Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

NOOK - The Stand [2010]
Wydawca: Big Blue Records

  1. The First Step
  2. Alien
  3. Our Class
  4. Todays
  5. Number
  6. Nothing Like It
  7. Way Back
  8. Tip Toeing
  9. Mizugumo
  10. One Thousand Lakes
  11. The Runaway
  12. The Stand
The Stand

Skład: Kuba Stąpór - śpiew; Marcin Skucz - gitary; Jan Czerniecki - gitary; Emil Zając - gitara basowa; Paweł Smarkusz - perkusja

Produkcja: Nook

Wydawać by się mogło, że muzyka progresywna to gatunek pojemny i nie ma mający dna. Na pewno nie podważę tej teorii, bo sam jestem jej wyznawcą. Jednak zastanawiam się, co by było, gdyby na progresywnej niszy powstała muzyka jednocześnie otwarta dla rocka, metalu, rapu i jazzu? Kilka zespołów mierzyło swoje siły w tym starciu, ale do klarownej odpowiedzi żaden z nich nie doszedł. A mi wydaje się, że właśnie ją poznałem.

Przynajmniej jestem blisko niej, a umożliwił mi to tegoroczny debiutant, suwalski zespół Nook i jego premierowy album pt. The Stand. Grupa w składzie: Kuba Stąpór (wokal), Marcin Skucz i Jan Czerniecki (gitary), Emil Zając (bas) oraz Paweł Smarkusz (perkusja) postarała się o materiał, którego szerokie echa powinny roznieść się znacznie dalej poza granice Suwałk. Jednym z głównych atutów premierowego krążka formacji jest przemyślana, precyzyjna konstrukcja kompozycji. Pomiędzy poszczególnymi utworami nie występuje zjawisko impasu. Przejścia na The Stand są sprawą zaledwie symboliczną, bowiem utwory uporządkowane są w taki sposób, że równie dobrze można by było określić całą płytę jako czterdziestopięciominutową tęczę, po której kolorach będzie miał okazję przechadzać się słuchacz. Niniejszy spacer rozpoczyna niepozorna "kalifornijska" gitara z utworu The First Step. Jego zasadniczą część będzie tworzyć ślamazarne, ciężkie tempo, z którego nieśmiało wywodzą się nawet momenty psychodeliczne. To właśnie ten utwór zapoczątkuje dokładność i ciągłość kompozycyjną, o której wspomniałem w poprzednim akapicie, bo od tej pory każdy kolejny utwór będzie nawiązywał do poprzedniego. Tym samym nieprzypadkowo pierwszy utwór z The Stand wykańczają progresywne tła, które również rozpoczną nagranie pt. Alien. Jego oblicze nie utrzyma się zbyt długo, bowiem Nook w tym utworze zejdzie z ciężkiego brzmienia, ale znacząco przyspieszy, tu i ówdzie wtrącając riffy Czarnieckiego i Skucza. Ładna, wyważona oprawa z Alien rozpocznie scieżkę pt. Our Class, któryanie odważy się rozkręcić tak jak poprzednik, ale będzie zbliżona do niego pod kątem schematu konstrukcji. Ten świetny utwór wykończy sprawne solo i kilka gitarowych szarpnięć, które powitają nas także w Todays, a zatem i w nagraniu, które chyba jako pierwsze z dużą wyrazistością zaprezentuje niebanalne umiejętności perkusisty Smarkusza. Kawałek to, w którym pojawia się także wielowarstwowa mikstura gatunków charakterystyczna dla Nook. Oczywiście w podobnym tonie rozpocznie się Number, zatem nie zdziwcie się, gdy usłyszycie rapującego Kubę Stąpóra, albo jazzowe basy Emila Zająca, a zatem i elementy tworzące nakreśloną wielowarstwowość, odchodzące od mniej oczywistych pomysłów. Oczywistości, której nie było w Number, zabraknie też w Nothing Like It. Utwór to na wskroś melancholijny, z klimatem niemal jak ze starej winylowej płyty oraz z kolejnymi partiami psychodelii i umiejętnie wyeksponowanymi gitarami. Podobna dawka subtelno-balladowego poziomu znajdzie się też na Way Back. Tyle, że w tym utworze pojawi się więcej ożywienia, sprawnych quasi refrenów z szalejącym na wokalu Kubą Stąpórem. Tę balladową część płyty zamknie ścieżka pt. Tiptoeing, której specyfika polega na mozolnym, ale ostatecznie sprawnym, wyciągniętym rozwinięciu na instrumentach. Następstwem trzech relatywnie spokojnych utworów jest Mizugumo, trudny do definicji "utwór" będący w prostej linii spuścizną po eksperymentach Tool. Trzy ostatnie fragmenty płyty ochrzczone jako: One Thousand Lakes, The Runaway i The Stand to powrót na bardziej klarowne tory. Oczywiście rzeczone utwory nie są pozbawione kleju, który łączy schemat całej płyty, a ich istota polega na transfuzji większej ilości klasycznego, instrumentalnego brzmienia z całą grupą solówek, perkusyjnych uniesień, barwnego wokalu i czytelnych linii. Nieznacznie od tej konwencji odstaje tytułowy, zamykający płytę kawałek, w którym Nook pokusili się o przemycenie nastroju bliskiego epilogowi. Poza nakreślonym powyżej bezbłędnym i przemyślanym planem kompozycyjnym Nook po prostu fajnie brzmi. Nie jest to wydawnictwo progresywne, ale też i takowe miało nie być. The Stand to w głównej mierze spontaniczny, żywy i profesjonalnie skonstruowany materiał.

Będąc świeżo po premierze pierwszego krążka Nook nasuwa mi się pewna analogia. Dawny trener reprezentacji Czech Karol Brueckner bawił się footballem, a jego reprezentacja osiągała dobre wyniki - podobnie jest z muzykami tworzącymi Nook, którzy bawią się muzyką, a spodziewane wyniki najpewniej się pojawią w perspektywie kilku miesięcy. Wydawca krążka firma Big Blue Records powinna teraz zmienić nazwę na Frankenstein Records, bo zaiste jeśli nawet nie oni stworzyli tego potwora, to pozwolili mu zaistnieć. O Nook będzie bardzo głośno.

Oficjalna strona zespołu: www.nook.art.pl

Robert Bronson
lipiec 2010

arktyka.wordpress.com