Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

PATHFINDER - Beyond The Space Beyond The Time [2010]
Wydawca: Media Factory / RadTone Music / Zoom

  1. Deep Into That Darkness Peering...
    I. REM Stage
    II. Coma
    III. Journey
  2. The Whisper Of Ancient Rocks
  3. Vita Reducta: Through The Portal
  4. Pathway To The Moon
  5. All the Mornings Of The World
  6. The Demon Awakens
  7. Undiscovered Dreams
  8. The Lord Of Wolves
  9. Sons Of Immortal Fire
  10. Stardust
  11. Dance Of Flames
  12. The Island Of Immortal Fire
  13. Beyond The Space, Beyond The Time
  14. What If...
Beyond The Space Beyond The Time

Skład: Szymon Kostro - śpiew; Karol Mania - gitara; Gunsen - gitara; Slawomir Belak - instrumenty klawiszowe, orkiestracje; Arkadiusz E. Ruth - gitara basowa, orkiestracje; Kamil Ruth - perkusja
Gościnnie: Roberto Tiranti, Bob Katsionis; Matias Kupiainen; Michal Jelonek; Agata Lejba-Migdalska; Moonlight Choir

Produkcja: Arkadiusz E. Ruth i Karol Mania

No to mamy power metalowy debiut, jak mawiają Czesi, z Polska. Poznańska formacja Pathfinder debiutuje krążkiem Beyond The Space Beyond The Time. Tyle tytułem wstępu. Na ten album napatoczyłem się właściwie przypadkiem znęcony ładnym layoutem. I zdziwiłem się, że to polski zespół.

I od pierwszego taktu zastanawiałem się, w jakim studio zrealizowano ten materiał. A jakby tego było mało, w całą sprawę zamieszani są panowie Roberto Tiranti (Labirynth), Bob Katsionis (Firewind) i Matias Kupiainen (Stratovarius). Czyli to już jest warte grzechu, bo jak się zapewne każdy domyśla - fuszerki być nie może. Wzięto wszystko co najlepsze z symfonicznego (choć nie tylko) power metalu i połączono w jedną, zgrabną i dobrze brzmiącą całość. Jest rozmach, bardzo dobre tempa, gitarowo-klawiszowe pojedynki i kapitalne brzmienie. Co niektórzy powinni się bardzo zastanowić nad swoimi ostatnimi płytami, bo ta młodzież nie tylko dogania starą gwardię, ale ich nawet wyprzedza. Zawstydzajaca czołówkę sympho power metalu płyta. I to z Polski. Jestem dumny. Nie może być jednak zbyt różowo, bo jeśli chodzi o wokal, to jest on za bardzo schowany. No, nie tak powinno to być. Natomiast jeśli chodzi o panią, która się tu także udziela wokalnie, to wypada ona bardzo ładnie na tym wydawnictwie. Gustownie to wplecione tam gdzie trzeba. Abstrahując od tego album jest świetny, wierzę, że ta wpadka z wokalami wynika z niedoświadczenia wytwórni w takim temacie. Jednak jak na debiut wypada ona bardzo dobrze i trzeba przyklasnąć temu krążkowi. Mamy zespół, który może stanąć w szranki z najlepszymi, choćby z Rhapsody Of Fire i wynalazkami Joey'a DeMaio w stylu Holy Hell. Pathfinder bez wstydu możemy pokazywać w Europie i w starciu z chociażby włoskimi średniakami jest zdecydowanie ponad nimi. Panowie, a raczej powinienem użyć słowa "młodzież" z Poznania, wystartowali jak z procy! (nie - raczej wystartowali rakietą!). Biorąc pod uwagę, iż jest to pierwszy studyjny album tej grupy, trzeba po prostu napisać REWELACJA. Tym bardziej, że akurat ten rodzaj metalowego kunsztu nigdy nie umiał wpisać się na stałe w polską scenę metalową. Były próby... ale zabrakło umiejętności, sprzętu i przede wszystkim wyobraźni. Chyba dlatego ten nurt był zawsze omijany w Polsce szerokim łukiem. Zbyt trudne i skomplikowane były to ścieżki. Łatwiej było śmigać innymi, prostymi i szerokimi drogami metalowej kariery. Problem w tym, że większość tych prostych dróg w końcu prowadziła gdzieś do miejskich (a nawet wiejskich) domów kultury, małych miejscowości na kresach. Nie mieliśmy nigdy dobrych wykonawców takiego rodzaju grania. Brak korzeni... a jednak się udało. I to jeszcze jak Jednym słowem świetna płyta. Jeśli tak będą się rozwijać panowie z Pathfinder... Drżyjcie najwięksi! A jeśli już musiałbym się do czegoś przyczepić, to brakuje moim zdaniem lekkiego szlifu wokali: kobiecy głos, choć jak zaznaczyłem - ładnie wpleciony, jest jednak zbyt operowy - słychać, że to stamtąd się wywodzi i że to właśnie operowe (klasyczne) śpiewanie leży przede wszystkim w jego naturze. Słychać, że na płycie istnieje w sposób zdecydowanie gościnny. U wokalisty słychać niestety jeszcze rodzimy akcent (szczególnie w utworze pierwszym, gdzie momentami przypomina wokal z Huntera), wierzę jednak, że z biegiem czasu i mam nadzieję - kolejnych płyt wokalista się "wyrobi". Poprawiłbym też perkusję. Jej brzmienie jest zbyt płaskie, nieco plastikowe, automatyczne i zbyt przewidywalne. Jest technika, ale brak finezji. Mało wyrafinowany bas. Wiem, że jest, bo być musi, ale nie wiem jaki jest. Gitary - jak dla mnie to momentami kopia Erno ''Emppu'' Vuorinena z Nightwish. Tu wystawił bym dobrą ocenę. Choć troszkę bym je utemperował tu i ówdzie.

No to się przyczepiłem i poznęcałem, ale prawda jest taka, że płyta ogromnie i w bardzo pozytywny sposób mnie zaskoczyła. Z niecierpliwością będę czekał na kolejną. Jestem pod wielkim wrażeniem. Z sympatią i dużym zainteresowaniem będę przyglądał się poczynaniom tego zespołu. Mam nadzieję, że na jednym krążku się nie skończy. Czekam na więcej i trzymam kciuki. Ocena co najmniej dobra. Tak trzymać. Zainteresowanym naturalnie polecam.

Oficjalna strona zespołu: www.pathfinderband.com
Oficjalny profil na MySpace: www.myspace.com/pathfinderband

Vincent
sierpień 2010