Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

PINK CREAM 69 - In10sity [2007]
Wydawca: Frontiers Records

  1. Children Of The Dawn
  2. No Way Out
  3. Crossfire
  4. I'm Not Afraid
  5. A New Religion
  6. The Hour Of Freedom
  7. Desert Land
  8. Out Of This World
  9. It's Just A State Of Mind
  10. Wanna Hear You Rock
  11. My Darkest Hour (Europejski Bonus)
  12. Last Train To Nowhere (Europejski Bonus)
In10sity

Skład: David Readman - śpiew; Alfred Koffler - gitara; Uwe Reitenauer - gitara; Kosta Zafirious - perkusja; Dennis Ward - gitara basowa

Produkcja: Dennis Ward

Zapewne niewiele jest Polsce osób, które kiedykolwiek słyszały o niemieckim zespole Pink Cream 69. Jeśli już takie osoby spotykam, to ich wiedza ogranicza się jedynie do faktu, iż swego czasu w zespole śpiewał niejaki Andi Deris, czyli obecnie panujący wokalista znanego powszechnie power metalowego Helloween. Faktycznie Deris zaczynał karierę w Pink Cream 69, w 1995 r. odszedł z zespołu, a jego miejsce zajął Brytyjczyk David Readman. W mojej skromnej opinii ta zmiana zdała się zespołowi na dobre, albowiem Readman dysponuje charakterystyczną barwą głosu, która rewelacyjnie dopasowała się do stylu, jaki Pink Cream 69 reprezentował i reprezentuje zresztą do dziś.

Po rewelacyjnym Thunderdome z roku 2004 zespół pozwolił na jakiś czas o sobie zapomnieć. Wydawać by się mogło, iż panowie z Pink Cream 69 stracili zapał do gry, czy też skończyły im się pomysły na nowe utwory, przez co z czystego rozsądku nie nosili się z zamiarem zacierania dobrego wrażenia, jakie wywarli na swoich fanach płytą Thunderdome. Cóż, tym większe było moje zdziwienie, gdy jakiś czas temu dowiedziałem się, iż zespół wydaje dziesiątą już w swojej 20 letniej (!!) karierze płytę, tytułując ją jakże charakterystycznie brzmiącą nazwą In10sity. Jednocześnie zdziwienie moje sięgnęło zenitu, gdy przeczytałem wypowiedź członków zespołu, w której zapewniali, że In10sity jest ich najlepszym dokonaniem w całej dotychczasowej karierze, że tą płytą postanowili uczcić 20-lecie swojego istnienia. Znając jednak podobne zapowiedzi wysuwane przez takie legendy jak Queensrÿche czy Winger, które przecież najnowszymi wydawnictwami nie zachwyciły, absolutnie nie brałem tych obietnic do siebie. Cóż mogę powiedzieć w tej chwili, gdy jestem już po bardzo wnikliwym przestudiowaniu In10sity? Otóż moi drodzy oznajmiam wszem i wobec, iż panowie z Pink Cream 69 obietnic dotrzymali. Zaserwowali nam bodaj najlepszą płytę w swojej karierze, ośmielę się nawet na stwierdzenie, iż płyta ta zdetronizowała panujące dotychczas Thunderdome, gdzie wydawało mi się, że zespół pokazał nam maksimum swoich możliwości. In10sity przyrównałbym najchętniej do laski dynamitu, który wybucha już od pierwszych dźwięków, a fajerwerki po tym wybuchu cichną dopiero wraz z ostatnim utworem. Płytę rozpoczyna rewelacyjny Children Of The Dawn. Soczysty, krwisty hard rock ze świetnym wokalem Readmana i rewelacyjnym refrenem. Od razu nasuwa się spostrzeżenie, że zespół postanowił trochę zaostrzyć swoje brzmienie. W In10sity, w przeciwieństwie do Thunderdome mamy do czynienia z dwiema gitarami (obok dotychczasowego gitarzysty Alfreda Kofflera pojawił się drugi w osobie Uwe Reitenauera), co sprawia, że utwory brzmią ciężej, ostrzej, nie tracąc przy tym jednak ani trochę ze swej melodyjności. Płyta w zasadzie nie ma słabych punktów. Najlepsze utwory to wspomniany Children Of The Dawn, dynamiczne No Way Out, I'm Not Afraid przypominające mi żywcem Whitesnake z czasów Slip Of The Tongue, energiczne A New Religion, mroczne The Hour Of Freedom, niesamowicie przebojowe Out Of This World czy wreszcie genialne I Wanna Hear You Rock z tekstem, który podniesie z krzesła chyba każdego prawdziwego fana hard rocka "...I wanna hear you rock, wanna hear the DJ plays the music that I love" Coś pięknego. Charakterystycznym na tle całej płyty utworem jest Crossfire. Z założenia miał to być chyba mały krok w stronę komercji, nie wiem może zespół planował nakręcić teledysk do MTV, hehe. Trzeba jednak przyznać, że utwór wyszedł im znakomicie. Chwytliwa zwrotka, niesamowicie melodyjny refren, przyznam, że jest to jeden z moich ulubieńców na In10sity. Trochę gorzej na tle całości wypadają utwory stanowiące europejski bonus, tj. My Darkest Hour czy ballada Last Train To Nowhere. Wydaje się, jakby utwory te były pisane trochę na siłę, bez koncepcji. Tak jak wspomniałem na początku płyta w zasadzie nie ma słabych punktów, mimo to utwory bonusowe siłą rzeczy bledną przy całości i po kilkukrotnym przesłuchaniu nie do końca chce się do nich wracać.

Podsumowując, dla tych co Pink Cream 69 już znają, In10sity stanowić powinno pozycję obowiązkową. Dla tych co zespołu nie znają, a przy tym kochają muzykę hard rockową i są otwarci na nowe niezapomniane doznania muzyczne, polecam gorąco płytę Niemców. Jeśli o mnie chodzi, In10sity już teraz znalazła swoje zaszczytne miejsce w dziesiątce najlepszych moim zdaniem płyt A.D. 2007.

Oficjalna strona zespołu: www.pinkcream69.com

Fr3dro
marzec 2007