Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** KRZYSZTOF "JARY" JARYCZEWSKI - "Rock and roll - cokolwiek to znaczy - nie zginie..." ***

Są zespoły, o których sile stanowi zwarty i stały skład; są też takie, które cały czas podlegają nieustannym rotacjom i zmianom personalnym - w tym drugim przypadku, najczęściej to oryginalny skład z okładki debiutu i pierwszy "głos" kojarzony z daną kapelą zostaje najlepiej zapamiętany przez wielbicieli. Nie inaczej jest na rodzimym rockowym podwórku - weźmy choćby Oddział Zamknięty, którego pierwszy wokalista i zarazem założyciel - Krzysztof "Jary" Jaryczewski - zawsze pozostanie dla fanów postacią szczególną i obok Wojciecha Łuczaja-Pogorzelskiego najważniejszą w szeregach zespołu. Oczywiście, muzyczna kariera Jarego miała swój "dalszy ciąg" także i po odejściu z Oddziału, z autorskimi zespołami Jary Band i Exces - o czym, oprócz muzycznych wspomnień z dzieciństwa, czasów świetności pierwszego składu OZ i kilku innych kwestii związanych z życiem i karierą, legenda polskiego rocka lat '80 zgodziła się opowiedzieć na łamach naszego serwisu.

HARD ROCK SERVICE: Cześć! Bardzo się cieszę, że mogę z Tobą porozmawiać. Zacznijmy tradycyjnie od małego cofnięcia się w czasie, momentu, w którym zainteresowałeś się muzyką. Opowiedz nam o chwili, w której sięgnąłeś po gitarę i zdecydowałeś się zostać muzykiem. Jakie były Twoje muzyczne początki?

JARY: Ciężko powiedzieć dokładnie, kiedy... Miałem parę lat, kiedy zacząłem dotykać gitary najstarszego brata - Zbyszka, tego, który grał w Dzikusach.A wiązało się to z ogromnym ryzykiem... Odbywało się to pod jego nieobecność i groziło w razie wpadki, że dostanę w łeb. Nie pozwalał mi jej ruszać, zwłaszcza bez niego. Potrzeba i pokusa była jednak silniejsza...

Krzysztof Jary Jaryczewski HARD ROCK SERVICE: Jakich artystów słuchałeś w tamtym okresie, kto miał na Ciebie największy wpływ? Jakie były Twoje młodzieńcze inspiracje?

JARY: Już wtedy, obok przedszkolnych piosenek, słuchałem Hendrixa, Led Zeppelin, Mayalla, Rolling Stones - tego, czego słuchali bracia....Najbardziej liczył się chyba Hendrix...bo taka niesamowita gitara, bo czarny... Chata Wuja Toma, niewolnicy, współczucie, niezgoda na niesprawiedliwość, itp.. Myślę, że to wszystko po trochu w głowie małego brzdąca musiało jakoś się odbić...

HARD ROCK SERVICE: Pierwszym zespołem, w którym grałeś "na poważnie" od 1978 roku, był Tani Hotel. Byłeś tam basistą - skąd wziął się pomysł stanięcia za mikrofonem w późniejszych latach?

JARY: To była potrzeba sytuacji i czasu. Nauczyłem się trochę śpiewać w Tanim Hotelu od Jurka Wawrzyniaka. To on tam był liderem i wokalistą,a ja wspomagałem go w chórkach (poza grą na basie)... Potem w Oddziale nie miał kto śpiewać, ja grałem na gitarze. A kiedy zacząłem już śpiewać, gitara zaczęła mi przeszkadzć w hołubcach scenicznych. Odstawiłem więc gitarę (nie było wtedy jeszcze systemów bezprzewodowych :-))

HARD ROCK SERVICE: Teraz przejdźmy do stycznia 1979. Wówczas założyłeś z Jarkiem Szlagowskim zespół, który później otrzymał nazwę Oddział Zamknięty. Jak zarysował się pierwszy - i najsłynniejszy - skład grupy?

JARY: Z Jarkiem grałem razem w Tanim Hotelu. Kiedy zespół sie rozpadł, postanowiliśmy wziąć sprawy w swoje ręce. Pamiętam telefon od Jarka, który powiedział - "Jary, nie ma co czekać na gwiazdkę z nieba, chodź - założymy swój band. Dosyć siedzenia w domu." Ja uważam to za początek Oddziału. Zaczęliśmy słuchać muzyki pod kątem repertuaru, zastanawiać się nad nazwą, itd. Wojtka Pogorzelskiego znaliśmy z domu kultury z Mokotowa, to on przyprowadził Pawła Mścisławskiego - to był pierwszy i podstawowy skład. Jakiś czas grał z nami Jacek Tomaszeski, brat słynnego Bobby'iego, potem Włodek Kania... A Pawła i Jarka po trzech latach zastąpili Michał Coganianu i Marcin Ciempiel. Był jeszcze Zbyszek Wypych w tzw. międzyczasie, a potem już mnie nie było... :-)

HARD ROCK SERVICE: OZ szybko podbiło serca publiczności i nie trwało długo, nim wpasowaliście się w ówczesny boom muzyki rockowej wczesnych lat '80 jako jedna z największych gwiazd. Kiedy tak naprawdę poczułeś się gwiazdą rocka, kiedy uznałeś to marzenie za zrealizowane? Czy jest konkretny moment, który można uznać za przełom w historii Oddziału Zamkniętego?

JARY: Takim momentem chyba był koncert w Hali Gwardii w Warszawie... Oddział grał sam, nawet bez supportu - był wtedy nadkomplet, i to podwójny. Były dwa koncerty chyba o 17-stej i 20-stej. Oba po parę tysięcy ludzi. Na jednym z nich - chyba pierwszym - były kręcone zdjęcia do filmu "Miłość z listy przebojów". Właśnie wtedy zdałem sobie sprawę, co się dzieje... Drugim momentem było podpisywanie pierwszej płyty OZ w salonie Polskich Nagrań na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie- zablokowane centrum miasta, leciały szyby wystawowe, ludzie wdrapywali się na latarnie.. Musieliśmy ewakuować się pod eskortą milicji tylnymi drzwiami.

HARD ROCK SERVICE: W owym czasie nazywano Was "polskimi Stonesami". Oczywiście, Stonesi wpłynęli na wiele późniejszych zespołów, tak polskich, jak i zachodnich. Jak sądzisz, skąd wynikały porównania do nich? Czy faktycznie to ich muzyka była największą inspiracją przy tworzeniu materiału OZ?

JARY: Muzyka również, ale - jak sądzę - również sposób bycia na scenie i poza nią....

HARD ROCK SERVICE: Zapewne skojarzenia ze Stonesami budził też Wasz rock'n'rollowy styl życia, demolki w hotelach i na koncertach i reputacja "niegrzecznych chłopców"... Wtedy też zaczęły się Twoje problemy z nałogami...

JARY: No, dokładnie...O tych moich kłopotach dosyć szeroko opowiadałem w książce "Zerostan", którą napiała Halina Zarzecka. Pogubiłem się w każdym razie dosyć ostro i to cud, że żyję.

Krzysztof Jary Jaryczewski HARD ROCK SERVICE: Z szybką i dynamicznie rozwijającą się karierą zawsze wiąże się niechęć w środowisku muzycznym, jakaś rywalizacja między zespołami. Jak wtedy, we wczesnych latach '80, wyglądała polska scena i relacje między konkurencyjnymi - bądź co bądź - kapelami?

JARY: Wiadomo, jakaś rywalizacja była... ale ja - wtedy młodziak i idealista - byłem ponad to... Może nie chciałem widzieć takich rzeczy. Nawet jak sekcja rytmiczna została "podkupiona" przez Lady Pank, to - poza wkurzeniem za styl w jakim to się odbyło - nie miałem o to do nikogo pretensji.

HARD ROCK SERVICE: Z Oddziałem nagrałeś dwie płyty - legendarną 'OZ' i Reda by Night. Którą z nich lepiej oceniasz dziś - po latach? Która jest Ci bliższa jako twórcy?

JARY: Zdecydowanie pierwsza. Była bardziej wyselekcjonowana, przemyślana i więcej w niej czystego serca.

HARD ROCK SERVICE: Gdybyś miał zrobić rekonesans swoich tekstów z czasów Oddziału, które z opowiedzianych w nich historii są dla Ciebie szczególne, w jakiś sposób najbliższe? Z których tekstów jesteś najbardziej dumny?

JARY: Obudź się,Ten Wasz świat, Jestem zły, To tylko pech...i mniej znane Dobre rady.

HARD ROCK SERVICE: Zostańmy jeszcze chwilę przy tekstach Oddziału Zamkniętego. W latach '80 zarzucano Ci niejednokrotnie infantylizm, nihilizm, niedojrzałość, autodestrukcyjny przekaz, a jednocześnie - byłeś głosem swojego pokolenia. Jak wtedy broniłeś się przed takimi zarzutami? Czy Twoje podejście do pisania tekstów zmieniło się przez lata?

JARY: Miałem to gdzieś, gdyż pisałem dla rówieśników, a nie krytyków. I pisałem zawsze to co czuję, co przeżywam. Tak jest do dziś.

HARD ROCK SERVICE: W międzyczasie z Oddziałem współpracowali także m.in. Piotr "Pastor" Buldeski i Martyna Jakubowicz. Podobno była wtedy propozycja, byś dołączył do zespołu Martyny jako basista. Dlaczego ten pomysł pozostał tylko w sferze planów?

JARY: Pamiętam, że byłem na jakiejś próbie u Martyny. Niestety - niezbyt trzeźwy i nie gotowy chyba na taką współpracę. Z Piotrem trochę grałem, ale to wszystko nie były również moje klimaty, moja ekspresja, moja bajka, więc nie miało to racji bytu.

HARD ROCK SERVICE: Koniec Twojej kariery w Oddziale Zamkniętym przypadł na rok 1985 - właśnie wtedy, podczas koncertu, Twój głos ostatecznie odmówił posłuszeństwa. W gruncie rzeczy jednak, nie byłeś wyłącznie wokalistą zespołu - grałeś także na gitarze oraz przede wszystkim pisałeś piosenki. Dlaczego zdecydowałeś się na odejście z OZ?

JARY: Nie byłem wtedy już zdolny do pracy w OZ pod żadną postacią. Nadawałem się jedynie na odwyk, choć o tym jeszcze nie wiedziałem.

HARD ROCK SERVICE: Jak wspominasz czasy występów z OZ? Czy żałujesz tamtych dni?

JARY: Niczego nie żałuję... chociaż nie wszystko wspominam z radością. Bez tych przeżyć - dobrych i złych - nie byłbym tym kim jestem dzisiaj. A jest mi całkiem dobrze we wlasnej skórze :-)

HARD ROCK SERVICE: Jak oceniasz późniejsze próby kontynuowania działalności zespołu, podejmowane przez gitarzystę Wojtka Łuczaja-Pogorzelskiego? Czy w ogóle popierasz podejmowanie takich prób po Twoim odejściu? Byłeś przecież założycielem OZ i niewątpliwie filarem sukcesów grupy.

JARY: Daleki jestem od oceny tego, co działo się potem. Z mojej perspektywy to oczywiście już nie było to... to jasne. Ani lepsze,ani gorsze...po prostu nie moje,więc c'est la vie.

Krzysztof Jary Jaryczewski HARD ROCK SERVICE: Co działo się z Tobą po odejściu z zespołu?

JARY: Dramatyczna historia z happy end'em. W przebłyskach świadomości pisałem dla innych.

HARD ROCK SERVICE: Porozmawiajmy trochę o współpracy z innymi artystami - między innymi mało znaną, jakkolwiek znakomitą rodzimą grupą Syndia. Ich jedyne wydawnictwo to kwintesencja melodyjnego hard rocka i jedna z najlepszych płyt rodzimego rynku muzycznego w latach '90. Jak doszło do tej współpracy?

JARY: Szczegółów nie pamiętam - z wiadomych względów. Napisałem im jednak parę tekstów... Zbyszek Kondratowicz i Piotruś Urbanek - ich dobrze pamiętam.

HARD ROCK SERVICE: Jakie były okoliczności współpracy z kolejnymi ważnymi wykonawcami polskiego rocka - Arturem Gadowskim z IRY i Azylem P.? Jak tę współpracę wspominasz?

JARY: Artura poznałem już po mojej przemianie i - zanim napisałem mu teksty na płytę - musiałem poznać go bliżej. Sporo gadaliśmy i bardzo go polubiłem. A Azyl P. - Andrzej Siewierski i Darek Grudzień - to kumple z dawnych lat. Niestety Andrzeja nie ma już wśród nas... Próbowałem coś dla nich pisać, nie wiem czy to wykorzystali...

HARD ROCK SERVICE: Czy to prawda, że współpracowałeś także z późniejszym Oddziałem?

JARY: Napisałem Wojtusiowi parę tekstów, a ostatnio zagrał nawet w jednym kawałku na mojej ostatniej produkcji formacji Jary Band. No, i obchodziłem w Węgorzewie 30-lecie OZ, na które zostałem zaproszony :-)

HARD ROCK SERVICE: W 1991 roku założyłeś swój własny zespół Jary Band. Pierwszą wydaną płytą były Ogniste miecze (1991), drugą Dekadencja (1996, jako Jaryczewski Band). Opowiedz o dwóch wydanych przez zespół w latach '90 płytach. Jak oceniasz po latach Ogniste miecze i Dekadencję? Jak wypada porównanie między nimi?

JARY: Ogniste miecze to materiał, który nie ukazał się na CD - wyszła tylko kaseta. Grali tam Wojtek Morawski, Sławek Korczyński, Mirek Borkowski, Piotrek Orzerski, gościnnie jeden numer zaśpiewał Jarek Wajk. Niezły materiał,ale coż... Dekadencja to składanka.

HARD ROCK SERVICE: Zaangażowałeś się także w działalność antynarkotykową. Wraz z innymi gwiazdami polskiego rocka nagrałeś teledysk dla TVP Wszystko w sobie masz, a wraz z Piotrem Nagielem wydałeś płytę Dopóki masz wybór jako duet Tu i Teraz. Organizowane są także spotkania, podczas których opowiadasz o swoim życiu i walce z nałogami. Opowiedz nam o tym.

JARY: To działalność, na którą - niestety - mam coraz mniej czasu. Ale jeżeli mogę się podzielić swoimi doświadczeniami i jeżeli może komuś to pomóc, to nie odmawiam.

HARD ROCK SERVICE: Wracając do typowo muzycznych przedsięwzięć - w 2000 roku pracowałeś przy tworzeniu przedstawienia "Jeździec burzy" jako tłumacz tekstów The Doors. Czy są Ci one w jakikolwiek sposób bliskie? Jaki obraz Morrisona widziałeś, zagłębiając się w jego teksty?

JARY: Arek Jakubik, który jest twórcą i reżyserem tego przedstawienia, poprosił mnie o te tłumaczenia; przede wszystkim - myślę - ze względu na pokrewieństwo przeżyć Morrisona i moich. To specyficzne klimaty i ktoś, kto ich nie doświadczył, mógłby mieć trudności w zbudowaniu wiarygodnego przekazu... Myślę, że wyszło nam to nieźle.

HARD ROCK SERVICE: Jednym z Twoich ważniejszych przedsięwzięć jest teatralna sztuka muzyczna "Minessota Blues". Opowiedz o pomyśle i przebiegu tego projektu oraz o jego przekazie.

JARY: Konsekwencją tamtego przedsięwzięcia, o którym była mowa przed chwilą, była "Minnesota Blues". Nikt, kogo znam, nie napisałby lepiej libretta do tego przedstawienia. Przegadaliśmy z Arkiem niejedną noc, byliśmy w różnych miejcach, by mógł zobaczyć prawdę o uzależnieniach, itd. To wszystko - poparte jego świetnym warsztatem - dało efekty. Myślę, że to ważna sztuka.

HARD ROCK SERVICE: Dla wszystkich, którzy chcieliby zagłębić się w historię Twojego życia, dostępna jest w księgarniach książka "Zerostan" napisana przez Halinę Zarzecką. Skąd pomysł napisania Twojej biografii Opowiedz o okolicznościach projektu i o tym, co w książce znajdzie czytelnik.

JARY: Halina Zarzecka to dziennikarka, która wtedy pisała dla Super Expresu. Przeprowadziła ze mną wywiad i po paru tygodniach zadzwoniła z pytaniem, czy nie moglibyśmy zrobić książki na ten temat. Na temat uzależnień, osnutych wokół mojego życia, Oddziału Zamkniętego, itp. ... Taka mini biografia z przesłaniem. Po namyśle zgodziłem się - a przeważył argument, że ta kiążka mogłaby przestrzec innych, bądź pomóc innym w tarapatach.

Krzysztof Jary Jaryczewski HARD ROCK SERVICE: W 2002 reaktywował się Jary Band, by dwa lata później wydać kolejną płytę - Vinyl. Jaki był zamysł tej płyty, czym różni się ona od poprzednich wydawnictw?

JARY: Vinyl to taka płyta - podsumowanie.Muzycznie średnia,ale dla mnie ma duże znaczenie.

HARD ROCK SERVICE: Porozmawiajmy teraz o doborze gości na płycie Vinyl. Prócz wielu znakomitych muzyków z kręgów rockowych - jak choćby Paweł Kukiz, Artur Gadowski czy Jarek Szlagowski - w studiu pojawili się także raperzy Pih i Chada, którzy nagrali wraz z Tobą nową wersję Obudź się z repertuaru Oddziału Zamkniętego, zatytułowaną Moi przyjaciele - Obudź się. Było to dosyć kontrowersyjne posunięcie w odczuciu fanów rocka i Twoich - skąd taki pomysł?

JARY: Zawsze byłem otwarty na inne formy muzyczne, więc z mojej perspektywy to nic dziwnego. A tak naprawdę to w hip-hopie dużo jest rock'n roll'a....W muzyce - jak w życiu - nie warto się ograniczać.

HARD ROCK SERVICE: Oprócz działalności Jary Bandu, założyłeś także rockowo-bluesowe trio Exces. Opowiedz trochę o działalności Excesu. Na jakim repertuarze opieracie swoje koncerty?

JARY: Exces powstał z potrzeby serca trzy lata temu.W zeszlym roku nagraliśmy płytę EX. To jest to co chciałem robić od początku,a wię powrót do korzeni... blues-rock to jest podstawa... jestem dumny z tej kapeli. Lucjan Harańczyk - bass i vocal, Bartek Wilk - drums i Jary- git, voc., harm - to pierwotny, najprostszy skład, który jest esencją grania elektrycznego, energetycznego i rockowego... Zapraszam na koncerty. Gramy również standardy i parę kawałków OZ w bluesowej konwencji.

HARD ROCK SERVICE: 2009 był to bardzo ważny rok dla fanów OZ i Twoich. OZ obchodziło trzydziestolecie, a Ty wystąpiłeś dwukrotnie z obecnym składem zespołu. Raz - w ramach koncertu "Zaczęło się w Polsce", drugi - w Węgorzewie, gdzie uczciłeś wraz z OZ i wieloma znakomitymi gośćmi (Andrzej Nowak i Marek Piekarczyk z TSA i Krystyna Prońko) 30-lecie powstania Oddziału. Jak wspominasz koncert w Węgorzewie, jakie było przyjęcie publiczności?

JARY: "W Węgorzewie było jak za dawnych lat" - tak mówili ludzie, a ja czulem, że między mną, a Wojtkiem nadal jest chemia i żre sprawa jak diabli... co więcej dodać? Impreza super!

HARD ROCK SERVICE: Jakie są Twoje plany na przyszłość? Nowe płyty z Jary Bandem, Excesem, może inne projekty, w które chcesz się zaangażować?

JARY: Na wiosnę będzie płyta Jary Band i zaczynamy zaraz nagrywać drugą Excesu... może coś z Pogorzelskim? Roboty jest sporo!

HARD ROCK SERVICE: Co sądzisz o współczesnej scenie muzycznej, szczególnie - zjawiskach muzycznych w Polsce? Jak wygląda współczesny przemysł muzyczny w naszym kraju w porównaniu do początku lat '80, czasów debiutu w Oddziale Zamkniętym?

JARY: Jak jest - każdy widzi i słyszy. Inne czasy, zmiana nośników, niepewność - jak to wszystko się potoczy. Wiem jedno: rock and roll - cokolwiek to znaczy - nie zginie, a muzyka na żywo, koncertowa, bezpośredni kontakt: słuchacz-muzyk... to na pewno przetrwa.

HARD ROCK SERVICE: Serdeczne dzięki za wywiad, do zobaczenia na koncertach! Czy jest coś, co na koniec chciałbyś przekazać czytelnikom Hard Rock Service i fanom swoim oraz Oddziału Zamkniętego? JARY: Chcę wszystkim powiedzieć, by nie rezygnowali ze swoich marzeń, nie poddawali się, nadzieja umiera ostatnia, a dopóki ona jest, to warto żyć. Żyć twórczo...

Oficialna strona artysty: www.jaryczewski.com

Twisted
09.02.2010

(Wszystkie fotografie pochodzą z oficjalnej strony artysty i zostały użyte za jego pozwoleniem)