Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

NAZARETH - Razamanaz [1973]
Wydawca: A&M Records / Snapper Classics / Mooncrest / Eagle Records / Edel
/ Castle Essential / Cool Sound / Victor / Philips Records

  1. Razamanaz
  2. Alcatraz
  3. Vigilante Man
  4. Woke Up This Morning
  5. Night Woman
  6. Bad Bad Boy
  7. Sold My Soul
  8. Too Bad Too Sad
  9. Broken Down Angel
  10. Hard Living [bonus track]
  11. Spinning Top[bonus track]
  12. Razamanaz" (Alternate Version) [bonus track]
  13. Woke Up This Morning (Alternate Version)[bonus w reedycji niemieckiej]
  14. Witchdoctor Woman [bonus w reedycji niemieckiej]
Razamanaz

Skład: Dan McCafferty - śpiew; Darrell Sweet - perkusja, instrumenty perkusyjne, chórki; Pete Agnew - gitara basowa, chórki; Manuel Charlton (Manny Charlton) - gitary elektryczne i akustyczne, gitara slide, bandżo, chórki
Gościnnie: Roger Glover - gitara basowa, instrumenty perkusyjne

Produkcja: Roger Glover

Trzeci album w dyskografii Szkotów z Nazareth okazał się dziełem przełomowym dla tej grupy, nie dość że dzięki niemu odniosła sukces komercyjny, to jeszcze z perspektywy dnia dzisiejszego Razamanaz zalicza się do klasycznych płyt z gatunku hard rocka. O ile inne grupy pochodzące z Wielkiej Brytanii zdawały się wciąż silnie tkwić w rodzimej rockowej tradycji, Nazareth próbowało być bardziej "światowe", w muzyce ekipy McCafferty'ego słychać wpływy trendów amerykańskich, resztą niejeden słuchacz nie znający pochodzenia zespołu myślal, że ci muzycy to Amerykanie.

Początek lat '70 to prawdziwy wysyp grup hard rockowych i gdyby ktoś chciał dociekać, która z nich była zainspirowana którą, to musiałby ubzbroić się w niezłą cierpliwość, ale wydaje mi się, że z pewną dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, iż Nazareth było jednym z prekursorów tego gatunku. W mniej więcej tym samym czasie po wszystkich stronach ocenu zespoły grały podobnie, a do pierwszych płyt Szkotów pewne odniesienia można odnaleźć np. u AC/DC czy Aerosmith. Z drugiej strony u Nazareth też sporo jest zapożyczeń np. z glam rocka. Album rozpoczyna się skocznie od tytułowego Razamanaz i sporo w nim charakterystycznych zagrywek. Chociażby specyficzne partie perkusji pożyczyło sobie KISS i wykorzystywało przez całe własciwie lata siedemdziesiąte. Linie gitary basowej też się wyróżniają, aczkolwiek bliżej im do awangardowej muzyki lat '60. Osobny komentarz należy się scieżkom wokalnym, włączając w to falsetową barwę głosu McCafferty'ego, która brzmi, jakby wokalista chciał się z kimś przedrzeźniać. Taką manierę dekadę później będą stosowali śpiewacy sleazrockowi, by wymienić np. Axla Rose z Guns N' Roses czy Deana Davidsona z Britny Fox. A pod względem gitarowym? Gitary mają wiele wspólnego z klasycznym rock'n'rollem ze sporym udziałem bluesowej artykulacji. Sam kawałek jest bardzo znany, doczekał się licznych coverów, z czego najbardziej przypadła mi do gustu wersja zagrana przez thrashową formację Artillery. Alcatraz rzuca rękawicę z wyzwaniem takim gigantom owego okresu jak Deep Purple i Led Zeppelin. Jest jednak coś, co od razu wyróżnia te kompozycję od podobnych dokonań wspomnianych kapel - tym czymś jest tendencja do grania jakby bardziej radosnego, weselszego, co za tym idzie bardziej melodyjnego. Może się to spodobać zwolennikom tej bardziej hair metalowej, amerykańskiej wersji hard rocka z lat osiemdziesiątych. Zresztą amerykańska do bólu grupa robi się w kolejnym Vigilante Man. Bluesująca gitara slide i do tego rytmy i zagrywki rodem jak z muzyki country. Jest to właściwie taki country-rock, bo wokalista śpiewa tu jednak na nutę typowo rockową. Dalej Manny Charlton nie zamierza odłożyć swojej tulejki i bawi się slidem w Woke Up This Morning, kompozycji znanej z poprzedniego krążka. Typowy numer hard rockowy zbudowany na bazie bluesa, gdzie liczy się głównie rytm. Warto zwrócić uwagę na to, że linia basu robi tu niemal za gitarę rytmiczną i że jej ścieżka jest bardzo dobrze słyszalna. W kolejnym dziesięcioleciu pojawi się bowiem trend, według którego gitara basowa będzie pokrywała się tak dalece z partiami gitar, że stanie się niemal niesłyszalna. Night Woman to z kolei taki awangardowy kawałek instrumentalny. Perkusista przez większą część trwania ścieżki unika uderzania w werbel i talerze, za to sporo kombinuje z kotłem i przejściami, gitara gra niemal transowo, całość uwydatnia linia basówki. Po tej dawce skupienia nadchodzi czas na coś weselszego i mamy niekwestionowany przebój Bad Bad Boy, jeden z singli, który podbił brytyjskie listy przebojów. Przede wszystkim mamy tu zasługującą na medal współpracę sekcji rytmicznej i nawet gdyby był to utwór instrumentalny i pozbawiony partii gitar, to i tak od razu wpadłby w ucho. Podoba mi się sposób, w jaki perkusista traktuje talerze, sprawia to, że numer płynnie posuwa się do przodu. Ale piosenka nie jest instrumentalna i jedyne, co można dodać, to że wokalista i wioślarz dopełniają tylko dzieła zniszczenia - kompozycja ponadczasowa, broniąca się nawet po ponad 30 latach. Sold My Soul ma w sobie coś z Uriah Heep, choć brzmi dość łagodnie. Tutaj z kolei moją uwagę zwrócił głos wokalisty, bo niemal jestem pewien, że wzorował się na nim później Jon Oliva z Savatage, toż to niemal identyczna maniera śpiewania (po płyty Szkotów sięgnąłem niegdyś właśnie dlatego, że ktoś porównał ich twórczość do tego amerykanskiego zespołu). Jest w tym głosie coś demonicznego, tajemniczego, a podkłady jeszcze to podkreślają. Z kolei Too Bad Too Sad przywodzi mi na myśl o dekadę późniejsze nagrania W.A.S.P. i też niewykluczone, że Lawless szukając inspiracji sięgał po klasyczne płyty Nazareth. Rock'n'rollowe partie gitar to też jakby pierwowzór dla kapel sleazowych lat '80 i połowy '90, można by to spokojnie nagrać raz jeszcze i sprzedać fanom np. L.A. Guns lub Britny Fox. Kolejnym kawałkiem, singlowym Broken Down Angel zespół szturmował skutecznie brytyjskie listy przebojów. Ciężko mi go oceniać, bo jest to kompozycja kompletnie nie w moim guście, ale widocznie jak na tamte czasy musiała mieć coś w sobie, skoro spodobała się słuchaczom. Słyszalna jest tu diametralna zmiana głosu McCafferty'ego, zupełnie jakby kapela podmieniła wokalistów. Na tym utworze kończyl się oryginalny zestaw ścieżek wydany w 1973 r., ale nowsze, kompaktowe, remasterowane edycje zawierają dodatkowo kilka nagrań bonusowych. Trochę purplowe Hard Living wypada znakomicie, może dlatego, że nie odnaleziono taśmy-matki z tym kawałkiem i zgrywano go z winylu (jak zresztą i kolejny bonus za nim). Zatem mamy ciężej brzmiące gitary, choć niestety niezbyt selektywne, przez co wszystko zlewa się w jedną masywną całość, ale za to otrzymujemy możliwość obcowania z klasycznym hard rockiem w dokładnie takim wydaniu, jakim słyszeli go nasi rodzice. Bardziej selektywnie i czysto wypada Spinning Top, a to z racji riffowego podejścia do tematu, podczas gdy poprzednik obstawiał raczej gitary rytmiczne. Ogólnie mówiąc - typowy dla lat '70 hard rockowy numer. Woke Up This Morning w wersji alternatywnej faktycznie brzmi alternatywnie, kosmicznie, bardziej syntetycznie, sztucznie, bliżej temu do glam rocka i zarazem do piosenek dyskotekowych i by to polubić, chyba trzeba najpierw nieźle zaćpać ;). Zaczerpnięte z debiutanckiego krążka Witchdoctor Woman mogłoby tu równie dobrze nie być, nie jest to nic wielkiego, nic czym mozna by się podniecać, a najlepiej to brzmi jego tytuł. Słowem, jeśli ktoś ma wersję płyty bez utworów bonusowych, to w zasadzie ncizego nie traci.

Album w oryginale dość krótki, za to posiadający kilka niekwestionowanych przebojów, no i przede wszystkim bardzo różnorodny, co dla mnie zawsze jest zaletą. Zasłużenie przeszedł do klasyki hard rocka i jak dla mnie jest to jedna z najlepszych płyt pierwszej połowy lat siedemdziesiątych XX wieku. Jedna z pozycji, których nawet nie wypada nie znać, a nawet trzeba czasem posłuchać, a warto to zrobić chociażby ze względu na Bad Bad Boy czy tytułowe Razamanaz.

Oficjalna strona zespołu: www.nazarethdirect.co.uk

Guitarrizer
kwiecień 2009