytem krążka okazuje się Good Love. Kawałek wzbogacono harmonijką ustną, co nie zmienia faktu, że nie mogę tego słuchać. Obiektywnie rzecz biorąc pewne założenia hard rockowe pozostają (prosty w miarę ostry riff), ale sam numer to dla mnie strata czasu. Na szczęście w Tearin' Down The Walls jest lepiej, dużo lepiej. Znowu zakręcony riff jak w Love On The Rocks i znowu trochę pazura. I wszystko byłoby w najlepszym porządku, gdyby nie strasznie słaby refren. Jest tak banalny, że brak mi słów. Muszę jednak przyznać, że nie udało im się tego kawałka nawet tym refrenem zepsuć. Sam numer spodoba się fanom Mötley Crüe. Za to Look But You Can't Touch to w moim mniemaniu najlepszy kawałek na Open Up And Say ...Ahh!. Podoba mi się w nim dosłownie wszystko, od zadziornych wokali Michaelsa (pokazał w końcu, że potrafi) do świetnych popisów solowych DeVille'a (solo wstępne i solówka zasadnicza). Mamy tutaj idealną okazję poznać też filozofię Poison. Bret Michaels podrywa kobietę, która za każdym razem odpowiada mu słowa zawarte w tytule. Ten sleaze rockowy dialog moim zdaniem świetnie tutaj wypada. No i przechodzimy do trzech kompozycji, jakie pojawiły się na singlach. Najpierw AORowy Fallen Angel. Nie powiem, że mnie powalił na kolana, bo zasadniczo nie lubię takiego grania, ale obiektywnie rzecz biorąc to najbardziej przebojowy numer z krążka (obok słynnej ballady rzecz jasna) i napewno nie nuży. Poza tym warto obejrzeć klip dla tej blondynki, która tam występuje ;). No i Cecil zagrał bardzo dobre solo i o tym też warto wspomnieć. Every Rose Has Its Thorn. Hmmm. Wałaściwie ten kawałek powinni znać wszyscy niezależnie czy słuchają glam rocka czy nie. Słynna ballada okazała się dla Poison przepustką do panteonu rockowych gwiazd. Utwór napisał Bret Michaels po tym, jak okazało się, że jego dziewczyna zabawia się z innym facetem (Bret zadzwonił do niej i słyszał męski głos w tle). Cóż...nie można jej zatem odmówić szczerego wydźwięku, chociaż mnie wynurzenia kowboja ze złamanym sercem średnio interesują. Your Mama Don't Dance to z kolei cover i ostatni już singiel z tej płyty. Kiedyś utwór wykonywał duet Loggins And Messina, a wykonanie Poison przypomina mi interpretację Once Bitten Twice Shy Great White, z tym że Poison są mniej przekonywujący w takim korzennym rock and rollu. Nie będę się dłużej nad kawałkiem rozwodził, gdyż nie ma takiej potrzeby, jeśli ktoś lubi ten zespół, akceptuje i ten numer. Kto nie lubi, niech go po prostu nie słucha ;). Bad To Be Good na szczęście jest powrotem do hard rocka po trzech lżejszych kawałkach. Nie brakuje tutaj zapożyczeń od Hendrixa w partii gitary i jest też świetny refren. Trochę pod KISS i myślę, że udało się chłopakom (dziewczynom?;)) nagrać porządny utwór. W reedycji dorzucono jeszcze jeden utwór Livin' For A Minute i jest to dynamiczna kompozycja, bardzo udana zresztą. Szkoda, że nie zastąpiła covera na właściwym wydaniu, album by na tym zyskał. DeVille próbuje tutaj nawet zagrać szybkie techniczne solo, niestety w pewnym momencie słychać, że zabrakło umiejętności, pod koniec kiedy już dźwięki nie następują płynnie po sobie... ale co tam.
Open Up And Say...Ahh! to płyta niezbyt równa, ale moim zdaniem udana. Kto wie, czy nie jest to też najlepszy album w dyskografii formacji, bo to, że
najlepiej się sprzedał, pozostaje bezsprzecznym faktem. Proponuję nie zerkać na żadne zdjęcia zespołu, a po prostu posłuchać. Można wyzbyć się uprzedzeń.
Oficjalna strona zespołu: www.poisonweb.com
LSDisease sierpień 2008
|