|
Skład: Roye Albrighton - śpiew, gitary; "Taff" Freeman - instrumenty klawiszowe, chórki; Ron Howden - perkusja i instrumenty perkusyjne; "Mo" Moore - gitara basowa, chórki; Mick Brockett - wizualna mniejszość i kłopoty ogólne
Gościnnie: P.P. Arnold - chórki; Phil Brown - tuba basowa; Bob Calvert - aranżer programu cyrkowego; Ron Carthy - druga trabka; Kenneth Cole - chórki; Steve Gregory - saksofon tenorowy; Butch Hudson - pierwsza trąbka; Chris Mercer - saksofony barytonowy i tenorowy; Chris Pyne - puzon; Stephen Wick - tuba; Chipping Norton Mandies - chór w [2-9]
Produkcja: Peter Hauke i Nektar
Dlaczego Down To Earth? Nie jest to przecież najbardziej rockowa płyta Nektaru, nie wiem, czy można ją też sklasyfikować jako najbardziej progresywną w dorobku zespołu,
ale nie da się ukryć, że Down To Earth to próba zmierzenia się z mitem Beatlesów. Piąty krążek Brytyjczyków usadowionych w Niemczech i to na dodatek właśnie w Hamburgu, gdzie swoje pierwsze kroki stawiała legendarna grupa z Liverpoolu, to przynajmniej moim zdaniem ich odpowiedź na takie albumy jak Revolver, czy przede wszystkim Sgt Pepper's Lonely Hearts Club Band.
Płytę otwiera przebojowy utwór Astral Man. Jest to żwawa, skoczna kompozycja, która jako jedyny singiel zespołu wskoczyła na listę Billboardu, przyczyniając się do sukcesu tego koncept albumu z tematem przewodnim przedstawień cyrkowych. Nelly The Elephant ropoczyna się od zapowiedzi kolejnego występu wieczoru na tle bardzo ciekawej melodii kreowanej głównie przez gitarę. W dalszym momencie mamy do czynienia z sekcją dętą grającą na funkowym podkładzie. Bardzo interesujący i łatwo zapamiętywalny motyw. Nie jest to naturalnie nic wielce oryginalnego, ale słucha się wybornie. Early Morning Clown to psychodeliczna ballada w stylu The Beatles, bardzo ładna i przywołuje dobre skojarzenia (na "Sgt Peppers" Beatlesów także było miejsce na cyrk - Being For The Benefit Of Mr Kite!). That's Life to nieco dłuższa forma, chociaż oczywiście nie trwa ten numer kilkanaście minut jak niektóre kompozycje
z wcześniejszych płyt. W ciągu siedmiu minut zróżnicowanej muzyki nie brakuje spokojnych, rozmażonych dźwięków, jak i dynamicznych, typowo progresywnych partii. Najbardziej uwagę zwracają jednak motywy wokalne, skonstruowane tutaj w sposób przypominający wyczyny grupy Queen. Na analogu ten kawałek zamyka stronę A. Stronę B otwiera singlowe Fidgety Queen. Jest tu sekcja dętą, która jednak nie wybija się na przód jak w Nelly The Elephant. To raczej typowy utwór rock and rollowy, tyle że przyprawiony pewnymi smaczkami. Skrzyżowanie Blue Oyster Cult i The Beatles. Początek i koniec Oh Willie jest ostry i rock and rollowy jak poprzednio, tyle że z większym nerwem. W środek tego numeru wpleciono
jednak spokojną melodię z zupełnie innej bajki. Ma się nawet wrażenie, że to dwie odmienne kompozycje połączone w całość (zabieg stosowany także przez The Beatles np. w kawałku A Day In The Life). Little Boy to znowu Beatlesowa ballada, tyle że mniej psychodeliczna niż Early Morning Clown. Zdecydowanie coś na wyciszenie, ale też dobrze się tego słucha. Show Me The Way to ciut dłuższa forma niż większość piosenek na płycie, bo trwa 6 minut i obok That's Life wybija na tle reszty. Coś, co od razu przykuwa uwagę w tym kawałku, to skoczna partia fortepianu nadająca właściwego tempa (coś, co na ogół bywa domeną perkusji). Brzmi to nerwowo, ale nie całość kawałka jest w ten sposób potraktowana. Nie zabrakło psychodelicznej melodii w środku utworu. Pod koniec zespół ponownie się rozkręca, co wydaje się oczywistym i wcześniej stosowanym na płycie zabiegiem. Na sam koniec powrót do tematu z Nelly The Elephant w krótkim Finale daje nam do zrozumienia, że właśnie wysłuchaliśmy koncept albumu poświęconemu sztuce cyrkowej. We wkładce płyty widać zdjęcia muzyków w cyrkowych strojach i generalnie cały image jest podporządkowany tej stylistyce. Nad albumem unosi się też takowa aura i mam wrażenie, że po "Podróży Do Wnętrza Oka" udało się poraz kolejny idealnie wpasować klimat muzyki do tego, o czym opowiadają teksty, a to nie lada wyczyn.
Płytę Down To Earth uważam za swój ulubiony krążek zespołu, chociaż zdaję sobie sprawę, że większość fanów Nektar ceni wyżej inne wydawnictwa. Myślę jednak, że album jest na tyle przystępny, iż mogą się nim zainteresować ludzie niekoniecznie słuchający rocka progresywnego, bo tutaj nie ma odlotów jak na pierwszej płycie, nie ma też długich progresywnych suit, które ja akurat bardzo lubię. Paradoksalnie jednak ten krążek zachwycił mnie najbardziej. Muzyka może niezbyt oryginalna, ale z całą pewnością bardzo wysokich lotów. Piszę, że niezbyt oryginalna, chociaż
w połowie lat '70 niewiele zespołów już tak grało. Ocalili co najlepsze z lat '60.
Oficjalna strona zespołu: www.nektarsmusic.com
LSDisease luty 2011
|