Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

OZZY OSBOURNE - Bark At The Moon [1983]
Wydawca: Epic Records / CBS / Sony

  1. Bark At The Moon
  2. You're No Different
  3. Now You See It (Now You Don't)
  4. Rock 'n' Roll Rebel
  5. Centre Of Eternity
  6. So Tired
  7. Slow Down
  8. Waiting For Darkness
  9. Spiders In The Night [bonus w reedycji]
  10. One Up The 'B' Side [bonus w reedycji]
Bark At The Moon

Skład: Ozzy Osbourne - śpiew; Jake E. Lee - gitary, chórki; Tommy Aldridge - perkusja; Bob Daisley - gitara basowa, chórki; Don Airey - instrumenty klawiszowe

Produkcja: Ozzy Osbourne, Max Norman i Bob Daisley

W marcu 1982 r. zginął w wypadku lotniczym utalentowany gitarzysta Randy Rhoads. Na potrzeby trasy koncertowej Ozzy Osbourne zatrudnił najpierw Berniego Torme, później Brada Gillisa, z którym nagrał album koncertowy, jednak kiedy przyszło do nagrania kolejnego krążka studyjnego, do zespołu dołączył inny zdolny gitarzysta, Jake E. Lee. Nowicjuszem Lee nie był, doświadczenia zbierał grając wcześniej w szeregach Ratt i Rough Cutt. Trzeba przyznać, że Ozzy, wokalista wprawdzie oryginalny lecz nieszczególnie uzdolniony, miał wielkie szczęście do gitarzystów i właściwie jego sukces jako artysty w dużej mierze został wykreowany przez innych muzyków. Ale wróćmy do Bark At The Moon...

Tytułowy numer to majstersztyk, bez wątpienia jeden z najlepszych numerów, jakie można znaleźć w dyskografii Ozzmana i nie da się ukryć, że spora w tym zasługa pana Lee, aczkolwiek i pod względem wokalnym Ozzy nieźle sobie radzi. Gitary leją się kaskadami, pomysłowy riff napędowy dodaje kawałkowi odpowiedniej motoryki, dzikie flażolety w motywie tuż przed solówką, do tego jeszcze te wilkołacze klimaty, to naprawdę potrafi ruszyć. Może troszkę za dużo phasera w solówce, ale nie psuje to całości. Fajnie jest oglądać teledysk, w którym de facto wystąpił za perkusją Carmine Appice, choć to nie on bębnił na płycie. Po tym ostrym wstępie czas na coś wolniejszego. You're Not Different może w zasadzie uchodzić za balladę, gdzie większą rolę odgrywają klawisze. Osbourne tworzy tu dość ciekawy klimat i bardzo dobrze mu to wychodzi. Lee błyszczy już tradycyjnie, młodzi gitarzyści niech posłuchają, jak bardzo brzmienie instrumentu mogą wzbogacić pogłosy i delay. Powrót w hard rockowe rejony nastaje wraz z Now You See It (Now You Don't). Cóż za przedni numer, na usta ciśnie się: rasowy hard rock. Wyspowiadam się, że żadna inna płyta Ozzy'ego nie rusza mnie w całości, na tej akurat znalazło się najwięcej dobrych kompozycji, które do mnie trafiają. Wrażenie jest tym lepsze, że wszystkie te utwory następują jeden po drugim aż do końca krążka. Jeszcze ostrzej w Rock'N'Roll Rebel, jeszcze bardziej dynamicznie. Zwrotka wypada rewelacyjnie, niestety refren trochę zawodzi, ale dobre wrażenie nie ustaje, bo dalej mamy wspaniałą solóweczkę. Przewodnim motywem albumu miał być mrok, więc w Centre Of Eternity mamy dzwony i kościelne chóry. Trwa to jakiś czas, by wreszcie zostać wymieszanym z ostrymi gitarami. W refrenach te niby-chóry pojawią się, nie da się ukryć, Ozzy zapracował sobie na tytuł "Księcia Ciemności" właśnie takimi kompozycjami. Wokalista najwidoczniej zmęczył się tym typem grania, bo oto nadchodzi So Tired. Klimat utworu autentycznie zaskakuje, jest bardzo delikatnie, ballada niemal popowa, nawet Ozz śpiewa w nietypowy dla siebie sposób - tak, śpiewa! Ten jego charakterystyczny płaczliwy ton jakby stał się mniej słyszalny, choć nadal latwo poznać, że to głos Osbourne'a. Najważniejsze, że efekt finalny jest rewelacyjny, sam numer mógłby się znaleźć na soundtracku do jakiegoś filmu obyczajowego. Dalej zapodany został utwór o przewrotnym tytule Slow Down. Wbrew nazwie muzycy wcale nie zamierzają zwalniać, wręcz przeciwnie, wypada to bardzo żwawo i skocznie. Gitary brzmią trochę tak, jakby były odgrywane poprzez jakieś stare radio, nawet ciekawy efekt. Solidny riff pojawi się przed gitarowym solem, samo solo też bardzo składne, kolejny plus dla Jake'a. Zreszta zabłyśnie on jeszcze w kolejnym Waiting For Darkness, gdzie na potrzeby piosenki wygeneruje ze swego instrumentu liczne skrzypy i zgrzyty. Do tego dojdzie ponadto interesujący riff zagrany nieco w stylu Rainbow (w zasadzie cały kawałek utrzymany jest w takim stylu) i demoniczne klawisze w drugiej połowie kawałka, to po prostu musi spodobać się wszystkim wilkołakom. Remasterowaną edycję płyty zamyka kompozycja Spiders In The Night, bardzo klimatyczna, choc już nie tak przebojowa jak poprzedniczki. Największą perełką jest tutaj chyba solówka, reszta zrobiona nieco trochę na siłę, przez co odstaje od reszty i brzmi, jakby była wzięta z innego wydawnictwa.

Na zakończenie napomknę, że w obiegu dostępne są dwa remasterowane wydania płyty, jedno z 1995 r., drugie z 2002. Tego ostatniego nie pofatygowałem się odsłuchać, zniechęciły mnie do tego skutecznie niepochlebne opinie wyczytane w Internecie. Podobno z remasterem nie ma to wiele wspólnego, za to jest to raczej zbiór remiksów, gdzie dość silnie zaingerowano w brzmienie krążka. Bark At The Moon to mój ulubiony album Ozzy'ego, uważam go zresztą za jedno z najlepszych wydawnictw wczesnych lat '80. Z czystym sumieniem polecam je wszystkim fanom hard rocka i rocka w ogóle.

Oficjalna strona wykonawcy: www.ozzy.com

Guitarrizer
listopad 2007