|
Skład: Michał "Misiek" Rogala - gitara; Tomasz "Acid" Nowak - śpiew; Maciej "Tektur" Nawrot - śpiew; Dominik "Boski" Beśka - gitara basowa; Michał "Thor" Pasternak - perkusja; Rafał "Lewy" Lewandowski - gitara
Gościnnie: Paul - śpiew w [2]; Jacek Melnicki - instrumenty klawiszowe; Opath - gitarowe solo w [6]; Tomasz Osiecki - sitar w [4]; Krzysztof Werpachowski - gitarowe solówki
Produkcja: Jacek Melnicki
Kiedy dostałem propozycję zrecenzowania tej płyty, zgodziłem się. Choć przyznam, że słuchając MySpace zespołu kręciłem nosem i nie obiecywałem sobie zbyt wiele dobrego po LP, który miałem dostać wprost od nich. Kiedy płyta do mnie dotarła, długo zwlekałem z jej odsłuchaniem. Kiedy jednak w końcu odpaliłem ten krążek, pomyślałem: "O k....!". Słuchałem tego wydawnictwa kilka razy w ciągu dnia, a patrząc na okładkę zastanawiałem się, co też ta grupa chce przez to powiedzieć. Ja widzę tam wezwanie: "Podążaj za białą myszą!". Hmmm, białe myszony widzi się w stricte określonych okolicznościach. Żart? Zapewne.
Zresztą rozmawiając z przemiłym wokalistą Neuronii (hello Maciej!) przekonałem się, że bez dozy humoru dobrej muzyki być nie może. Zatem wszyscy powinni włożyć srebrny krążek do odtwarzaczy i udać się w pogoń za białą myszą na okładce. Mysza wita już w intro Inside. Fajny, a nawet znakomity otwieracz, który zwiastuje klimat, z jakim będziemy mieć do czynienia na całej płycie. Wolno, tajemniczo otwierają się drzwi świata, w którym niepodzielnie rządzi mysz, która już od progu woła Make Them Die! Szybkie tempo, bardzo dobra melodia, odpowiedni ciężar i niezwykła wprost mieszanina stylów muzycznych. Przyznam, że nieczęsto zdarza mi się słuchać zespołów, które prezentują tak wyśmienity miks. Dodajmy do tego znakomite zwolnienie. O właśnie. Mam w tym miejscu pewną sugestię do zespołu: przydałoby się tego więcej, bo macie do tego talent i potraficie tym zainteresować odbiorcę. Slipping Into Oblivion i tytułowa White Mouse podtrzymują bardzo dobre wrażenie. Mamy tu do czynienia z niezwykle inteligentnym mieszaniem grania stricte death metalowego z łagodniejszymi momentami heavy metalowymi, a wszystko tu i ówdzie podlane sosem stonerowo-punkowym. Fajnie, prawda? Tak, ja wiem, zaraz zaczniecie pukać się w głowę. Bo na oko (i ucho) taka mieszanka jest niemożliwa do zrobienia, a jeśli już, to na pewno asłuchalna. Więc ja mówię Wam: nic z tego. Utwory naprawdę mogą się podobać, a warsztat muzyków robi ogromne wrażenie. Ponure, pokryte kurzem wieków, sabbathowe dzwony zwiastują nadciągnięcie November Skies. Chwila odpoczynku, zadumy i zastanowienia. Posępny klimat, klimatyczny, wyładowany emocjami po brzegi wokal i ciekawa melodia. Nie boję się powiedzieć, że jest to jeden z najlepszych kawałków na tej płycie. Kto lubi szybką jazdę samochodem? Bo zaraz potem mamy Faster. Jak się domyślam, to taki wysokooktanowy, hmmmm, "motoryzacyjny" hołd. Zapewne panowie lubią od czasu do czasu wcisnąć pedał gazu do dechy. Ale uwaga, bo "za zakrętem stali..." hehe. Zatem grzejemy razem z Neuronią tyle, ile fabryka dała, zostawiając konkurencję w tyle. I to lubię! Skoro już pędzimy, to nie może być inaczej i zespół nie boi się obwieścić, że oto Death Has Come To Town. Ach nie, jeszcze nie czuję powołania! Żarty na bok. Chciałbym raz jeszcze podkreślić ten niesamowity klimat, jaki panuje na tej płycie. I to, że udało się połączyć tyle różnych zainteresowań i wpływów w jedną, spójną całość. Chylę czoła przed ogromną, muzyczną wyobraźnią i umiejętnościami. Ciekawe jest to, że muzycy, którzy na co dzień pasjonują się zgoła nieco odmiennymi rodzajami metalu, potrafią się dogadać i stworzyć fajny album. Myślę, że wydawca tego zespołu, Fonografika, jest bardzo zadowolona z efektu końcowego i wiąże z nimi spore nadzieje. Wracając jednak do meritum, Put Your Dukes Up to kolejny, bardzo udany utwór i w sam raz pasuje na zakończenie krążka. Myślę, że to taki diamencik, ukryty na końcu morderczy, wyniszczający kawałek. Bardzo dobre wokale, wprost przepiękna melodia i ten nastrój. No, po prostu nie mam słów. Dawno nie słyszałem takiego numeru. Na pożegnanie z białym myszonem band serwuje outro, Outside. To nic innego jak bardzo fajna i znów cholernie atmosferyczna melodia.
Nie wiem, co napisać na koniec. Ciekawe jest to, że Neuronii udało się połączyć w całość heavy metalową melodykę i death metalową furię zniszczenia. To i owo zapewne można by uznać za wpadkę, ale niech tam. Myślę sobie, że Follow The White Mouse to bardzo dobra zapowiedź na przyszłość, uściślijmy - różową przyszłość dla tego zespołu. Jedyne co muszą zrobić, to doprowadzić swój styl do perfekcji, bo u nas nikt tak nie gra. Życzę sobie więcej melodii, więcej agresji i jeszcze więcej klimatycznych zwolnień. Ta płyta to jest coś, co może stać się czymś niepowtarzalnym na przyszłość. Ode mnie ocena maksymalna. Polecam gorąco!
Oficjalna strona zespołu: neuronia.art.pl
Vincent październik 2010
|