Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

PINK FLOYD - The Division Bell [1994]
Wydawca: EMI / Columbia Records / Sony / MSI Music Corp.

  1. Cluster One (instrumental)
  2. What Do You Want From Me
  3. Poles Apart
  4. Marooned (instrumental)
  5. A Great Day For Freedom
  6. Wearing The Inside Out
  7. Take It Back
  8. Coming Back To Life
  9. Keep Talking
  10. Lost For Words
  11. High Hopes
The Division Bell

Skład: David Gilmour - śpiew, gitary, gitara basowa, gitara akustyczna, instrumenty klawiszowe, programowanie; Nick Mason - perkusja i instrumenty perkusyjne, programowanie; Richard Wright - instrumenty klawiszowe, pianino, śpiew
Dodatkowo: Michael Kamen - orkiestrowe aranżacje; Edward Shearmur - orkiestracje

Produkcja: Bob Ezrin i David Gilmour

Długo, bo blisko siedem lat po wydaniu A Momentary Lapse Of Reason, kazali czekać na nową płytę panowie z Pink Floyd. Nie zawiedli jednak i zagrali jeszcze raz. Świetny technicznie kompakt, ze wspaniałą oprawą graficzną, nie odbił się jednak dużym echem na rynku muzycznym. Pomimo 11 nowych utworów, wszystko jakby znane od lat.

Materiał pod względem brzmienia zawiera przekrój dotychczasowych dokonań grupy. Mamy więc fragmentami tempo The Wall, tu weźmy na przykład takie Take It Back z gitarą w tle brzmiącą niczym jak w Run Like Hell, nostalgię i przestrzeń zapożyczoną z A Momentary Lapse Of Reason - posłuchajcie choćby Poles Apart czy Coming Back To Life i kolejne efekty narracyjne w stylu The Dark Side Of The Moon i tu mamy Keep Talking. Uwagę przyciągają dwa utwory: instrumentalny Marooned, majstersztyk gitarowy w typie Shine On Your Crazy Diamond i kończący album High Hopes. Ciekawostką jest fakt, że do kilku nagrań tekst został napisany wspólnie z Polly Samson, Anthonym Moorem i Nickiem Laid-Clowensem, a więc osobami całkowicie spoza grupy. Oczywiście na płycie posłuchać można saksofonu Dicka Parry'ego, a także orkiestry pod wodzą Michaela Kamena oraz instrumentów klawiszowych współproducenta Boba Ezrina. Całość nagrano w studiu Britannia Row. Album The Division Bell to dzieło równe i nie przynosi większych rozczarowań. Mimo, iż niektórzy krytycy nie szczędzili niezbyt pochlebnych opinii, to ten LP zyskał ogromną popularność i bardzo dobrze się sprzedawał i nawet dziś zyskuje sporą grupę nowych nabywców. To nic, że niektórzy zarzucali grupie, że nie dokonuje zmian w swej muzyce i nie unowocześnia jej. Bo i po co? Przecież to Pink Floyd! Chyba wszyscy się ze mną zgodzą? Nad całością wykonania wisi owo nieuchwytne "coś", ten niesamowity duch końca lat siedemdziesiątych i największych dokonań z lat późniejszych. Wiernym fanom daje powód do dużej radości. Tak w skrócie można by opisać ostatni, studyjny wypiek tych architektonicznych wizjonerów. Myślę, że ten krążek to wspaniały wstęp do zapoznania się z dokonaniami Pink Floyd dla tych wszystkich, którzy nie znają ich muzyki, a w szczególności dla młodych fanów rockowej sztuki. Myślę też, że to co do tej pory napisałem o mojej płycie roku 1994, to jednak zdecydowanie za mało. Tak więc zacznijmy raz jeszcze od początku, po kolei i bez skakania po utworach. Rozpoczynający album Cluster One to natychmiastowe skojarzenie z albumem poprzednim. Tajemnicze dźwięki i odgłosy, pianino i leniwa gitara Gilmoura. A zaraz po nim pierwszy hit na tym krążku, czyli What Do You Want From Me. Zawsze słucham tego kawałka przynajmniej kilka razy pod rząd. Nie umiem powiedzieć, za co go lubię. Za całokształt. Wszystko mi się w nim podoba. Poles Apart to wspomnienie o dwóch byłych członkach Pink Floyd, Sydzie Barrecie i Rogerze Watersie. Obaj odeszli, lub jak kto woli, zostali wyrzuceni z zespołu. Dlatego nie ma się co dziwić temu muzycznemu kolażowi mniej więcej w połowie utworu. Przypomina on odległe lata rockowej psychodelii z Sydem za sterami Pink Floyd... O Marooned wspominałem już wyżej, ale ten utwór ma w sobie coś nieodparcie przyciągajacego i magicznego. Nostalgia nadal towarzyszy nam w Coming Back To Life, atmosfera identyczna jak na "Chwilowym zaniku rozsądku". Ogromną niespodzianką jest Wearing The Inside Out, utwór skomponowany i zaśpiewany przez Richarda Wrighte'a, ze wspaniałą paritą saksofonu Dicka Parry'ego. Jak zawsze w przypadku utworów przez niego skomponowanych odstają one nieznacznie od kompozycji reszty kolegów. Trzeba dodać, że Wright zaśpiewał na krążku Pink Floyd (o ile się nie mylę, rzecz jasna) po raz pierwszy od 22 lat, czyli od czasów Obscured By Clouds. Take It Back zespół wybrał sobie na pierwszego singla promującego płytę. Do tego kawałka powstał również sugestywny klip, na którym niestety panowie nie raczyli się pokazać. No cóż, ich prawo. Wracając do meritum: świetny, przebojowy, rockowy numer z łatwo wpadającym w ucho refrenem. Coming Back To Life napisany i skomponowany w całości wyłącznie przez Gilmoure'a to znów powrót do A Momentary Lapse Of Reason, myślę, że spokojnie mógłby się znaleźć na tej płycie. Elementy narracyjne pojawiają się w Keep Talking, utwór swoim nastrojem przypomina nieco te z "Ciemnej Strony Księżyca", choć z pewnością tam znaleźć by się nie mógł. Lost For Words to przedostatnia ścieżka na płycie, przyjemny, rockowy i melodyjny utwór, którego fajnie się słucha. Nie pełni on tu żadnej roli, chyba, że opóźnia tylko Wielki Finał w postaci High Hopes. Drugi singiel promujący album The Division Bell. Bezsprzecznie największy przebój na płycie. Zna go chyba każdy, choćby z radia, a niedawno także z wykonania Nightwish. Kawałek absolutnie porywający, którego atmosfera powoli się rozwija, by eksplodować tysiącem świateł na końcu. Utwór ten bezapelacyjnie rozświetla życie każdego słuchacza i taki był chyba cel Davida: dać odbiorcy trochę ciepła, słońca, uśmiechu i powiewu wiatru, a muzykę uczynić mu bliższą.

Długo się zastanawiałem jaką ocenę dać ostatniej studyjnej płycie Floydów. Dam 10/10, każda inna nota byłaby niesprawiedliwa. Bardzo gorąco polecam.

Oficjalna strona zespołu: www.pinkfloyd.com

Vincent
listopad 2010