Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

MSG (MICHAEL SCHENKER GROUP) - Assault Attack [1982]
Wydawca: Chrysalis Records / EMI / BGO Beat Goes On Records / Toshiba EMI / Virgin
/ Capitol / MSI Music Group / Phantom Sound & Vision

  1. Assault Attack
  2. Rock You To The Ground
  3. Dancer
  4. Samurai
  5. Desert Song
  6. Broken Promises
  7. Searching For A Reason
  8. Ulcer
  9. Althuer [japoński bonus]
  10. Girl From Uptown [japoński bonus]
Assault Attack

Skład: Graham Bonnet - śpiew; Michael Schenker - gitary; Chris Glen - gitara basowa; Ted McKenna - perkusja
Gościnnie: Tommy Eyre - instrumenty klawiszowe

Produkcja: Martin Birch

Co może wyniknąć dla rocka ze zderzenia dwóch nietuzinkowych osobowości? Mogą się one próbować wzajemnie zdominować lub świetnie się uzupełniać i stworzyć zupełnie nową jakość. To ostatnie udało się w przypadku trzeciego albumu MSG kierowanego przez Michaela Schenkera, zatytułowanego groźnie Assault Attack.

Po nie do końca wyjaśnionym wypadnięciu ze składu zespołu Gary’ego Bardena jego miejsce zajął Graham Bonnet, wokalista mający tylu zwolenników, co przeciwników (przy okazji doszło też do zmiany perkusisty - Cozy’ego Powella zastąpił Ted McKenna). Współpraca tak przetasowanego ansamblu zaowocowała dziełem, które stawiam na jednej półce z najlepszymi płytami hardrockowymi lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia. Dlaczego? Bowiem wydaje się, że formacja właśnie wtedy była u szczytu swoich możliwości, jeśli chodzi o kreatywność. Oczywiście główną gwiazdą w grupie pozostawał sam Schenker, człowiek obdarzony wyjątkowym talentem do konstruowania chwytliwych riffów oraz zapadających w pamięć motywów i smaczków aranżacyjnych. Na tym krążku usłyszymy ich całe mnóstwo. Z kolei gardłowy na żadnym wcześniejszym albumie nie brzmiał tak znakomicie. Śpiewa z pasją, mocą, przekonaniem, czasem wręcz z furią, nadając numerom w średnim i wolnym tempie (takie tu dominują) dodatkowej agresywności. Umieszczony na samym początku kawałek tytułowy od razu zniewala swoją błyskawicznie wciągającą mocą, uwodzi znakomitym riffem przewodnim, darciem się Bonneta (wchodzącym w manierę wokalną Iana Gillana) i refrenem, przypominającym jako żywo te z Down To Earth Rainbow. Tajemniczą moc przyciągania mają motywy gitarowe Schenkera po drugiej zwrotce, na pochwały zasługuje doskonale czujący rytm McKenna. Rock You To The Ground kołysze swoim ciężkim riffem, wyeksponowanymi liniami basu i bluesowym rytmem aż do punktu kulminacyjnego, wyznaczonego przez przepiękną melodię w refrenie i takież solówki gitarzysty. Należy też zwrócić uwagę na jego świetne, jakby improwizowane partie w końcówce utworu. Z innej planety pochodzi Dancer, moim zdaniem najsłabsza piosenka w zestawie, zbliżona do tego, co prezentował wokalista na swoim solowym Line Up. Ot, kolorowy, lekki pop rock, choć linię melodyczną umiejętnie podbarwiono klawiszami i przyozdobiono delikatnymi brzmieniami gitar. No i czas na metalowego marsza, czyli na czwarty z kolei, opatrzony kroczącym riffem Samurai. Wolny, zaśpiewany łagodnie w zwrotce, jak gdyby skradający się do pełnego pasji refrenu. Partie gitary prowadzącej nawiązują tu do muzyki początku lat 70-ych (w stylu najlepszym z możliwych), natomiast linie wokalne z pewnością były inspiracją dla takich artystów, jak Dio. Cudowny klimat udało się stworzyć w Desert Song, w którym urywane riffy a’la Scorpions (mnie to kojarzy się z Coast To Coast) otulają nierealne, eteryczne jak zefirek klawisze. I jeszcze te zwolnienia z idealnie wplecionymi flażoletami... Miód. Ciężko ochłonąć po czymś takim, a kolejne dziełko jest jeszcze lepsze. Mowa o następnym marszu w postaci Broken Promises, wieloczłonowej kompozycji o mozaikowej strukturze, której zazębiających się gitarowych motywów i melodii wystarczyłoby na obdzielenie kilku innych utworów. W zwrotce MSG upodabnia się do Whitesnake, natomiast w zalatującym Orientem refrenie - do Rainbow. A to wszystko przy akompaniamencie prostych, choć rewelacyjnych riffów, wspaniale przeplatających się z melodią szczególnie w przedrefrenie, i wzorcowo rozedrganych linii basu. Lżejszy materiał kwintet oferuje w Searching For A Reason, gdzie usłyszymy już pewne elementy typowe dla późniejszego Alcatrazz (jak rytm, czy charakterystyczną melodię) - w sumie zgrabny, choć nieszczególnie zachwycający przy tak wysoko postawionej przez poprzedników poprzeczce. Na miłośnikach shreddingu największe wrażenie zrobi za to szybki, instrumentalny Ulcer, w którym Schenker przebiera po gryfie palcami tak szybko, jak tylko potrafi, a przy tym wygrywa błyskawicznie wpadające w ucho motywy. Moim zdaniem to wynurzenie mogło utorować drogę późniejszym herosom tzw. guitar-oriented rocka (pojawiają się tu rytmiczne i aranżacyjne podobieństwa do twórczości Joe Satrianiego). Trudno sobie było wyobrazić lepsze zakończenie tego wydawnictwa.

Wspaniały gitarzysta, wokalista w życiowej formie, bardzo solidna sekcja rytmiczna - czego chcieć więcej? Godnych zapamiętania kawałków, a na Assault Attack są prawie same takie. Ta doskonale wyprodukowana płyta trafi w samo serce każdego fana klasycznego hard rocka, jak strzała Amora. Powinna też usatysfakcjonować wszystkich fanów ogólnie pojętej dobrej muzyki.

Oficjalna strona Michaela Schenkera: www.michaelschenkerhimself.com

Hardlover
styczeń 2010