|
Już prawie miesiąc minął od premiery drugiego studyjnego albumu Perihellium zatytułowanego The War Machines. Krążek tarnowskiej grupy okazał się strzałem w dziesiątkę dla fanów metalu progresywnego w polskim wydaniu. Album zewsząd zebrał pochlebne recenzje, a grupa w składzie: Bartek Bachula, Seweryn Błasiak, Marcin Sułek i Gerard Wróbel szykuje się do trasy koncertowej promującej krążek. Z ostatnim z wymienionych muzyków Gerardem Wróblem czyli architektem kompozycji, twórcą tekstów i gitarzystą Perihellium miałem przyjemność przeprowadzić wywiad.
HARD ROCK SERVICE: Jesteśmy po premierze drugiego studyjnego albumu Perihellium pt. The War Machines. Na następcę Waszego poprzedniego krążka pt. The New Beginning oczekiwaliśmy dwa lata. Czy coś w tym czasie uległo zmianie w brzmieniu zespołu? Nowy album jest konsekwencją koncepcji założonych na poprzednim albumie, czy zestawem nowych pomysłów?
GERARD WRÓBEL: Przede wszystkim te dwa lata po wydaniu The New Beginning spędziliśmy na koncertowaniu i pracy nad nowymi pomysłami. A było nad czym, ponieważ mieliśmy masę niewykorzystanych, świetnych pomysłów, których strumienie musiały znaleźć gdzieś ujście. Brzmieniowo obie te płyty dzieli przepaść wynikająca z wielu czynników takich jak m.in. nowy sprzęt, większe nakłady finansowe do dyspozycji czy wybór studia. Wiadomo, że po zamknięciu jakiegoś projektu, po jakimś czasie rodzi się niedosyt i chęć wprowadzania kolejnych poprawek, ale tak można by spędzić kilka lat. Na poziomie finansowym, sprzętowym, w jakim byliśmy dwa lata temu mimo wszystko uważam, że The New Beginning jako całość prezentuje się przyzwoicie. Była to pierwsza przygoda ze studiem, która nas nauczyła bardzo wiele, a te nauki wykorzystaliśmy w trakcie tworzenia The War Machines. W tym ujęciu każdy kolejny album będzie konsekwencją poprzedniego, ponieważ jako zespół cały czas ewoluujemy i mamy ambicje tworzenia coraz lepszych rzeczy. Jeśli chodzi o pomysły i koncept płyty, różni się on znacznie od tego obecnego na naszym debiutanckim albumie. Z założenia chcieliśmy zrobić płytę mocną, spójną, jednolitą brzmieniowo. Był to w pełni zaplanowany proces a utwory i ich stylistyka dobrane są nieprzypadkowo.
HARD ROCK SERVICE: Jesteś autorem wszystkich kompozycji. Są to utwory długie i wielowątkowe. Czy nie myślałeś o nagraniu dwóch-trzech klasycznych, krótszych i mniej skomplikowanych utworów, które wkomponowałyby się w konwencję singla?
GERARD WRÓBEL: Dawno, dawno temu grałem covery i byłoby tak do dziś gdyby nie fakt, że różne pomysły zaczęły mi przychodzić do głowy w nieustannie ewoluującym procesie twórczym. Spodobało mi się granie bez żadnych sztucznych ograniczeń stylistycznych oraz technicznych. Podobały mi się koncepcje utworów jako wielowymiarowych opowieści, w których równie pięknie można oddać treść przy pomocy słów, jak i muzyki. Utwory takie kierowane są do znacznie bardziej wymagającej publiczności, która lubi wnikać w istotę tego, co słyszy i odbiera muzykę znacznie głębiej niż przeciętny słuchacz. Osobiście lubię takie rozkminianie. Poza tym chcę przekazać jakąś część swojej osobowości jako twórcy i w tym momencie miałem taki pomysł na to. Oczywiście kiedyś zrobię kilka krótszych kawałków, bo to zależy głównie od pomysłu na dany utwór i jego funkcji na płycie. W progresywnej muzyce nie ma ograniczeń, chce się trzymać głównie tego, aby nie było przerostu formy nad treścią, techniki gry nad przekazem a wiadomo, że ta granica jest bardzo płynna.
HARD ROCK SERVICE: Olkuskie ZED Studio chyba jest dobrym miejscem do nagrywania krążków. Wszak The War Machines brzmi nowocześnie i soczyście, a poszczególnie partie instrumentów są do uchwycenia z poziomu prostych odtwarzaczy CD. To studio było waszym świadomym wyborem, czy rozważaliście jeszcze jakieś opcje?
GERARD WRÓBEL: Wybór Zed Studio był w pełni świadomym wyborem, którego dokonaliśmy około półtorej roku przed nagraniem. Mimo, że nie było o tym studiu wcale głośno na tamtą chwilę, ale słyszeliśmy wiele produkcji wypływających spod ręki Tomka Zalewskiego, które nas po prostu zmiażdżyły swoją jakością i nowatorstwem. Warto było czekać ten rok, żeby móc tam nagrać album, a każda złotówka i każda sekunda czasu poświeconego w tym studiu była tego warta. Tomek Zalewski to profesjonalista w każdym calu, a poza tym wszystkim bardzo sympatyczny i skromny człowiek. On nie opowiadał nam nigdy, jakim to jest zajebistym realizatorem, albo czego to nie dokonał, po prostu słyszeliśmy jego dzieła, które zastępują jakiekolwiek słowa komentarza.
HARD ROCK SERVICE: W lirykach utworów wypełniających The War Machines wykreowałeś niebanalną historię. Mam wrażenie, że inspirację mogły stanowić Terminatory, a właściwie jeden z bohaterów czwartej części słynnego filmu, który nie był maszyną, ale... nie był też człowiekiem. Czy bohater The War Machines to hybryda ludzkiego umysłu i mechanicznego ciała? O czym opowiada The War Machines?
GERARD WRÓBEL: Można na pierwszy rzut oka odnieść takie wrażenie, ale jak wnikniesz głębiej w ten album, to już nie będzie to wcale takie oczywiste. Uwielbiam kino S-F, więc na pewno powierzchowny wymiar tej płyty ma właśnie taki kształt. Na tym albumie pojęcie maszyn jest przenośnią i alegorią tej części ludzkiej natury pozbawionej uczuć, zimnej, skalkulowanej i zautomatyzowanej. Ten dualizm czyni z nas hybrydy oraz wywołuje wewnętrzny konflikt, z którym trzeba się zmagać. Można by przyjąć, że maszyny w takim ujęciu są metaforą wszelakiego zła. Jednak one są tylko narzędziami w rękach bezlitosnego systemu, który niestety sami sobie stworzyliśmy. Cały album to walka podmiotów lirycznych o własną tożsamość i o to, co czyni ich naprawdę ludźmi. Nieprzypadkowo album otwiera energetyczny The Machines, a zamyka War Against You tworzące całość koncepcji i historii, którą trzeba samemu odkryć. Koncept płyty ukryłem świadomie w utworach, tekstach, aby każdy mógł powoli i po kawałku rozpracowywać ten album. Jest tam masa ukrytych rzeczy i zagadek.
HARD ROCK SERVICE: Skąd pomysł na tę historię. Co Cię inspiruje?
GERARD WRÓBEL: Podoba mi się scena z pierwszej części "Matrixa", w której Morfeusz pokazuje Neo baterię jako symbol tego, czym człowiek jest dla systemu i czym się stanie, gdy przestaje pełnić funkcję zasilania. Tę scenę można śmiało przenieść na nasz realny świat i okaże się ona bardzo aktualna. Podtrzymujemy system, który dominuje każdą naszą działalność i determinuje wszelkie nasze zachowania i sprawia, że chodzimy na autopilocie jak maszyny. Funkcjonujemy jak chomiki w obracającym się kole, nasze życie to bezustanna i powtarzalna pogoń za kasą. Zauważ, że w dzisiejszym świecie mamy już coraz mniej czasu dla siebie, dla innych, jesteśmy chciwi, zawistni, jesteśmy dla siebie wrogami w tym bezustannym wyścigu szczurów. Zwiększa się czas pracy, zakresy obowiązków, nie mamy już czasu na wychowanie dzieci (robi to za nas szkoła i środowisko), nie mamy czasu na swoje pasje, nie ma miejsca na kreatywną część naszej natury a jakikolwiek czas wolny zabijany jest ogłupiającą rozrywką serwowaną przez media. Jeśli zdasz sobie sprawę z tych mechanizmów poczujesz się rzeczywiście jak bateryjka. A co się dzieje jak przestaniesz zasilać system? Wystarczy spojrzeć jak funkcjonuje system emerytalny i na to, jak starsi ludzie są traktowani, a wszystko będzie jasne.
HARD ROCK SERVICE:Jaką w tym rolę pełnią maszyny?
GERARD WRÓBEL: Gdy, na skutek rozwoju myśli technicznej, pojawiły się maszyny ułatwiające ludziom pracę, było to prawdziwe błogosławieństwo, ponieważ zastępowały one ludzi w wielu pracochłonnych i niebezpiecznych zajęciach, które czasem były niemożliwe do wykonania ludzkimi rękami. Boom technologiczny doprowadził jednak do tego, że praca ludzka zaczęła być zastępowana maszynami w coraz większym stopniu, co sprawiało, że masa ludzi pozostała bez pracy. Maszyny są tańsze w utrzymaniu, wydajniejsze, dokładniejsze, nie żądają wypłat, urlopów, świadczeń itd. W tym ujęciu mamy prawo bać się maszyn i postępu technologicznego, który właśnie z tego powodu jest nam ograniczane. Co roku powstaje setki tysięcy genialnych wynalazków na całym świecie, jednak ich szybkie wprowadzenie podważałoby funkcjonowanie systemu, więc takie nowinki są szybko wyciszane i ograniczane. Przykładowo dziś już moglibyśmy zaprzestać korzystania z paliw kopalnych na rzecz odnawialnych źródeł energii, której mamy pod dostatkiem wokół, jednak, co na to lobby paliwowe? Nie trudno się domyślić. W przełomie lat 60/70-tych ludzie patrząc na tempo postępu technologicznego marzyli o tym, że w 2000 roku będziemy na wielką skalę podbijać kosmos i kolonizować inne planety, ponieważ technologia będzie tak wysoko rozwinięta. Jesteśmy w 2011 roku i co z tych marzeń zostało?
HARD ROCK SERVICE:Czy w przyszłości możemy spodziewać się kontynuacji dalszych losów bohatera (bohaterów) The War Machines?
GERARD WRÓBEL: The War Machines łączy się z The New Beginning historią dwóch postaci, których perypetie trochę się rozwinęły na najnowszym albumie. Nie wykluczam, że jeszcze wrócę do nich w przyszłości na kolejnych krążkach.
HARD ROCK SERVICE: Wcześniej zapytałem o inspiracje, zapytam też o Ciebie. Bardziej bezpośrednio. W lutym wkroczysz w chrystusowy wiek. Czas dla wielu mężczyzn skłaniający do refleksji i przemyśleń. Czy jesteś zadowolony z dotychczasowej kariery Perihellium? Stawiasz sobie jakieś konkretne cele na przyszłość?
GERARD WRÓBEL: Perihellium to projekt, który powołałem do życia i który zawsze będę traktował jako swoje dziecko. Poświęciłem temu zespołowi mnóstwo czasu, serca i pieniędzy, przeszedłem wiele mniej lub bardziej ważnych perypetii. Jakby teraz na to spojrzeć, to rzeczywiście jest to spore przedsięwzięcie. Ponieważ traktuję to bardzo osobiście, nie mogę być obiektywny z oczywistych względów. Jestem zadowolony z tego, że mogłem dać upust swojej kreatywności, przekazać część swojej osobowość i zostawić coś wartościowego po sobie. Ideałem byłoby, gdybym mógł żyć z grania tego, co kocham. Niestety w obecnych czasach wiadome jest jedynie to, że nic nie jest wiadome :-). Wyznaczanie celów ma to do siebie, że czasem dotyczą również innych, co sprawia, że ich realizacja nie zależy wyłącznie ode mnie. Kila lat temu wyznaczałem sobie własne osobiste cele, które realizowałem z mniejszym lub większym powodzeniem i rzeczywiście pomaga świadomość istnienia czegoś na horyzoncie.
HARD ROCK SERVICE: Jako gitarzysta, autor tekstów i kompozytor z pewnością masz swoich mistrzów. Kto zatem inspiruje Gerarda Wróbla?
GERARD WRÓBEL: Jako gitarzysta absolutnie nie odstaję w inspiracjach od moich znakomitych kolegów po fachu. Gdy byłem dzieckiem, rodzice puszczali płyty z muzyką klasyczną, podczas gdy ja budowałem jakieś niesamowite rzeczy z klocków, albo rozgrywałem batalie z siostrą z użyciem małych, plastikowych żołnierzyków. Cięższej muzyki zacząłem słuchać dość późno, bo w wieku szesnastu lat, wtedy głównie inspirowała mnie Metallica. Zresztą pod jej wpływem sięgnąłem po gitarę. Później, gdy odkryłem audycje Radia Kraków "Muzyczny Szlak", którą znakomicie prowadził pan Jerzy Skarżyński, moje zainteresowanie muzyką znacznie się poszerzyło. Odkryłem wtedy Deep Purple, Porcupine Tree, Dream Theater, Tool i całe mnóstwo genialnej muzyki. Te audycje doprowadziły mnie do mistrzów gitarowego grania takich jak Steve Morse, John Petrucci, Michael Romeo czy Yngwie Malmsteen. Ich gra i twórczość sprawiały, że aż się chciało wziąć gitarę i grać. Na TVP3 puszczali wtedy sporo różnych koncertów, które sobie nagrywałem i później oglądałem w nieskończoność. Inspiruje mnie masa innych rzeczy czasem niezwiązanych bezpośrednio z muzyką. Jak już wyżej wspomniałem, bardzo lubię kino S-F, horrory oraz zakręcone i nieszablonowe filmowe gatunki, które pozostawiają w umyśle ziarenko, które później kiełkuje w jakieś niesamowite przemyślenia. Lubię również gry komputerowe, kiedy do jakiejś się przyczepię, ciężko mi się oderwać przez parę dobrych dni.
HARD ROCK SERVICE: A jakie albumy wymieniłbyś wśród swoich ulubionych?
GERARD WRÓBEL: Scenes FromThe Memory Dream Theater, The Division Bell Pink Floyd, The Odyssey Symphony X, S&M i czarny album Metalliki, 01011001 Ayreon, Nexus Polaris Covenant, muzykę filmową z "Draculi" Coppoli oraz oba genialne albumy naszego rodzimego Division By Zero. Do tych albumów wracam najczęściej chociaż jest masa innych których nie sposób wymienić.
HARD ROCK SERVICE: Z tematów łagodniejszych przechodzimy do spraw niekoniecznie łatwych. Czy w Polsce można przeżyć grając metal progresywny?
GERARD WRÓBEL: Pytanie powinno brzmieć: "czy można przeżyć w tym kraju grając muzykę inną niż szeroko rozumiany pop? :-)". Mogę powiedzieć jedynie, jak ja to widzę. Odbiorców muzyki wszelakiej są masy, natomiast media mainstreamowe nie dopuszczą do głosu czegoś, co nie przyniesie im znaczących dochodów. Taka filozofia sprawia, że bardzo zdolni i utalentowani ludzie w tym kraju albo są zmuszeni porzucić swoje ideały wraz z całą masą świetnych pomysłów i zająć się albo muzyką komercyjną, weselną albo zrezygnować z grania i iść pracować do marketu. W tym systemie, w którym jesteśmy, muzyka to produkt, który ma się sprzedać, ma mieć ładne opakowanie, często jednak na tym opakowaniu się kończy. Przemysł muzyczny działa jak fabryka, corocznie promująca kilku wykreowanych przez siebie "artystów", pompują w nich kasę, a media robią z nich tzw. "gwiazdy". Za rok już się interesują kimś innym pozostawiając poprzedników w niebycie. Przeciętnemu Kowalskiemu zdawać by się mogło, że w Polsce są ze 3 zespoły rockowe, kilka popowych i trochę indywidualnych solistów, bo takich widzi w TV. Prawda jest taka, że w naszym kraju powstaje masa genialnej muzyki z każdego możliwego gatunku. Cieszy mnie fakt, że polskie produkcje są na coraz wyższym poziomie i absolutnie w niczym nie ustępują płytom na Zachodzie. Nie mamy absolutnie żadnych powodów do kompleksów w tym temacie, wręcz przeciwnie, mamy powody do wielkiej dumy. Różnica jednak polega na tym, że o wielu znakomitych twórcach i muzykach po prostu nikt się nie dowie, dopóki sami nie wezmą spraw w swoje ręce. Tu przychodzi z pomocą bardzo mocarne narzędzie - Internet. Piękno Internetu sprawia, że możesz być słuchanym w każdym zakątku świata przez tysiące osób, co przed erą Internetu nie było w ogóle możliwe. Dlatego bardzo zachęcam młode zespoły, żeby uwierzyły w siebie, swój potencjał i wzięły sprawy w swoje ręce i nie dawały się wykorzystywać różnym cwaniaczkom. Bo oprócz tworzenia muzyki trzeba również nauczyć się ją promować, ale wierzę, że tę naukę warto i powinno się odbyć. Czy można żyć z muzyki, którą się gra? Myślę, że naprawdę warto spróbować.
HARD ROCK SERVICE: Na koniec chciałbym zapytać o plany zespołu. Czy planujecie trasę koncertową? Jakie miasta zamierzacie odwiedzić?
GERARD WRÓBEL: Aktualnie poszukujemy managera, który nas pchnie na trochę głębsze wody tak, byśmy mogli zagrać trochę w środkowej i północnej Polsce oraz zagranicą. Jeśli się to nie uda, to sami coś załatwimy, niestety proza życia nie pozwoli nam w takim wypadku na większe koncertowe pole rażenia. Jako że wszystko jest w fazie planowania, więc co do szczegółów będę odsyłał na nasza stronę internetową, www.perihellium.com.
Oficialna strona Perihellium: www.perihellium.com
Konrad Sebastian Morawski 05.01.2011
(Wszystkie fotografie pochodzą z oficjalnej strony zespołu i zostały użyte za jego pozwoleniem)
|