|
Skład: Ozzy Osbourne - śpiew; Gus G. - gitary; Tommy Clufetos - perkusja; Rob "Blasko" Nicholson - gitara basowa; Adam Wakeman - instrumenty klawiszowe
Produkcja: Kevin Churko i Ozzy Osbourne
Tak sobie słucham i słucham, już nie wiem po raz który, nowego longplaya Ozzmana i coraz bardziej wciąga mnie ta płyta...
A przy okazji, już od pierwszych taktów Let It Die mam skojarzenia z Down To Earth. Nastrój płytki jest bardzo podobny. I choć jest tu dużo z macierzystej formacji Gusa, to jakoś mi to nie przeszkadza. Bardzo podoba mi się refren tego kawałka, taki typowo w stylu, do jakiego Ozzy nas przyzwyczaił. Let Me Hear You Scream - hmmm, myślę, że niesłusznie wybrano właśnie ten utwór na singla, bo wielu ludzi słysząc właśnie taką zapowiedź nowego krążka, zwyczajnie po niego nie sięgnie. Ta kompozycja jest po prostu niezbyt zachęcająca i tyle. Natomiast Soul Sucker to już Ozzy pełną gębą. Co najważniejsze, wraca nastrój z przywoływanego już przeze mnie wydawnictwa. Jest ciężko, mrocznie i drapieżnie. A Gusowi choć miejscami brzmiącemu bardzo heavy metalowo, bardzo udanie wychodzi nasladowanie "wyciskanych" riffów Zakka Wylde'a. Myślę także, że jest to najlepszy kawałek na krążku. Ciekawie wypada Life Won't Wait z bardzo pozytywnym refrenem. Podoba mi się pulsowanie sekcji w zwrotkach i mocna gitara w refrenie. No i proszę posłuchać tych słów: "Stand strong, Stay true, Be brave, It all comes down to you". Osobiście uważam, że jest to jeden z jaśniejszych punktów tej płyty. I dobrze się stało, że do obozu Ozzy'ego trafił nowy gitarzysta, który odświeżył tę już nieco skostniałą ekipę. Gitara akustyczna zapowiada Diggin' Me Down. Chyba najmroczniejszy utwór, jaki znalazł się na nowym dziele ex-wokalisty Black Sabbath. Osbourne śpiewa tu z wyrzutem: "Where are you Father, Why don't you save us?" Chciałbym w tym miejscu wyrazić uznanie dla Gusa. Doskonale wyczuł, w jaki sposób powinien zagrać i zrobił to bezbłędnie. Bardzo ciekawie rozpoczyna się nagranie Crucify. Nie bijcie, ale mam w tym miejscu skojarzenie z pewnym utworem z płyty Iommi. Znów Gus troszkę pomyslał, podłubał i wyszedł z tego znakomity numer. Jakoś nie mogę jednak przetrawić Fearless. W tym miejscu mam zbyt dużo skojarzeń z ekipą Zakka. Cały utwór, ba nawet solówka, zrobione na modłę Black Label Society. Takim zabiegom mówię zdecydowane "nie", bo bez Wylde'a traci to na autentyczności. Znów oglądamy się na Down To Earth w utworze Time. Drugie Dreamer to nie jest, choć zapewne niektórym ta ścieżka się spodoba. Mi ona nie przeszkadza, ale i nie zachwyca. Ot, po prostu porządny kawałek, z zadatkami na hit, gdyby poprawiono to i owo. Kolejnym "średniakiem" jest I Want It More. Chociaż... refren ma coś w sobie. Ogólnie może być, aczkolwiek sposób gry Gusa bardzo przypomina to, co robił pan Tom Morello w swoich macierzystych formacjach. Duże brawa za pomysł na kawałek Latimer's Mercy. Jestem pełen uznania dla nowego gitarzysty. Swoją grą wniósł spory powiew świeżości, a w wielu miejscach brzmi po prostu kapitalnie. Myślę, że swoją szansę, daną mu przez Osbourne'a, w pełni wykorzystał. I Love You All to raczej nic innego jak ukłon w stronę fanów, brzmiący jak pożegnanie. Wszak Ozzy zapowiadał, że to bedzie jego ostatni album.
Jaka więc jest ta płyta? Niektórych na pewno wkurzy brak Zakka, a niektórym spodoba się odświeżona formuła. To wydawnictwo nie jest dla zatwardziałych metalheads, ci mogą spokojnie iść do domu. I choć Ozzy od dawna nie wnosi w zasadzie nic do muzyki metalowej, to jednak tą płytą (przypomnijmy - nagraną samodzielnie) dał do zrozumienia, że mimo podeszłego wieku nadal ma sporo do powiedzenia. Album, który z pewnością nie wciąga tak jak przesławne Ozzmosis, ale gniotem też nie jest. Średniak to chyba zbyt krzywdząca ocena. Niech wiec będzie: nieco słabsza płyta starszego pana, który wciąż potrafi mocno przyłożyć. Mnie się podoba. Choć mam pewne "ale".
Oficjalna strona wykonawcy: www.ozzy.com
Vincent czerwiec 2010
|