Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

MR. BIG - Mr. Big [1989]
Wydawca: Atlantic Records / WEA

  1. Addicted To That Rush
  2. Wind Me Up
  3. Merciless
  4. Had Enough
  5. Blame It On My Youth
  6. Take A Walk
  7. Big Love
  8. How Can You Do What You Do
  9. Anything For You
  10. Rock & Roll Over
  11. 30 Days In The Hole [bonus track]
  12. Merciless (demo version) [japoński bonus]
  13. How Can You Do What You Do (demo version) [japoński bonus]
Mr. Big

Skład: Paul Gilbert - gitary; Eric Martin - śpiew; Billy Sheehan - gitara basowa; Pat Torpey - perkusja

Produkcja: Kevin Elson

Któż nie zna Mr. Biga? A któż zna więcej niż jedną piosenkę? Paradoks. Z drugiej strony, gdyby stacja muzyczna MTV nie puszczała niegdyś na okrągło ballady To Be With You, też pewnie bym o tym zespole nie usłyszał. Zanim grupa zyskała jednak należny rozgłos, wcześniej, w 1989 r., ukazał się jej debiutancki krążek zatytułowany po prostu Mr. Big.

Zespół zaczął formować rok wcześniej po odejściu z grupy Davida Lee Rotha utalentowany basista Billy Sheehan (grał też w Talas i Light Years), który poprosił o pomoc w znalezieniu odpowiednich muzyków Mike'a Varneya, szefa wytwórni Shrapnel Records. Ten zarekomendował mu Paula Gilberta, uchodzącego za jednego z najszybciej grających gitarzystów świata, znanego z karkołomnych wyczynów w Racer X. Do składu dołączył też wokalista Eric Martin (415, Eric Martin Band) prowadzący wówczas pomyślnie karierę solową, a ostatni kawałek układanki to perkusista Pat Torpey. Sheehan i Gilbert wypatrzyli go bębniącego podczas koncertu grupy The Knacks i skaptowali do zespołu (wcześniej bębnił też dla Belindy Carlisle i Roberta Planta). Chciałoby się rzec, "dream team". Dość szybko drużyna podpisała kontrakt płytowy z Atlantic Records i wydała eponimiczny debiut o tytule Mr. Big. Wydawnictwo odniosło umiarkowany sukces w rodzinnym USA, za to ogromny w Japonii. Co znamienne, po jego ukazaniu się, rok później muzycy otwierali już koncety na amerykańskiej trasie znanej formacji Rush. A płyta też zaczyna się gorączkowo... Addicted To That Rush to cała masa świetnych, gitarowych zagrywek, ale to przecież nie pierwszy raz, gdy Gilbert trzyma gitarę w rękach. Nie pasuje mi jednak do tego wszystkiego barwa głosu Martina i mimo upływu lat wciąż nie mogę się jakoś do niej przyzwyczaić. Choć zarazem nieźle się on jako wokalista spisuje w przedrefrenach. W Wind Me Up słychać, że jedną z inspiracji chłopakow musiało być Van Halen. Charakterystyczne struktury riffów, ale tylko gitarowych, bo Sheehan gra jednak inaczej niż Anthony. Eric śpiewa tu z nieco inną niż wcześniej, jakby bliżej wokalistów popowych i nawet nieźle mu to wychodzi, choć wolałbym, by nie zagłuszał swym głosem momentów, gdy Paul wyczarowuje ze swego wiosła różne smaczki ;). Gitarowe zakręty w kolejnym Merciless przywodzą mi na myśl inną załogę startującą w podobnym okresie, mianowicie Extreme. Możliwe, że wioślarze obu kapel mieli tych samych idoli. Brakuje mi tu bardziej wysuniętego do przodu basu i w ogóle lepiej byłoby chyba, gdyby linie basowe miały inne brzmienie, bo instrument Sheehana ginie gdzieś w tle. Eric Martin znów zmienił manierę wokalną, teraz prezentuje się na wzór wokalistów z lat '70. Had Enough to mój faworyt z tego krążka. Wspaniała ballada, z odpowiednim klimatem, a przy okazji nie pozbawiona wielu wirtuozyjnych elementów (warto wsłuchać się, co Gilbert i Sheehan robią ze swoimi instrumentami). Nawet gardłowy mi tu nic a nic nie przeszkadza, bo robi, co do niego należy. Natomiast zupełnie przeciętną kompozycją jest Blame It On My Youth. Brak tu jakichś wpadających w ucho zagrywek, Martin próbuje podciągać swój głos pod Jona Bon Jovi, ale niezbyt mu to wychodzi (bo tamten dysponuje cieplejszą barwą głosu, a Eric ma więcej chrypki i co za tym idzie, śpiewa bardziej szorstko), Gilbert gra niezłe solo, ale ono nie może już uratować numeru. Rasowy hard rock mamy w Take A Walk i tu w zasadzie nie mogę się do niczego przyczepić. Zero zastrzeżeń. Ten kawałek chętnie usłyszałbym w wersji koncertowej, bo jeśli już na płycie chłopaki zawarli w nim tyle ognia, to jak dopiero musi on brzmieć na żywo. Po takim sobie wstępie w nadzwyczaj udany utwór rozwija się Big Love. Wolniejsza ścieżka i raz jeszcze świetnie spisuje się tu wokalista. Chyba wreszcie zaczynam rozumieć, czemu to akurat ballady przyniosły grupie największy rozgłos - zwyczajnie do takich nagrań najlepiej pasuje głos Erica. Chociaż i w takim How Can You Do What You Do też brzmi on dobrze. Może to dlatego, iż ten kawałek jest akurat dość wesoły i gardłowy zadbał po prostu o odpowiednią melodykę w swoich partiach. Kompozycja szybsza, aczkolwiek bez zbędnych galopad (i całe szczęście). Proponuję wsłuchanie się w gitarowe riffy, bo coś podobnego usłyszeć można na wydanym kilka lat później solowym debiucie Vince'a Neila, a konkretnie w ścieżce Youre Invited (But Your Friend Cant Come). Anything For You to jeszcze jedna ballada na krążku, normalnie pewnie bym się tego czepił, ale zważywszy na to, co napisałem wcześniej odnośnie możliwości głosowych Martina, uznam to akurat za zaletę. Piosenka bardzo ciepła i z pewnością spodoba się przedstawicielkom płci pięknej, a i faceci powinni się przy niej uspokoić. Rock & Roll Over jest dokładnie tym, na co wskazuje jego tytuł. Solidna dawka rock'n'rolla, która potrafi rozbujać. Jeśli ktoś szuka utworów na party-składankę, może załączyć do niej tę kompozycję. Album wzbogaca bonusowy kawałek o tytule 30 Days In The Hole i dobrze, że się tu znalazł, bo to składna kompozycja i lepsza od niektórych z regularnego zestawu. Trzeba jednak zaznaczyć, że nie jest to autorski utwór Mr. Big, a piosenkę w oryginale wykonywało w 1972 r. Humble Pie na krążku Smokin'. Uwielbiam obie wersje.

Lubię to wydawnictwo, ale sięgam po nie bardzo rzadko i wcale nie ukrywam, że powodem tego jest barwa głosu Erica Marina. Nie wierzę, że pod koniec lat '80 grupa nie mogła sobie wynaleźć łatwiej strawnego gardłowego. Ale pamiętam też, że na płycie znalazło się wiele fajnych patentów spod palców Gilberta i Sheehana i dlatego do albumu wracać warto.

Oficjalna strona zespołu: www.mrbigsite.com

Guitarrizer
kwiecień 2010