Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

PINK CREAM 69 - Endangered [2001]
Wydawca: Massacre Records

  1. Intro
  2. Shout!
  3. Promised Land
  4. Trust The Wiseman
  5. Don't Need Your Touch
  6. He Took The World
  7. Enslaved
  8. In My Dreams
  9. High As A Mountain
  10. Shadows Of Time
  11. Pinball Wizard
  12. One Time Is Not Enough [bonus track]
  13. Queen Of Sorrow
Endangered

Skład: David Readman - śpiew; Alfred Koffler - gitary; Kosta Zafirious - perkusja; Dennis Ward - gitara basowa

Produkcja: Dennis Ward

Chyba każdej kapeli ciężko jest nagrywać płytę, jeżeli poprzednia okazała się ogromnym sukcesem. Przed Pinkies pojawił się problem znany wielu zespołom, polegający na konieczności zmierzenia się z poprzednim wydawnictwem. Drugą, nie mniej ważną kwestią było to, że oczekiwania fanów postawiły zespołowi bardzo wysoką poprzeczkę. Jak wiadomo apetyt rośnie w miarę jedzenia i dlatego też miałem nadzieję, że Pink Cream 69 ponownie nie zawiodą i że płyta groźnie zatytułowana Endangered będzie równie elektryzująca co poprzedzający ją Dynamit.

Po otwarciu pudełka ujrzałem śmiesznie (bo krokodylo) pokolorowane CD i zanim włożyłem je do odtwarzacza doszedłem do wniosku, że bardzo bym się ucieszył, gdyby kapela zdecydowała się podążać tą samą drogą, którą obrała już za czasów Electrified. Znajdujące się na Endangered intro brzmi rewelacyjnie. Słyszymy w nim bardzo wyraźne ścieżki basu i zawodzący chórek przypominający odrobinę indiański śpiew. Jeżeli chodzi o większość płyt, jakie było dane mi słuchać, znajdujące się na nich intra nie zachwycały, no a przede wszystkim nie posiadały w sobie żadnej mocy. To intro jest integralną częścią płyty, idealnie przeradza się w następny numer i nie ma potrzeby, aby je pomijać. Shout to numer bardzo pinkcreamowy, podobny do materiału, który rok wcześniej podbił serca słuchaczy. Moje jedyne zastrzeżenie dotyczy tego, że refren mógłby być trochę bardziej przebojowy. Zwrotki są za to pierwszej klasy. Również kolejne 3 numery odwołują się bezpośrednio do muzyki znanej z Sonic Dynamite. Podoba mi się Promised Land, jest to dość spokojny jak na Pinkies rocker. Bas za sprawą Warda pulsuje jak zawsze, a refreny śpiewane przez jedynego Anglika wśród niemieckiej ekipy, brzmią rewelacyjnie. Swoją drogą zaproszenie do zespołu obcokrajowca było świetnym posunięciem (Pink Cream 69 mogli wybierać spośród 450 śpiewaków, którzy przesłali im demówki). Wokaliści niemieccy mają czasami niezbyt fajny akcent i psuje to trochę graną przez zespół muzykę. David Readman takiego akcentu z przyczyn oczywistych nie posiada, a oprócz tego jego głos idealnie pasuje do stylu kapeli. Trust The Wiseman jest trochę bardziej dynamiczne, a za sprawą swojej przebojowości powinno bez problemu spodobać się fanom lat '80. Podobnie sprawa ma się z następną kompozycją - Don't Need Your Touch. Spycha ona na dalszy plan wcześniejsze, zamieszczone na Endangered numery. Uwielbiam takie gitarowe, pulsujące refreny. Słabsze wrażenie robi He Took The World. Po pierwsze jest to efekt nieciekawej tematyki, po drugie gorszego niż zazwyczaj refrenu, a po trzecie ma się wrażenie, że numer dograno na siłę. Pierwszy zgrzyt, w dodatku nieostatni. Enslaved to najbardziej dynamiczny numer na płycie i choć zazwyczaj nie trawię piosenek utrzymanych w takim tempie to jednak do tego kawałka w końcu się przekonałem. Po prostu na samym początku "nie zaskoczył". Dość ciekawie kapela zaaranżowała refren, słuchaczowi wydaje się, że co chwilę zwiększa się jego tempo, choć w rzeczywistości pozostaje ono bez zmian. In My Dreams to wolniejsza kompozycja, która przypomina odrobinę dokonania Scorpions w stylu chociażby In Trance. Bez żadnej rewelacji. High As The Mountain to tak na prawdę pierwszy (no może drugi) killer na płycie. Utwór morderca, rocker, który przyspiesza bicie serca i który powoduje, że nogi same rwą się do tańca. Urzeka piękny, wpisujący sie w stylistykę lat '80 refren oraz idealne połączenie muzyki płynącej z instrumentów. Nie muszę chyba wspominać, że chórki, które się w nim znalazły, są pierwszej klasy. Numer takiego kalibru z jednej strony bardzo cieszy, z drugiej czujemy jednak pewien smutek. Dlaczego tak fajny kawałek znalazł się na Endangered dopiero na 9 miejscu? Sonic Dynamite było do tej pory wypełnione po brzegi hitami, natomiast opisywany przeze mnie album może się poszczycić jednym rewelacyjnym oraz paroma bardzo dobrymi numerami. Shadows Of Time to utwór jakby z innej bajki i nie pasuje zbyt bardzo do reszty materiału. Widać, że kapela szukała nowych rozwiązań, czegoś nowego. Moim zdaniem nie znalazła. Pinball Wizard jest przeróbką piosenki The Who i jeżeli ktoś lubił ten utwór w oryginale to pewnie polubi i cover. No ale nie oszukujmy się, jeżeli o mnie chodzi to i oryginał i przeróbką brzmią słabo. Prawdziwy smaczek został pozostawiony na sam koniec. Mowa tutaj o numerze, który nie dość, że jest bonusowy, to w dodatku został ukryty. Nie ma go w oficjalnym spisie utworów. One Time Is Not Enough brzmi tak jakby powstało w latach '80. I nie chodzi tu tylko o melodię czy też o ogólne wrażenie. Ważniejszą sprawą jest brzmienie numeru, które po prostu brzmi wiekowo. Dodam również, że kompozycja ta kompletnie nie pasuje do stylistyki jaką możemy usłyszeć na Endangered. Jest to numer o wiele lżejszy od dość mocnego materiału i pewnie dlatego, ten mały skok w bok nie znalazł się na oficjalnej liście utworów. Tą rewelacyjną kompozycją Pink Cream 69 przypominają, że oprócz hard rocka potrafią grać również niesamowity AOR. Szkoda tylko, że ostatnio robią to rzadko i w dodatku się tego wstydzą.

Czy ta krokodyla płyta spełniła pokładane w niej oczekiwania? Niestety nie. Pojawiło się na niej kilka zapełniaczy. Pomimo tego, że parę utworów można określić mianem bardzo dobrych, to do "rewelacyjności" trochę zabrakło. Nie oznacza to jednak, że jest to pozycja zła. Wręcz przeciwnie - wielu osobom powinna się spodobać. Uważam jednak, że poprzedzający ją Dynamit był co najmniej o klasę wyżej. Poprzeczka okazała się zbyt wysoka.

Oficjalna strona zespołu: www.pinkcream69.com

Guciomir
wrzesień 2007