Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

OZZY OSBOURNE - Black Rain [2007]
Wydawca: Epic Records / Sony

  1. Not Going Away
  2. I Don't Wanna Stop
  3. Black Rain
  4. Lay Your World On Me
  5. God Bless The Almighty Dollar
  6. Silver
  7. Civilize The Universe
  8. Here For You
  9. Countdown's Begun
  10. Trap Door
  11. I Can't Save You [japoński bonus track]
  12. Nightmare [japoński bonus track]
  13. Black Rain Photo Shoot (Video) [tylko w specjalnej edycji]
Back Rain

Skład: Ozzy Osbourne - śpiew; Zakk Wylde - gitary; Mike Bordin - perkusja; Rob "Blasko" Nicholson - gitara basowa

Produkcja: Kevin Churko i Ozzy Osbourne

Po sześciu latach przerwy Ozzy Osbourne powraca z nowym studyjnym krążkiem o tytule Black Rain. Przed jego wydaniem marketingowcy dwoją się i troją, by wymyślić jakiś sposób na dobrą promocję tego albumu i wymyślają bajkę o stylistycznym powrocie do No More Tears. Sam Ozzy powtarza ten tekst kilkakrotnie, niestety rzeczywistość już chyba tradycyjnie rozmija się z oczekiwaniami, chociaż fani i tak pewnie to kupią. Co nie oznacza oczywiście, że nowe dzieło Sir Ozzy'ego jest złe, bo jest całkiem udane.

Bez większych wyrzutów sumienia przyznam się, że nie za bardzo trawię twórczość Ozzy'ego nagraną z towarzyszeniem Zakka Wylde'a. Jak dla mnie ten gitarzysta zawsze lepiej wyglądał (fajne hery, pieszczochy, sceniczne i fotkowe pozy) niż grał (mdły styl, zbyt podobne kompozycje, mało pomysłowe solówki). Podobnie pod względem wokalnym Ozzy nie przekonywał mnie płytami nagranymi po roku 1990. Gdzieś zanikła jego umiejętność komponowania ciekawych linii melodycznych, ktorą bardzo sobie ceniłem na takich wydawnictwach jak Bark At The Moon. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że ten artysta nagrywa po prostu krążki pod współczesną publikę, daje jej po prostu to, czego ona sobie życzy. Niemniej jednak odkładając wszelkie uprzedzenia na bok postanowiłem dać jeszcze jedną szansę i wysłuchać Black Rain, które w tej konfrontacji wyszło obronna ręką. Not Going Away brzmi jak mieszanka Black Label Society z White Zombie, czyli jest to dość popularne danie, jakie można spotkać w młodzieżowych pubach w piątkowy wieczór. Zarówno gitary jak i wokale przepuszczone są tu gęsto przez jakieś samplery, maniera mało hard rockowa, bardziej powiązana z muzyką alternatywną i nu-metalem. Dużo mięsiwa, mało soku. Znacznie lepiej jest w singlowym I Don't Wanna Stop promującym całe wydawnictwo. Tutaj słychać, że panowie przysiedli się nieco i nagrali naprawdę dobry kawałek. Pozytywne wrażenie robi zarówno zmyślny wstęp jak i refren, no i przede wszystkim jest to numer bardziej żwawy od swego poprzednika i ma przynajmniej jakieś znamiona hard rocka. Wysoka forma utrzymuje się nadal w tytułowym Black Rain. Jakieś echa bluesa, harmonijka, dość spokojny mimo wszystko szkielet utworu i względnie klasyczny wokal Osbourne'a. Ogólny klimat raczej knajpiany, typowo klubowy, co jest nawet komplement. Lubię czasem posłuchać takich kawałków, bywają momenty, że są równie niezbędne jak podstawka pod piwo. Dodatkowy plus za motywy wschodnie tuż przed solówką, szkoda że sama solówka krótka i mało skomplikowana. Na szczęście jeszcze całkiem udane zakończenie, chyba całościowo jeden z najlepszych kawałków w zestawie. Mieszana z błotem przez niektórych recenzentów ballada Lay Your World On Me mnie się podoba. Ma w sobie coś, co sprawia, że chce się jej posłuchać po raz kolejny, powinna też przyciagnąć radiowców. Jak sie okazuje, można jeszcze komponować dobre kawałki w erze post-nu-metalowej. God Bless The Almighty Dollar zaczyna się całkiem nieźle, dalej niestety chlapa, ciapa, gołoledź. Strasznie niemrawe granie, od grunge'u różniące się tylko zdecydowanie lepszym brzmieniem. Takie kawałki komponuje się na poczekaniu i w dodatku po pijaku, można tak sobie grać na jakiejś próbie w ramach eksperymentu, ale po co wychodzić z tym do ludzi? By nie sprowadzać całej piosenki do poziomu błota nadmienię, że nieźle się tu spisał basista. Znowu nieszczęsne samplery w Silver, jakżesz drażni to moje uszy. Trochę tu więcej energii w porównaniu z poprzednikiem, nawet znalazło się kilka fajnych dźwięków i zagrywek, chociaż całościowo i tak brzmi to jak The Black Crowes puszczone na przyspieszonych obrotach. Tak jest aż do solówki, która tym razem jest znakomita, spory plus dla Zakka. Czyli jednak grać potrafi, tylko zazwyczaj mu się nie chce. Gitarowo dobrze wypada Civilize The Universe, powielono dobre hard rockowe wzorce czerpiąc riff z klasyki gatunku, nie brak inklinacji bluesowych. Ozzy wypada nieźle w refrenach, chociaż w zwrotkach przydałoby się więcej siły w głosie. Dynamicze kompozycje wymagają po prostu dynamicznych wokali. I jeszcze raz bluzgana przez recenzentów ballada, Here For You. Naprawdę nie rozumiem, czemu się wszyscy tego czepiają, ale jak na mój gust Ozzy wypada w niej bardzo dobrze. Jakieś porównania do Eltona Johna przytacza się na minus, ale czy to musi być wada? Tę piosenkę można spokojnie wrzucić na soundtrack do jakiegoś filmu i nie będzie ona nikogo raziła. Countdown's Begun to zdecydowanie jeden z lepszych kawałków na płycie, Zakk wypadł doskonale, a i Ozzy niczego nie zepsuł. Porównałbym to trochę do Slaughtera z domieszką południowego grania, wszystko podane jednak w sposob znacznie cięższy, ale co najważniejsze - nie pozbawiony melodii. Na wyjściu znalazł się Trap Door, za bardzo przesycony nowoczesną elektroniką jak na mój gust, zwłaszcza na początku. W połowie numeru mamy już zatem całkiem ciekawy riff ubrany w odpowiednią rytmikę, końcówka znów bardzo nowoczesna, ale ogólnie wypada dobrze.

Całościowo płyta się broni, większość numerów jest naprawdę dobra. Moim zdaniem najbardziej ogólny jej wizerunek psują Not Going Away, jak na złość zamieszczone na początku albumu oraz God Bless The Almighty Dollar. Reszta materiału w większości wypada nieźle. Nie jest to chyba krążek z gatunku "musisz mieć", ale myślę, że na pewno z gatunku "musisz posłuchać".

Oficjalna strona wykonawcy: www.ozzy.com

Guitarrizer
sierpień 2007