|
Skład: Dan McCafferty - śpiew; Darrell Sweet - perkusja, instrumenty perkusyjne, chórki; Pete Agnew - gitara basowa, chórki; Manuel Charlton (Manny Charlton) - gitary elektryczne i akustyczne, gitara slide, bandżo, chórki
Gościnnie: Roger Glover - gitara basowa, instrumenty perkusyjne
Produkcja: Roger Glover
Trzeci album w dyskografii Szkotów z Nazareth okazał się dziełem przełomowym dla tej grupy, nie dość że dzięki niemu odniosła sukces komercyjny, to jeszcze z perspektywy dnia dzisiejszego Razamanaz zalicza się do klasycznych płyt z gatunku hard rocka. O ile inne grupy pochodzące z Wielkiej Brytanii zdawały się wciąż silnie tkwić w rodzimej rockowej tradycji, Nazareth próbowało być bardziej "światowe", w muzyce ekipy McCafferty'ego słychać wpływy trendów amerykańskich, resztą niejeden słuchacz nie znający pochodzenia zespołu myślal, że ci muzycy to Amerykanie.
Początek lat '70 to prawdziwy wysyp grup hard rockowych i gdyby ktoś chciał dociekać, która z nich była zainspirowana którą, to musiałby ubzbroić się w niezłą cierpliwość, ale wydaje mi się, że z pewną dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, iż Nazareth było jednym z prekursorów tego gatunku. W mniej więcej tym samym czasie po wszystkich stronach ocenu zespoły grały podobnie, a do pierwszych płyt Szkotów pewne odniesienia można odnaleźć np. u AC/DC czy Aerosmith. Z drugiej strony u Nazareth też sporo jest zapożyczeń np. z glam rocka. Album rozpoczyna się skocznie od tytułowego Razamanaz i sporo w nim charakterystycznych zagrywek. Chociażby specyficzne partie perkusji pożyczyło sobie KISS i wykorzystywało przez całe własciwie lata siedemdziesiąte. Linie gitary basowej też się wyróżniają, aczkolwiek bliżej im do awangardowej muzyki lat '60. Osobny komentarz należy się scieżkom wokalnym, włączając w to falsetową barwę głosu McCafferty'ego, która brzmi, jakby wokalista chciał się z kimś przedrzeźniać. Taką manierę dekadę później będą stosowali śpiewacy sleazrockowi, by wymienić np. Axla Rose z Guns N' Roses czy Deana Davidsona z Britny Fox. A pod względem gitarowym? Gitary mają wiele wspólnego z klasycznym rock'n'rollem ze sporym udziałem bluesowej artykulacji. Sam kawałek jest bardzo znany, doczekał się licznych coverów, z czego najbardziej przypadła mi do gustu wersja zagrana przez thrashową formację Artillery. Alcatraz rzuca rękawicę z wyzwaniem takim gigantom owego okresu jak Deep Purple i Led Zeppelin. Jest jednak coś, co od razu wyróżnia te kompozycję od podobnych dokonań wspomnianych kapel - tym czymś jest tendencja do grania jakby bardziej radosnego, weselszego, co za tym idzie bardziej melodyjnego. Może się to spodobać zwolennikom tej bardziej hair metalowej, amerykańskiej wersji hard rocka z lat osiemdziesiątych. Zresztą amerykańska do bólu grupa robi się w kolejnym Vigilante Man. Bluesująca gitara slide i do tego rytmy i zagrywki rodem jak z muzyki country. Jest to właściwie taki country-rock, bo wokalista śpiewa tu jednak na nutę typowo rockową. Dalej Manny Charlton nie zamierza odłożyć swojej tulejki i bawi się slidem w Woke Up This Morning, kompozycji znanej z poprzedniego krążka. Typowy numer hard rockowy zbudowany na bazie bluesa, gdzie liczy się głównie rytm. Warto zwrócić uwagę na to, że linia basu robi tu niemal za gitarę rytmiczną i że jej ścieżka jest bardzo dobrze słyszalna. W kolejnym dziesięcioleciu pojawi się bowiem trend, według którego gitara basowa będzie pokrywała się tak dalece z partiami gitar, że stanie się niemal niesłyszalna. Night Woman to z kolei taki awangardowy kawałek instrumentalny. Perkusista przez większą część trwania ścieżki unika uderzania w werbel i talerze, za to sporo kombinuje z kotłem i przejściami, gitara gra niemal transowo, całość uwydatnia linia basówki. Po tej dawce skupienia nadchodzi czas na coś weselszego i mamy niekwestionowany przebój Bad Bad Boy, jeden z singli, który podbił brytyjskie listy przebojów. Przede wszystkim mamy tu zasługującą na medal współpracę sekcji rytmicznej i nawet gdyby był to utwór instrumentalny i pozbawiony partii gitar, to i tak od razu wpadłby w ucho. Podoba mi się sposób, w jaki perkusista traktuje talerze, sprawia to, że numer płynnie posuwa się do przodu. Ale piosenka nie jest instrumentalna i jedyne, co można dodać, to że wokalista i wioślarz dopełniają tylko dzieła zniszczenia - kompozycja ponadczasowa, broniąca się nawet po ponad 30 latach. Sold My Soul ma w sobie coś z Uriah Heep, choć brzmi dość łagodnie. Tutaj z kolei moją uwagę zwrócił głos wokalisty, bo niemal jestem pewien, że wzorował się na nim później Jon Oliva z Savatage, toż to niemal identyczna maniera śpiewania (po płyty Szkotów sięgnąłem niegdyś właśnie dlatego, że ktoś porównał ich twórczość do tego amerykanskiego zespołu). Jest w tym głosie coś demonicznego, tajemniczego, a podkłady jeszcze to podkreślają. Z kolei Too Bad Too Sad przywodzi mi na myśl o dekadę późniejsze nagrania W.A.S.P. i też niewykluczone, że Lawless szukając inspiracji sięgał po klasyczne płyty Nazareth. Rock'n'rollowe partie gitar to też jakby pierwowzór dla kapel sleazowych lat '80 i połowy '90, można by to spokojnie nagrać raz jeszcze i sprzedać fanom np. L.A. Guns lub Britny Fox. Kolejnym kawałkiem, singlowym Broken Down Angel zespół szturmował skutecznie brytyjskie listy przebojów. Ciężko mi go oceniać, bo jest to kompozycja kompletnie nie w moim guście, ale widocznie jak na tamte czasy musiała mieć coś w sobie, skoro spodobała się słuchaczom. Słyszalna jest tu diametralna zmiana głosu McCafferty'ego, zupełnie jakby kapela podmieniła wokalistów. Na tym utworze kończyl się oryginalny zestaw ścieżek wydany w 1973 r., ale nowsze, kompaktowe, remasterowane edycje zawierają dodatkowo kilka nagrań bonusowych. Trochę purplowe Hard Living wypada znakomicie, może dlatego, że nie odnaleziono taśmy-matki z tym kawałkiem i zgrywano go z winylu (jak zresztą i kolejny bonus za nim). Zatem mamy ciężej brzmiące gitary, choć niestety niezbyt selektywne, przez co wszystko zlewa się w jedną masywną całość, ale za to otrzymujemy możliwość obcowania z klasycznym hard rockiem w dokładnie takim wydaniu, jakim słyszeli go nasi rodzice. Bardziej selektywnie i czysto wypada Spinning Top, a to z racji riffowego podejścia do tematu, podczas gdy poprzednik obstawiał raczej gitary rytmiczne. Ogólnie mówiąc - typowy dla lat '70 hard rockowy numer. Woke Up This Morning w wersji alternatywnej faktycznie brzmi alternatywnie, kosmicznie, bardziej syntetycznie, sztucznie, bliżej temu do glam rocka i zarazem do piosenek dyskotekowych i by to polubić, chyba trzeba najpierw nieźle zaćpać ;). Zaczerpnięte z debiutanckiego krążka Witchdoctor Woman mogłoby tu równie dobrze nie być, nie jest to nic wielkiego, nic czym mozna by się podniecać, a najlepiej to brzmi jego tytuł. Słowem, jeśli ktoś ma wersję płyty bez utworów bonusowych, to w zasadzie ncizego nie traci.
Album w oryginale dość krótki, za to posiadający kilka niekwestionowanych przebojów, no i przede wszystkim bardzo różnorodny, co dla mnie zawsze jest zaletą. Zasłużenie przeszedł do klasyki hard rocka i jak dla mnie jest to jedna z najlepszych płyt pierwszej połowy lat siedemdziesiątych XX wieku. Jedna z pozycji, których nawet nie wypada nie znać, a nawet trzeba czasem posłuchać, a warto to zrobić chociażby ze względu na Bad Bad Boy czy tytułowe Razamanaz.
Oficjalna strona zespołu: www.nazarethdirect.co.uk
Guitarrizer kwiecień 2009
|