Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

OUTLOUD - Outloud [2009]
Wydawca: Frontiers Records / King Records

  1. What I Need
  2. We Run
  3. Tonight
  4. Search For Truth
  5. This Broken Heart
  6. Breathing Fire
  7. Wild Life
  8. Broken Sleep
  9. Out In The Night
  10. Lovesigh
  11. Out Loud
Outloud

Skład: Chandler Mogel - śpiew; Bob Katsionis - gitary, instrumenty klawiszowe; Tony Kash - gitary; Jason Mercury - gitara basowa; Mark Cross - perkusja

Produkcja: Bob Katsionis

Panie i Panowie, pragnę oznajmić, że melodyjny rock wciąż żyje, raz po raz powracając niczym bumerang do uszu niedowiarków wieszczących jego śmierć. Jeśli wszystkie nowe płyty byłyby tak dobre jak album debiutującego w tym roku Outloud, mógłbym być spokojny o przyszłość tego gatunku muzyki. W skład tego zespołu wchodzą byli członkowie heavymetalowego Firewind (nieprzeciętnie uzdolniony multiinstrumentalista Bob Katsionis, pełniący tu także rolę producenta i świetny perkusista Mark Cross) oraz amerykańskiego Talon (obdarzony mocnym, gardłowym głosem Chandler Mogel), a także gitarzysta Jason Mercury i basista Tony Kash. W tym roku nagrali oni materiał deklasujący wszystko, co stworzyli w swoich poprzednich grupach.

Dlaczego? Ponieważ słychać, że stworzyła go grupa fantastycznych, świetnie się rozumiejących fachowców. Nie ma tu ani jednej fałszywej nuty, gitary perfekcyjnie zgrano z klawiszami i jeszcze wpleciono w to wszystko idealne solówki. Twórczość formacji z jednej strony tkwi głęboko w latach 80-ych (przy czym nie słychać tu jakichś bezczelnych zrzynek), z drugiej momentami zapuszcza się w rejony całkiem współczesne. Chłopakom po prostu udało się wykreować swoje własne (choć bazujące na dokonaniach innych), rozpoznawalne brzmienie. Największa w tym zasługa instrumentalnych podkładów Katsionisa i głosu Mogela, będącego jakby wokalną hybrydą Kala Swana i Joeya Tempesta. Galopująca perkusja w połączeniu z melodyjnością linii wokalnych znajdującego się na początku What We Need zwiastują prawdziwą jazdę bez trzymanki w stylu, który czytelnicy tej strony lubią chyba najbardziej. Zdradzające inspirację muzyką Van Halen zadziorne riffy postawią na nogi każdego, w zwolnieniach i załamaniach rytmu słychać zaś pewne zapożyczenia z "jedynki" Lynch Mob. W będącym niejako wizytówką całego albumu We Run czuć werwę i głód sukcesu muzyków, chęć pokazania że granie hard rocka nie musi sprowadzać się do odgrzewania kotletów. Fantastyczna melodia spotyka się tu z chwytliwymi riffami podbarwianymi interesującymi ozdobnikami gitary prowadzącej i tłem klawiszy. Dopiero tu wokalista ujawnia swoje pełne możliwości głosowe, a dodatkowym plusem są umiejętne chórki w refrenie. Jest dumnie, z prawdziwym wykopem i - biorąc pod uwag rok wydania płyty - bardzo przebojowo. Okupujący pozycję trzecią Tonight wyróżnia się wyeksponowanym pianinem (przywodzącym na myśl złote lata Bon Jovi), grającym równolegle z gitarą prowadzącą; partie wokalne w refrenie tego kawałku kojarzą się trochę z trochę ze Styx, a trochę z nowym Danger Danger. Połączenie wyborne, solówka krótka, lecz zagrana z klasą, więc czego chcieć więcej? Kolejnym numerem jest mający podobne tempo Search For Truth. Tym razem riffy na początku są urywane, nieco w stylu AC/DC, a linie melodyczne zwrotki nasuwają skojarzenia z tymi na starych albumach Europe (być może dlatego, że Mogel śpiewa tu z olbrzymią swobodą w manierze Joeya Tempesta?). Na plus należy zaliczyć kompozycji bardzo chwytliwy, nieco melancholijny refren i shredding w solówce oraz w outro. Obowiązkową chwilę wytchnienia przynosi ze sobą This Broken Heart, bardzo ładna, przejmująca power ballada, ze złożoną, niebanalną linią melodyczną, niby nowoczesna, ale zagrana zgodnie z wszelkimi 80sowymi prawidłami sztuki. Tytuł chyba nieprzypadkowo nawiązuje do dawnego przeboju zespołu Adriana Vandenberga (takie wrażenie nie opuszcza mnie zwłaszcza podczas odsłuchiwania kaskadowego solo i refrenu). Breathing Fire wraca do patentu wykorzystanego w We Run (dynamicznie grany riffy plus charakterystyczne ozdobniki gitary prowadzącej). Fajnie brzmi tu przejście ze zwrotki do refrenu i cudownie wkomponowane solo, łączące techniki staccato i legato. Swoimi prostymi, lecz melodyjnymi riffami Wild Life przywołuje złote czasy KISS, chociaż wokal sprawia, że ten kawałek jest z zupełnie innej bajki, zdecydowanie bliższej sławnym ekipom z lat 80-ych, infekując melodyjnością a’la Bon Jovi, chociaż w tym wypadku akurat to porównanie jest trochę na wyrost. Po prostu chłopaki mają własny, osobny styl. W energicznym Broken Sleep najbardziej podobają mi się riffy i zwrotki w manierze Lynch Mob, bardzo "modernowy" refren już trochę mniej, ale może wybrzydzam? Tradycyjnie dobrze wypada tu solówka i praca perkusisty Marka Crossa, który nie oszczędza swojego instrumentu. Podobnie jest zresztą w drapieżnym Out In The Night, we wstępie którego bębny chodzą niemal powermetalowo, tak samo jak przewijające się przez całość marszowe riffy. Świetna, przenosząca w czasie do lat 80-ych melodia dobitnie pokazuje, że grupa wróciła do formy, po jej chwilowym załamaniu w poprzedniku. Zdecydowanie bardziej liryczny, balladowy Lovesigh z ładnie grającymi gitarami akustycznymi i kolejną niebanalną melodią daje przykład tego, jak można połączyć ciekawy pomysł kompozycyjny z brzmieniem całkiem współczesnym, powiedziałbym nawet modern rockowym (chociaż od modern rocka utwór ten odróżnia stopień muzycznego wyrafinowania). Żeby nie było zbyt cukierkowo, krążek kończy galopada w postaci Out Loud, którą dobrze opisuje określenie "Lynch Mob spotyka Skid Row”, gdyż echa twórczości tych kapel przewijają się przez całą piosenkę numer 11 zarówno na poziomie linii wokalnych jak i riffów. Piorunująca gitara Katsionisa i dynamiczna gra Crossa na podwójnej stopie pozostawiają dobre wrażenie na długo...

Co tu gadać, wysłuchanie debiutu Outloud powinno być obowiązkowe dla każdego fana melodyjnego hard rocka. Co prawda trochę jednostajny, ale za to energetyczny, przebojowy, doskonale zagrany, zaśpiewany i wyprodukowany - takie określenia charakteryzują ten album najlepiej. Płyta z pewnością znajdzie się wysoko w moim (i chyba nie tylko moim) rankingu najlepszych wydawnictw 2009 roku.

Oficjalna strona zespołu: www.outloud-rock.com

Hardlover
wrzesień 2009