|
Skład: Ozzy Osbourne - śpiew; Zakk Wylde - gitary; Randy Castillo - perkusja; Bob Daisley - gitara basowa
Gościnnie: John Sinclair - instrumenty klawiszowe
Produkcja: Keith Olsen, Roy Thomas Baker i Ozzy Osbourne
Cierpliwość fanów została w końcu nagrodzona. Jesienią 1995 roku po 4 latach oczekiwania, światło dzienne ujrzał kolejny, studyjny tym razem (po koncertowym Live And Loud), album Osbourne'a.
Nazwa wydawnictwa waliła w łeb krótkim i prostym tytułem Ozzmosis. Mało kto wie, że początkowo na gitarze miał zagrać sam wielki Steve Vai. Jednak na skutek tego, że Zakk Wylde postanowił po raz kolejny wspomóc Ozzmana, ten ostatni wpadł na pomysł, by obaj gitarzyści zagrali na nowym krążku. I byłby dopiął swego, gdyby nie opór wytwórni. Jakby tego było mało Ozzy zaprosił także dawnego kolegę z Black Sabbath, Geezera Butlera i perkusistę Deana Castronovo. Na klawiszach zagrał sam Rick Wakeman. Tak więc na nowej płycie pojawil się nieprzeciętny skład muzyków. Zaprawdę dla niektórych mogło to być zbyt mocne uderzenie, bo prześwietny moim zdaniem krążek otrzymał zadziwiająco mało pochlebnych recenzji. W mojej skromnej opinii jest to najbardziej niedoceniony album ex-wokalisty Black Sabbath. No ale jak, pytam, jak można nie docenić miażdżącego basu Geezera Butlera i równie walcowatych gitar "szalonego Zachariasza"? Jak można nie docenić takich killerów, jak otwierający album Perry Mason, poświęcony żonie I Just Want You, przepięknej ballady (napisanej także dla niej) See You On The Other Side, czy My Jekyll Doesn't Hide? To chyba na zawsze pozostanie dla mnie zagadką. Muzycy spisali się kapitalnie. Warto podkreślić wyborną formę wokalną Osbourne'a i bardzo osobiste liryki utworów. Ponoć w trakcie sesji Ozzy poważnie zachorował i stąd te wszystkie melancholijne teksty, poświęcone żonie i dzieciom wokalisty. Taki My Little Man, stanowiący rodzaj pożegnania z synem i testamentu, jest jedynym utworem napisanym przez duet Vai/Osbourne, który znalazł się na tej płycie.
Krążek może i trochę dziwny. Z jednej strony ciężki, z drugiej lekki. Niemniej jednak wysoko sobie cenię ten album i wbrew wszystkim pukającym się w czoło wystawiam notę 9,5/10.
Oficjalna strona wykonawcy: www.ozzy.com
Vincent luty 2010
|