Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

PINK CREAM 69 - Thunderdome [2004]
Wydawca: Steamhammer / SPV / Avalon

  1. Last Stance
  2. Thunderdome
  3. Gods Come Together
  4. Carnaby Road
  5. Here I Am
  6. That Was Yesterday
  7. Shelter
  8. Retro Lullaby
  9. My Sharona
  10. As Deep As I Am
  11. Another Wrong Makes Right
  12. See Your Face
  13. Carved In Stone [bonus track]
  14. The Edge Of Sorrow [japoński bonus track]
Thunderdome

Skład: David Readman - śpiew; Alfred Koffler - gitary; Kosta Zafirious - perkusja; Dennis Ward - gitara basowa

Produkcja: Dennis Ward

Pink Cream 69 to zespół, który wielu na pewno kojarzy z pierwszym przystankiem w karierze Andy'ego Derisa. Po jego odejściu do Helloween grupa nie złożyła broni i zatrudniła nowego wokalistę. Dwie pierwsze płyty z Davidem Readmanem trochę zmieszały fanów, wiele było w nich naleciałości alternatywnych, zespół eksperymentował. Później było znacznie lepiej, by tylko wspomnieć rewelacyjną Sonic Dynamite. Po trzech latach milczenia zespół wraca. Na tak długą przerwę złożyła się między innymi ciężka choroba gitarzysty A. Kofflera, która zreszta wykluczyła go z trasy promującej album.

Wokalista zespołu David Readman jest Anglikiem i to od razu słychać. Każde słowo jest wyraźnie artykułowane i słyszalne. W mowie Anglicy są nie do zniesienia (zwłaszcza ci z okolic Oxfordu), jednak jeśli chodzi o wokalistów rockowych, niemal wszyscy wypadają znakomicie. Gdzieś ginie ten przeklęty akcent i można sobie zawsze pośpiewać z zespołem, co w przypadku formacji z innych krajów nie zawsze jest takie proste. Wraz z gitarzystą (mimo ciężkiej choroby A.Koffler odwalił kawał dobrej roboty) to najmocniejsze punkty grupy. Readman jeszcze na żadnej wcześniejszej płycie nie śpiewał lepiej, widać że następuje u tego muzyka progres. Generalnie Pink Cream 69 Anno Domini 2004 określiłbym jako miks Evidence One z Dreamhunterem, z przewagą tego pierwszego. Krótka charakterystyka wybranych utworów bezwzględnie pokazuje, że mamy do czynienia z najlepszym wydawnictwem "różowych kremów". Po krótkim intro od razu mamy do czynienia z jedną z najlepszych kompozycji na krążku. Utwór tytułowy charakteryzuje sie doskonałym tempem, dużo tu różnych efektów wokalnych, nakładania głosów na siebie (Readman śpiewa tu dwoma głosami, tudzież występuje w chórkach), bardzo melodyjnie i ostro. Gods Come Together rozpoczyna się niesamowitym riffem, po prostu fantastycznym, który przywodzi na myśl dokonania Steve'a Stevensa z solowej płyty Vince'a Neila. Jest to najszybszy kawałek na płycie. W Carnaby Road mamy trochę przesterowanego wokalu, ale jest to zrobione ze smakiem i wcale nie przywodzi na myśl jakiejś alternatywnej papki. Piąty numer, That Was Yesterday, to ballada. Jest naprawdę stylowa z bardzo ładnym refrenem, zawiera też świetne partie klawiszowe. Słychać, że zespół czuje się w nich bardzo dobrze. Wokalista podszedł do sprawy bardzo emocjonalnie i nie brzmi to przy tym banalnie. Dochodzimy do mojego ulubionego fragmentu na płycie. Shelter zaczyna sie niemal identycznym soundem gitarowym (można się naprawdę zatracić) z jakim mamy do czynienia w Evidence One. Bardzo mi się podoba moment, gdy dochodzi do refrenu i gitary na chwilę milkną, po czym wchodzi fantastyczny wokal Readmana. Bez wątpienia najlepszy numer na płycie i jeden z lepszych w całej historii grupy... As Deepest I Am utrzymany jest w średnim tempie, bradzo przypomina dokonania norweskiej kapeli Dreamhunter czy już wspomnianego niemieckiego Evidence One. Szczególnie klawisze w tym utworze bardzo przypominają Dreamhuntera. Wart wspomnienia jest doskonały cover zespołu The Knack My Sharona. Muszę przyznać, że zawsze lubiłem ten kawałek, więc teraz gdy nabrał on typowo rockowych rumieńców, lubię go jeszcze bardziej.

Od razu powiem, że ta płyta będzie na pewno jednym z najlepszych wydawnictw bieżącego roku, mimo że mamy dopiero marzec. Po prostu nie można się przyczepić do żadnego utworu, produkcji (nie wspomniałem jeszcze, że płyta ma krystaliczne i selektywne brzmienie, wprost idealne do tego rodzaju muzyki) i umiejętności muzyków. Jestem przekonany, że ten album wraz z Sonic Dynamite będzie uważany za największe osiągnięcie zespołu, a i pierwsza piątka tegorocznego rankingu murowana.

Oficjalna strona zespołu: www.pinkcream69.com

Vandervelde
marzec 2004