|
Skład: Ozzy Osbourne - śpiew, harmonie wokalne; Randy Rhoads - gitary; Lee Kerslake - perkusja, instrumenty perkusyjne, dzwonki, tympanon; Bob Daisley - gitara basowa, gong, chórki
Gościnnie: John Shanks - chórki; Don Airey - instrumenty klawiszowe
Produkcja: Ozzy Osbourne, Randy Rhoads, Bob Daisley i Lee Kerslake
Po rozstaniu się z grupą Black Sabbath Ozzy Osbourne, będący wówczas w szczytowym okresie uzależnienia od alkoholu i narkotyków, zebrał grupę wyjątkowo sprawnych muzyków (którzy także pomogli mu napisać kawałki) i nagrał album pod własnym szyldem. Od początku owemu wydawnictwu towarzyszyła nutka skandalu i kontrowersji. Na spotkaniu z szefami wytwórni przy podpisywaniu kontraktu Ozzy odgryzł głowę sztucznemu gołębiowi (później przyznał że gołąb był jednak prawdziwy) w dodatku kawałek Suicide Solutnion zyskał złą sławę, kiedy miał rzekomo namówić do samobójstwa 14 letniego chłopaka. Zajmijmy się jednak muzyką. Skonfrontujmy, jak te wszystkie szaleństwa mają się do tego, co faktycznie znajduje się na krążku.
Album rozpoczyna mocny numer I Don't Know. Od razu czuć świeże pomysły. Na owe czasy to było rewolucyjne granie, bardzo nastawione na gitarowe popisy. Różni się to dość znacząco od tego, co robił Osbourne w Black Sabbath, przede wszystkim jest to bardziej melodyjne. Randy Rhoads był o wiele lepszym gitarzystą niż Iommi i to słychać w każdym dźwięku. I Don't Know to dawka porywającego hard rocka. Muszę dodać, że Mercyful Fate pożyczyli sobie nieco z tego numeru i słychać to na ich płycie Don't Break The Oath (niemal identyczny riff w Dangerous Meeting). Crazy Train to jeden z promujących to wydawnictwo utworów. Jest bardzo szaleńczy i rock and rollowy. Potęguje to wrażenie pulsująca gitara basowa (taki mniej schematyczny Steve Harris), która tutaj gra niemałą rolę -gra melodie, co zazwyczaj należy do gitary prowadzącej. Oczywiście to hicior jeden z najlepszych kawałków Ozzy'ego w całej karierze. Świetną solóką popisał się tu Rhoads (później panowie z Fifth Angel zagrają podobnie w Midnight Love). Kopalnia pomysłów. No i czas na balladę. Goodbye To Romance zdradza główną inspirację Ozza z czasów młodości czyli The Beatles. Tak właśnie. Ballada to zresztą bardzo zgrabna piosenka i też zyskała miano kluczowej kompozycji w katalogu Szaleńca. Dee to instumentalna miniaturka, która wnosi trochę barokowego ciepła, taki rozluźniacz przed konkretnym metalowym Suicide Solution. To oczywiście świetny numer, w którym Ozzy śpiewa: "wino jest dobre, ale whisky mocniejsze...". Wyznawał później, że kawałek powstał pod wpływem śmierci Bona Scotta. Prawda jednak jest zupełnie inna. Tekst utworu napisał Bob Daisley i poświęcił go samemu Osbourne'owi pisząc o jego uzależnieniach. Mr. Crowley to drugi po Crazy Train singiel z płyty. Jest wolniejszy, mroczny i w sumie nie ma się co dziwić, bo opowiada o słynnym okultyście. Kawałek zyskał miano kultowego, a do Ozza na stałe przyklejono łatkę antychrysta i księcia ciemności. Osbourne nie rozstaje sie z tym numerem do dzisiaj, grając go przy każdej możliwej okazji. No Bone Movies wprowadza trochę ożywienia. Bardzo dobry i potrzebny temat,
gdyż po nim mamy rozlazły Revelation (Mother Earth). Kontrastują w nim partie balladowe (smyki z syntezatora, na którym gościnnie zagrał Don Airey) i prawie thrashowe motywy przechodzące w końcu w takie maidenowe granie w końcówce. Utwór to dziwny i miał zapewne urozmaicić album. Mnie się podoba, aczkolwiek to nie jest coś tak przebojowego jak Crazy Train czy I Don't Know. Na koniec Steal Away (The Night), dynamiczny heavy metal podany z gracją takiego Saxon. Niby nic wielkiego,
a jednak całkiem dobrze spina album.
Debiutancki krążek Ozzy'ego z pewnością należy uznać za udany, ale i też bardzo dojrzały.
Widać, że spotkała się tutaj charyzma i doświadczenie z wigorem i wirtuozerią. Randy Rhoads wymiata fantastycznie. Po tym krążku ma się apetyt na więcej... a więcej w owym okresie spod paluchów Ozza oznaczało więcej dobrej muzyki. To był dobry czas dla takiego grania i Osbourne wykorzystał to najlepiej, jak mógł. Klasyk.
Oficjalna strona wykonawcy: www.ozzy.com
LSDisease listopad 2007
|