Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

MYLAND - Light Of A New Day [2011]
Wydawca: Point Music

  1. Living In The Magic
  2. Love Hurts So Bad
  3. Never Care For The Future
  4. Flying Higher
  5. In Your Eye
  6. Dancing In The Moonlight
  7. Never Stop Screaming Rock
  8. Hey You
  9. Shattered Dreams
  10. Fire Burns Desire
  11. Wherever You Go
  12. Stand Up Tonight
Light Of A New Day

Skład: Franco Campanella - śpiew; Hox Martino - gitary; Fabian Andrechen - gitara basowa; Davide Faccio - instrumenty klawiszowe; Paolo Morbini - perkusja, chórki

Produkcja: Marco Barusso

Od czasu wydania poprzedniej płyty No Man's Land sporo zmieniło się w obozie mediolańskiego zespołu Myland. Przede wszystkim modyfikacji uległ skład personalny zespołu - nie licząc założyciela i perkusisty Paola Morbiniego oraz gitarzysty Hoxa Martino, mamy w szeregach grupy do czynienia z zupełnie nowymi muzykami. Tegoroczne wydawnictwo zespołu, Light Of A New Day możemy zatem postrzegać jako swego rodzaju sprawdzian umiejętności nowego składu - i szczęśliwie dla słuchaczy zakochanych w melodyjnym rockowym brzmieniu, nie ma wątpliwości, że nowy Myland opanował, co trzeba, a sam test zaliczył przynajmniej na piątkę.

Już riff otwierający pierwszy numer na płycie, Living In The Magic, wyraźnie sugeruje, że mimo zmian personalnych jedno w Myland wciąż nie ulega jakimkolwiek modyfikacjom - czysto i tradycyjnie brzmiący, znakomicie zaaranżowany AOR/melodic hard rock to już właściwie wizytówka formacji z Mediolanu. Oczywiście, można zaryzykować tu porównania do innych włoskich zespołów uprawiających tę samą stylistykę - jak Edge Of Forever czy HungryHeart - wciąż jednak takiej muzyki nie dość na Starym Kontynencie. Wracając jednak do samego numeru - na opener Włosi wybrali energiczny, napędzany klawiszami i pobrzmiewający umiejętnie wpasowanymi w tło muzyczne smyczkami kawałek, do którego znakomicie pasuje również zachrypnięty, ale zarazem melodyjny głos nowego wokalisty formacji - Franca Campanelliego. Numer drugi na płycie reprezentuje Love Hurts So Bad - eksplozja klawiszy, chóralne refreny i znakomite dialogi między poszczególnymi instrumentami (brzmiące we współczesnej AOR-owej muzyce dość niespotykanie). Znów zatem wszystko to, co w melodic rocku najlepsze, z lekką nutą inspiracji Foreignerem. Never Care For The Future znów stawia - jakżeby inaczej! - na klawisze i melodyjną przebojowość; na uwagę zasługują tutaj znakomicie wyśpiewane przez cały zespół przedrefreny i chórki w refrenach, na tyle potężne, że z innym muzycznym tłem pasowałyby równie dobrze nawet i do tak wymagających pod tym względem gatunków, jak choćby power metal). To klimat, jaki pojawiał się w lżejszych momentach pierwszej płyty ekipy Alessandro Del Vecchio, Edge Of Forever. Oparte na wyważonym, wyszlifowanym do perfekcji dialogu klawiszy i gitar Flying Higher, wraz z jego nośnym, ultramelodyjnym refrenem, to absolutny majstersztyk i mój faworyt, jeśli o tę płytę chodzi . Ot, po prostu kwintesencja melodic hard rocka - wielbiciele grup takich jak Casanova czy Blue Tears powinni w tym momencie szczególnie nastawić uszu!... Po tej cudownej muzycznej galopadzie logicznie rzecz biorąc następuje idealny moment na zwolnienie tempa i - co za tym idzie - twór muzyczny, do którego przylgnęła raczej niezbyt pochlebna nazwa "pościelówa". In Your Eyes, które spełnia tu tę niewdzięczną rolę, niewątpliwie nie przynosi ze sobą żadnego przełomu ani w warstwie tej płyty, ani całego gatunku, niemniej jednak jest miła dla ucha (zwłaszcza fanów, tudzież fanek, wyśpiewywanych zachrypniętym głosem balladowych klasyków Bryana Adamsa, z którego stylu śpiewania Campanelli ewidentnie czerpie tu pełnymi garściami). Dancing In The Moonlight znów powraca w rejony szufladkowane przez niektórych jako "Pomp/AOR" i czyni to wręcz z nadzwyczajną klasą. Po raz kolejny sprawdza się, że Włosi mają niezwykłe wręcz zacięcie do łączenia nostalgii i dynamiki oraz komponowania naprawdę chwytających za serce melodii - i że w tej kategorii Myland może spokojnie konkurować z takimi klasykami gatunku, jak Survivor czy też Foreigner. Never Stop Screaming Rock charakteryzuje się typowo leppardowskimi refrenami (jak widać, nie tylko Grand Design i Loud Lion świetnie sprawdzają się w naśladowaniu chóralnych zaśpiewów słynnego zespołu z Sheffield) i świetnym, energicznie szarpanym riffem. Jedna z najlepszych "leppardówek", jakie miałam szczęście kiedykolwiek usłyszeć i zarazem kolejna po Flying Higher perełka na płycie. Zresztą, z - sądząc po tembrze głosu - samym władcą piekieł, wyrażającym swoją opinię na ten temat, polemizować nie wypada... ;) Hey You to urywane, szarpane, lekko funkujące zagrywki, które wraz zestawione ze ścianą klawiszy niewątpliwie będą podrywać publiczność do dzikich szaleństw na koncertach. Refren znów ma w sobie coś z klimatu takich załóg jak Def Leppard, Casanovy czy He.a.t - a dopełniona dynamiczną solówką całość brzmi po prostu znakomicie. Shattered Hearts to klasyczny AOR. Takie numery pojawiały się kiedyś na ścieżkach dźwiękowych najlepszych filmów lat '80, opatrzone takimi nazwiskami jak Mike Reno czy John Parr. Również i Fire Burn Desire nie oznacza powrotu do współczesnych czasów, co więcej - dalszą podróż w czasie odbywamy w równie dobrym stylu i równie dynamicznie, co poprzednio. Jedenasty numer na płycie to kolejna spodziewana w tym miejscu ballada - jedna z dwóch, co niewątpliwie poczytuję zespołowi na plus; co prawda, Myland równie przekonująco wypada w obu wcieleniach, niemniej jednak zbyt wiele nużących pościelów w przeliczeniu na czas trwania płyty potrafi pogrzebać nawet i bardzo dobre wydawnictwo. Szczęściem, nie w tym przypadku - a za dodatkową zaletę uznać można fakt, że Wherever You Go to wręcz podręcznikowa definicja perfekcyjnej power ballady. Mediolańczycy zamykają płytę w bardzo dobrym stylu - Stand Up Tonight to prawdziwe szaleństwo na klawiszach, którym dzielnie dotrzymuje kroku dynamiczne brzmienie sześciu strun. Do tego odpowiednio chwytliwy, melodyjny refren i mamy oto AOR w jego perfekcyjnym ujęciu - trudno o lepszy finisz płyty tego gatunku.

Light Of A New Day spokojnie można postawić nie tylko pomiędzy najlepszymi włoskimi płytami ostatnich lat (jak choćby dzieła wspomnianych HungryHeart, Edge Of Forever, czy Shining Line), ale i pomiędzy najbardziej udanymi AOR-owymi płytami w ogóle. Sporo tu z Journey, Talisman, Survivor czy Blue Tears i to właśnie fani tego typu formacji mogą kupować ten album w ciemno. Również i wielbiciele ciężej grających kapel pokroju Eden's Curse powinni znaleźć tu coś dla siebie choćby w warstwie urzekających melodii czy dynamizmu, jakim przesycona jest całość płyty. Tegorocznym wydawnictwem Myland potwierdziło swoją klasę, po raz kolejny jednocześnie udowadniając, że staruszek AOR/melodic rock wciąż ma się dobrze, a do złożenia sześciostrunowej broni jest mu jeszcze daleko.

Oficjalna strona zespołu: www.mylandmusic.com

Twisted
marzec 2011