|
Skład: Neal Morse - śpiew, pianino, syntezatory; Randy George - gitara basowa; Mike Portnoy - perkusja
Gościnnie: Nick D'Virgilio; Alan Morse; Dave Meros; Steve Morse; Paul Bielatowicz; Matthew Ward; Eric Brenton; Members of the Nashville Symphony
Produkcja: Neal Morse
O tym, że Neal Morse jest tytanem pracy, wiadomo nie od dziś. Wystarczy powiedzieć, że począwszy od 1999 roku amerykański multiinstrumentalista z Nashville rokrocznie, a czasami nawet kilka razy w roku, wydawał solowe albumy lub aktywnie tworzył i uczestniczył w wydawaniu płyt z takimi zespołami jak Spock’s Beard czy Transatlantic. Kolejny materiał muzyka z 2011 roku należy do grupy solowych albumów, a ściśle rzecz biorąc stanowi szóstą, siódmą i ósmą część Testimony z 2003 roku.
Oczywiście, jak przystało na standardy Neala Morse’a, album jest długi, bo został obliczony na niespełna dwie godziny muzyki. Jego podstawową treść utworzyły zawarte na pierwszym krążku szósta, siódma i ósma część świadectwa Neala Morse’a, a na drugiej płycie znalazły się trzy dodatkowe utwory, w tym prawie 26-cio minutowy Seeds Of Gold. Tradycyjnie za bębnami usiadł Mike Portnoy, a linie basowe wykonał Randy George. Całość oprawy muzycznej uzupełnili wymienieni na płycie jako goście: Alan i Steve Morse, Nick D’Virgilio, Dave Meros, Paul Bielatowicz, Mathew Ward, Eric Benton oraz członkowie orkiestry symfonicznej z Nashville. Najwierniejszych fanów Neala Morse’a zadowoli z pewnością fakt, że poza obszernym materiałem w specjalnej edycji Testimony 2 znalazła się jeszcze płyta DVD z udokumentowanym procesem nagrywania albumu, a równo z premierą krążka będzie też można nabyć książkę Neala Morse’a pt. "Testimony - The inspirational and spiritual journey of a prog rock musician". W tym natłoku materiałów nie wolno jednak zapominać o najważniejszym, czyli o samej muzyce. Spieszę donieść, że Nealowi Morse’owi póki co skleroza nie grozi, bo Testimony 2 to album ze wszech miar udany. Amerykański multiinstrumentalista nie zwykł sprzedawać swoim fanom muzyki niedokończonej czy wyposażonej w wady. Taki jest i w tym przypadku, bo Testimony 2 to wykwintny zestaw rocka progresywnego ukierunkowany w specyficznym, rozpoznawalnym stylu. Nie ma w tym przypadku, że Testimony 2 jest podzielony na trzy wyraźnie zarysowane części, bo taki podział z jednej strony stanowi kontynuację pomysłów z Testimony, ale z drugiej strony pozwala na komfortowy odbiór tego rozbudowanego albumu. Zresztą odniosłem wrażenie, że Neal Morse napisał każdą część osobno, a nie na zasadzie przyporządkowania do nich konkretnych utworów. Może nawet spod dłuta autora wyszły najpierw trzy rozbudowane utwory, które dopiero później Neal Morse podzielił na mniejsze kawałki? Potwierdzeniem tej tezy są gładkie, niemalże nieodczuwalne przejścia pomiędzy poszczególnymi utworami w każdej części płyty. W tej sprawnie uporządkowanej, multiwątkowej strukturze ujawniło się kilka cech charakterystycznych dla całego Testimony 2. Przede wszystkim zarówno w części szóstej, jak i siódmej oraz ósmej pojawia po jednym rasowym balladowym wyciskaczu (Jayda, Jesus Blood, Crossing Over / Mercy Street Reprise), które nawet mniej zorientowanemu słuchaczowi bez problemu wskażą światopogląd wyznawany przez autora albumu. Być może ballady zawarte na Testimony 2 nie zdradzają oznak oryginalności, bo utrzymane są w sprawdzonym schemacie z finałowym solo, ale liczne drobiazgi jak np. finałowa trąbka w trzeciej balladzie, będą w stanie przekonać nawet libertariańskie uszy. Kolejnym spoiwem wokół, którego kręcą się trzy części najnowszego albumu Neala Morse’a, są utwory o typowo morse’owskiej charakterystyce. Chodzi mi o intensywny, żywy klimat zbudowany na nienachalnej perkusji, nieskomplikowanej gitarze, licznych melodyjnych wstawkach (tu w największej mierze klawiszach samego autora) oraz wokalach wspieranych półchórkami. Jeśli sprawdzicie takie numery jak Mercy Street, The Truth Will Set You Free czy Jesus Bring Me Home, powinniście się poczuć jak u Neala Morse’a na kolanach. Niemniej moim zdaniem największe atuty Testimony 2 leżą po stronie nagrań improwizowanych, w których zarówno Neal Morse, jak i zaproszeni przez niego muzycy uwolnili swoje możliwości nie trzymając się wytyczonego konceptu płyty, ewentualnie trochę go naginając. Absolutnie rewelacyjnie brzmią szybciutkie, zadziorne riffy i solówki gitarowe (fragmentami niemalże metalowe), w pełni subtelny dźwięk wydobywa się spod basu Randy’ego Geroge’a (sprawdźcie koniecznie Time Changer), a ciekawym pomysłem są także dialogi wokalne pozbawione instrumentów w tle. Tu i ówdzie w nutach albumu pojawiły się fragmenty elektroniczne, zwiewnie przemycana trąbka Nick D’Virgilio czy inne patenty, które powinny być do uchwycenia z poziomu purytańskich uszu. Świadectwo Neal’a Morse’a kończy się wraz z utworem Crossing Over / Mercy Street Reprise, ale jeśli znajdą się twardziele, którym ten rozbudowany album nie wystarczy, zawsze pozostaje druga płyta, na której zostały zarejestrowane dwa utwory o dosyć lekkostrawnej budowie (Absolute Beginner, Supernatural), a całość zamknęła... prawie 26-cio minutowa puenta, w której Neal Morse oraz zaproszeni przez niego muzycy chyba spróbowali podsumować zawartość zarówno drugiego świadectwa, jak i generalnie postawić jeszcze jedną kropkę w stylu, który został przez nich wypracowany.
W rzeczywistości można by było jeszcze dużo napisać o Testimony 2. Wszak jest to album nasycony mnogością pomysłów, które wydostały się na powierzchnię z głowy Neala Morse’a. Niemniej dywagacje o najnowszym krążku muzyka z Nashville pozostawiam każdemu do indywidualnego odbioru. Myślę, że zgrabnym podsumowaniem będzie, jeśli napiszę, że najwierniejsi fani twórczości Neala Morse’a z pewnością wystawią temu albumowi najwyższa notę, a osoby, które nie przejawiają jakichś szczególnych sympatii w kierunku autora, ale są w stanie docenić jakość jego muzyki, będą przychylnie nastawieni do jego muzycznego świadectwa.
8/10
Oficjalna strona artysty: www.nealmorse.com
Konrad Sebastian Morawski kwiecień 2011
|