Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

NASTY TENDENCY - Wild And Nasty [2009]
Wydawca: My Graveyard Productions

  1. Better Mad Than Dead
  2. Into The Fire
  3. Sweet Baby Runnin' Wild
  4. Hunter Of Vampires
  5. Devils On The Streets
  6. Spiders
  7. Fight To Survive
  8. Like A Nightmare
  9. I Don't Care
  10. Sleazin' In The City
  11. When Heaven Comes Down
  12. Desire
Wild And Nasty

Skład: Nikky Nails - śpiew; Johnny Curly - perkusja; Luke Nasty Kidd - gitary, chórki; Maury Lyon - gitara basowa, chórki

Produkcja: Nasty Tendency

Wild And Nasty to debiutancka płyta włoskiego Nasty Tendency, chociaż 2 lata temu ukazało się demo zawierające 3 utwory, w tym dwa, które znalazły się i na tym albumie. Niestety po nagraniu Wild And Nasty zespół opuściła wokalistka Nikky Nails, co dla mnie jest szokiem ;). Nie, no żartuję oczywiście. Chociaż dla mnie ten zespół to przede wszystkim ona. Widzimy ją na okładce. Tak, to to dziewczątko ze skwaszoną miną. Widać już wtedy ją coś dręczyło ;). Skończmy jednak z tymi pierdołami i weźmy się za wnikliwe przeanalizowanie debiutanckiego albumu Włochów.

Nasty Tendency nie bardzo chyba zdecydowali się, co chcą grać. Z jednej strony mamy tutaj muzykę stylistycznie zbliżoną do klasycznego heavy metalu, z drugiej wyraźnie marzyło im się, by odbierani byli jako zespół hard rockowy. Pierwszy numer na płycie Better Mad Than Dead rozpoczyna rasowy, metalowy riff i mamy tu do czynienia z graniem, jakie fundowali nam pionierzy heavy metalu w latach '80. Czyli ostro, ale melodyjnie. Po krótkim bo zaledwie 3 minutowym otwieraczu mój faworyt z tego longplaya. Into The Fire to nie jest co prawda cover grupy Dokken, ale można doszukać się tutaj riffów kojarzących się z hard rockiem lat '80. Oczywiscie wciąż jest dość ostro, a efekt ten potęguje zadziorny wokal Nikky. Śpiewa jak rozwrzeszczana gówniara, co wcale nie uważam za minus. Wręcz przeciwnie, gdyby śpiewał tu jakiś facet, to pewnie bym olał ten album, gdyż z takiej muzy już dawno wyrosłem. Ale Into The Fire to wspaniała porcja melodyjnego metalu. Najbardziej odpowiada mi tu melodia ze zwrotek, która przyszła członkom zespółu do głów w chwili totalnego olśnienia. Chociaż i refren powala. Sweet Baby Runnin' Wild niczym nas nie zaskakuje, to też udany utwór i w tym momencie zaczynam się zastanawiać, na ile jeszcze starczy tego potencjału. Pewien szablon jest dobry do pewnego momentu. Albo się ma wystarczająco dużo pomysłów, albo farta. Nikky urzeka mnie tym swoim głosikiem. Oczywiście niektórzy powiedzą, że drze się niczym Nina C. Alice ze Skew Siskin, ale nie przeceniałbym tak jej, o nie. Nikky może nie jest tak profesjonalna, ale o ile bardziej słodziusia. Po prostu Sweet Baby Runnin' Wild jak w tytule. Hunter Of Vampires to dla odmiany trochę muzyki w stylu country... żart ;). W jakim stylu jest ten numer, to powinniście się domyślić sami. Błędnych odpowiedzi nie przewiduję. Niestety zabrakło dobrego refrenu i kawałek nie trzyma poziomu trzech poprzednich. Z drugiej strony jakoś nie wyobrażam sobie Nikky Nails w roli pogromczyni wampirów. Więc słuchamy dalej. W Devils On The Streets trochę przytłumiono wokalistkę dając jej najwyraźniej do zrozumienia, że koniec tego wrzasku. No nic, nadrobiła w refrenie. Ten głos serio może kruszyć szkło. Cholera, w fabryce okien jej raczej nie zatrudnią. Numer podobnie jak poprzedni nie zwraca mojej uwagi. Znowu zabrakło fajnego refrenu. Szkoda. W Spiders zespół rozkręca się na tyle, że mamy do czynienia z rasowym speed metalem. Takie kompozycje kiedyś serwowała grupa Agent Steel, tylko że ich numery były jakieś takie bardziej zapamiętywalne. Mimo wszystko nagranie lepsze niż dwa poprzednie. Fight To Survive... no cóż, muzycznie to hard rocka na płycie może niewiele, ale tytuły to sobie od hard rockowych legend pożyczają chłopaki (i dziewczyna). Utwór nie ma nic wspólnego z White Lion, chociaż o dziwo tu akurat trochę z hard rocka udało się przemycić. To dziewczę jest niesamowite i w zasadzie mógłbym słuchać tylko jej... ale Fight To Survive to akurat jeden z lepszych kawałków w zestawie. No i pojawia się też niezła solówka gitarowa. Like A Nightmare mogę nazwać w końcu w 100% scieżką hard rockową. Co z tego, kiedy jest taki sobie. Serio, nie robi na mnie większego wrażenia. Muzycy starają się pokazać, że są z LA, ale nie wychodzi im to najlepiej. Zdając sobie z tego najwyraźniej sprawę wracają do metalu kawałkiem I Don't Care. Riffy ostre i szybkie (miejscami jak w Running Wild). Sleazin' In The City sugeruje nam jakieś LA Guns. Niestety, aż takich cymesów to się tutaj nie spodziewajmy. Aczkolwiek numer trochę weselszy niż inne kawałki na tym albumie. Nikky robiła dużo Sleazin' In The City, stąd zapewne ta seksowna chrypka w jej głosie. Tak czy siak, można tego posłuchać. When Heaven Comes Down to kawałek z repertuaru Grim Reaper. Nie znam oryginału, więc porównać nie mogę. Pretensjonalne metalowe granie, chociaż trzeba przyznać, że zrobione ze sporą precyzją. Na koniec Desire. To próba nawiązania do hard rocka spod znaku Ratt. Załóżmy, że to kupuję. Wokalistka czaruje jak zwykle. Widać włożyła w ten krążek sporo serca. Włożyła całą siebie i może dlatego mimo oczywistego poczucia, że nie mamy do czynienia z jakimś niesamowitym talentem wokalnym, podoba mi się jej śpiew. Płyta powinna być nagrana pod szyldem Nikky Nails and Nasty Tendency, ale niestety zwyciężył zapewne męski szowinizm ;).

Zabierając się za podsumowanie tego albumu należy wspomnieć, krótko o muzyce - szablonowy heavy metal, czasami kojarzący się z hard rockiem lat '80 i długo o wokalistce, że słodziusia, ładniusia, śpiewa z dużą ekspresją w głosie, stara się muzyce dać większego kopa, koi zmysły, słodko drażni, powoduje orgazm... (dobra koniec). Jaki więc ostateczny werdykt? Mimo paru fillerów płyta jest po prostu dobra, ale następcy tego krążka nie będę wypatrywał, bo nie ma w już zespole Nikky. Jest za to jakaś KC Doll (nawet nie chcę słyszeć jak śpiewa). Ja chcę Nikky. A póki co, czas założyć jej fanclub.

Oficjalna strona zespołu na MySpace: www.myspace.com/nastytendency

LSDisease
maj 2009