Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Nazareth: Shanghai'd in Toruń 2009, czyli rock'n'roll w Jaszczurze... ***

Nazareth Relacja z koncertu Nazareth, 22.08.2009, Toruń, klub Lizard King

Rok 2009 obfituje w dobre koncerty. Najpierw był Saxon w Warszawie, którego mimo usilnych starań nie udało mi się zobaczyć i jedenastokoncertowa trasa Budgie na przełomie kwietnia/maja, potem Scorpions w Gdańsku w ramach obchodów 20-lecia wolnych wyborów... Przed pracowitą dla wytrwałych koncertowiczów jesienią - Jethro Tull, Kotzen czy Scorpions mówią sami za siebie - koniec wakacji należeć miał do szkockiej grupy Nazareth. Idąc jak gdyby w ślady walijskich hard rockowców z Budgie, również i dowodzona przez Dana McCafferty'ego i Pete'a Agnew grupa zaplanowała trasę na sierpień i początek września po dwunastu różnych miastach Polski. Czyżby chęć wynagrodzenia zeszłego roku, kiedy to z trzech rozpisanych na Polskę koncertów odbył się niestety tylko jeden? Jak to zwykle bywa, miejsca i daty nieznacznie się zmieniały; Koszalin ostatecznie zamieniono na Gdynię, a amfiteatr w Świnoujściu - na toruński oddział sieci klubów muzycznych Lizard King. Mieszkając w Bydgoszczy, na wieść o aktualizacji "rozkładu jazdy" Nazareth po kraju porzuciłam plany eskapady do oddalonej o parę godzin drogi Gdyni i zdecydowałam się ruszyć wprost do grodu Kopernika.

Nazareth na żywo, 2009 Po przybyciu na ulicę Kopernika, gdzie mieści się toruński Lizard King, mnie i towarzyszącą mi przyjaciółkę zaskoczyła wybitnie niewielka ilość wałęsających się pod klubem osób. Czyżby mała frekwencja na koncercie? Wątpliwości co do zainteresowania słuchaczy możliwością zobaczenia Nazareth na żywo znikły jednak w miarę oczekiwania pod drzwiami klubu; tłum gęstniał i po kilkunastu minutach ulica po obu stronach była już praktycznie zatłoczona. Nie muszę nawet dodawać, że byłyśmy jednymi z niewielu ludzi poniżej dwudziestki, "koczujących" na ulicy Kopernika. Wśród czekających na możliwość wejścia do lokalu fanów Nazareth jak zwykle przeważała typowa w takich razach średnia wieku - około 40/50 lat... Sporo było "dziadków" w koszulkach Judas Priest czy Led Zeppelin, snujących znad zamówionego piwa opowieści z cyklu "jak to drzewiej na koncertach bywało...". Wśród toruńskiej publiczności wypatrzyłam także tego dnia sporo znajomych twarzy, widzianych na kwietniowym koncercie Budgie w bydgoskiej Estradzie.

"Koczowanie" przed klubem miało się jednak, jak pokazała najbliższa przyszłość, jeszcze przeciągnąć - choć zaczął kropić lekki deszcz, obsługa Lizard Kinga wciąż nie kwapiła się z otwarciem bram. "Dłuższy kwadrans", magiczna miara czasu pana z ochrony, szybko stał się niemal godziną. Wreszcie, na krótko przed dwudziestą,- czyli planowym rozpoczęciem koncertu, coś zaczęło się dziać, mianowicie techniczni zaczęli wnosić głównymi drzwiami klubu sprzęt nagłaśniający i instrumenty. W tym samym momencie moja przyjaciółka zażartowała, że zapewne za chwilę tym samym wejściem wprowadzą zespół - istotnie, nim zdołałybyśmy wypowiedzieć nazwę "Nazareth", minęli nas przeciskający się przez oblegający klub tłum, uśmiechnięci panowie McCafferty, Agnew, Agnew młodszy oraz Murrison. Skoro już zespołowi udało się przedostać do wnętrza Lizard Kinga, bramy lokalu zostały oficjalnie otwarte i rzeka ludzi popłynęła wartkim nurtem w kierunku stolików i baru, gdzie zamierzali się zakotwiczyć w oczekiwaniu na koncert. Nietrudno się domyślić, że żyłka koncertowa wzięła u mnie górę nad jakimikolwiek innymi potrzebami ciała i ducha; krótko mówiąc, chwilę później koczowałam już pod samą sceną, opanowaną chwilowo przez zakusy technicznych.

Nazareth na żywo, 2009 W związku z opóźnionym przyjazdem zespołu i sprzętu cała instalacja nagłośnienia, strojenie instrumentów i próba dźwięku odbyć się musiały, ku irytacji publiczności, w naszej obecności. Kolejną godzinę spędziliśmy więc ogłuszani przez niewyregulowane Marshalle i wypróbowywaną właśnie perkusję, oglądając zmagania technicznych z nagłośnieniem i kryjąc dyskretne uśmieszki względem bariery językowej znacznie utrudniającej współpracę (anglojęzyczna ekipa Nazareth w starciu z polskimi nagłośnieniowcami Lizard Kinga, w dodatku bez towarzyszenia tłumacza czy bodaj słownika). Oczekiwanie ubarwiało oczywiście lejące się piwo oraz inne trunki, serwowane w Lizard Kingu ciepłe dania oraz... wypatrywanie przez lornetkę kolejnych pozycji rozłożonej na scenie setlisty, które uskuteczniał ktoś z tłumu.

Odsłuch przebiegał jednak sprawnie mimo utrudnień i wkrótce wszystko było gotowe do wyjścia Nazareth. Krótko po 21, kierownik klubu po raz n-ty wyszedł na scenę, tym razem jednak nie po to, by po raz kolejny "przepraszać za przedłużającą się próbę dźwięku" oraz "uprzejmie prosić o jeszcze chwilę cierpliwości"... Padła długo oczekiwana zapowiedź mającego się w tej chwili zacząć koncertu. Wstrzymałam oddech. Była to chwila, w której chyba wszystkim zgromadzonym pod sceną serca zabiły mocniej... NAZARETH!! Pete Agnew, Dan McCafferty, Lee Agnew i Jimmy Murrison weszli na scenę przy akompaniamencie sączącej się z głośników szkockiej muzyki, wymieniając uściski dłoni z tłoczącą się pod sceną publicznością i rozsyłając na wszystkie strony czarujące uśmiechy. Mając miejsce tuż przy samej krawędzi sceny, kilkadziesiąt centymetrów od statywu Dana i tyleż od stanowiska Jimmy'ego - koncert Nazareth uznać mogłam za rozpoczęty.

Nazareth na żywo, 2009 Setlista nie różniła się specjalnie od tego, czego po zapoznaniu się z setlistami europejskimi spodziewaliśmy się po toruńskim koncercie Nazareth. Było jednak kilka niespodzianek - ogniście zagrane Bad, Bad Boy, zdzieranie gardeł na Holiday... Znakomicie zostały przyjęte Miss Misery i Love Leads To Madness, oraz ubarwione rewelacyjnym duetem talk box/kobza Hair Of The Dog, prawdziwe szaleństwo miało zaś miejsce w czasie Shanghai'd In Shanghai. Ślicznym, melodyjnym wstępem na Les Paulu poprzedzone zostało Heart's Grown Cold, mój osobisty faworyt, przy którego odśpiewywaniu nie szczędziłam gardła ani tchu. Oczywiście nie sposób nie wspomnieć o dwóch największych "tuzach" w setliście, na które czekali wszyscy - Dream On oraz Love Hurts, podczas grania których Dan był praktycznie zagłuszany przez rozentuzjazmowaną publikę, a Jimmy miał prawdziwe pole do popisu w solówkach. Nie zawiodły także bisy - akustyczne See Me z nowej płyty The Newz, wybornie zagrany, utrzymany w stylu country kawałek, szalone Razamanaz i cover Joni Mitchell This Flight Tonight. Dobór piosenek był znakomity, zarówno wielbiciele poruszających, melodyjnych ballad pokroju Love Hurts, jak i rockowego szaleństwa w Hair Of The Dog mogli czuć się usatysfakcjonowani tak zróżnicowanym zestawem nagrań.

Niewątpliwie ogromnym plusem koncertu była prezencja sceniczna i ekspresja samych muzyków, choć metryki panów z Nazareth i ich staż na scenie wskazują jednoznacznie, że nie mamy do czynienia z młodzieniaszkami, pod względem energii i radości płynącej z grania szkoccy hard rockowcy mogliby śmiało konkurować z kapelami o połowę od nich młodszymi. Zaskoczyli także bardzo pozytywnie stosunkiem do fanów - zarówno Dan, jak i Pete nie szczędzili rozsyłania uśmiechów, uścisków rąk, opowiadanych przy okazji introdukcji do poszczególnych piosenek zabawnych anegdot... Będąc tuż przy scenie, mogłam do woli podziwiać zawadiackiego Dana z łobuzerskim błyskiem w oku śpiewającego "Drinking my wine makes me feel fine...", roześmianego Pete'a, dającego czadu na bębnach Lee i - dla odmiany - skupionego, acz również sprawiającego miłe wrażenie Jimmy'ego.

Nazareth na żywo, 2009 Zabawnych chwil na koncercie bynajmniej nie brakowało - gdy w podniosłym Love Hurts padła linijka "I'm young....", Dan zaczął przecząco potrząsać głową, co wywołało salwę śmiechu w pierwszych rzędach... Niewątpliwie także i publiczność miała swój udział we wspaniałej atmosferze panującej na koncercie - starzy fani Nazareth błyskawicznie odmłodnieli przy dźwiękach żywiołowej muzyki, wśród tłumu panowała zgoda i wzajemna sympatia, głosy widzów brzmiały silnie w refrenach i podczas skandowania poszczególnych tytułów, a w pewnym momencie McCafferty'emu wręczony nawet został bukiet kwiatów i prezent od kogoś z widowni...

Każdy utwór finiszowany był przez ryk setki gardeł, niekończące się krzyki i oklaski. Zresztą oklaski zupełnie zasłużone - muzycznie koncert zagrany został na najwyższym poziomie. Co prawda, nagłośnienie jak na warunki klubowe i bliskość sceny było chyba nieco zbyt mocne, a bliskość głośnika okupiłam niejakimi trudnościami w słyszeniu, utrzymującymi się przez następnych kilka dni - zdecydowanie było jednak warto usłyszeć wszystkie legendarne utwory Nazareth zagrane z TAKĄ energią i żywiołowością, jak właśnie na toruńskim koncercie. Na zawsze w pamięć wryły się spektakularne solówki Jimmy'ego (tu szczególnie zasługuje na wspomnienie finisz Razamanaz), wygrywane na różnych modelach gitar (od klasycznych Les Paulów po Stratocastery), wciąż ekspresyjny - mimo wieku - głos Dana i jego interpretacje poszczególnych piosenek, dynamika sekcji rytmicznej...

Tak właśnie, przez cztery dekady, gra i grało Nazareth i miejmy nadzieję, tak grać będzie jak najdłużej. Bo to właśnie jest owo rockowe szaleństwo, zaprawione wspaniałą muzyką, szybko bijące serce i nieznikający z twarzy uśmiech. A wszystko to dzięki czterem panom nieco już zaawansowanym w leciech, a z wprost młodzieńczą energią szalejącym po scenie... I to właśnie, wbrew zmieniającym się czasom, muzycznej koniunkturze, lokalizacji i przestrzeni, jest rock'n'roll.

Lista zagranych utworów: 1. Telegram 2. Turn On Your Receiver 3. Miss Misery 4. Dream On 5. Bad Bad Boy 6. Love Leads To Madness 7. My White Bicycle 8. Heart's Grown Cold 9. Shanghai'd In Shanghai 10. Holiday 11. Hair Of The Dog 12. Love Hurts (The Everly Brothers cover)

Dodatkowo na bis: 13. See Me 14. Razamanaz 15. This Flight Tonight (Joni Mitchell cover)

Strona promocyjna trasy koncertowej: Nazareth 2009 - promo

Twisted
25 sierpień 2009