Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

MOTÖRHEAD - The Wörld Is Yours [2010]
Wydawca: Future PLC / Motörhead Music / EMI Music Services

  1. Born To Lose
  2. I Know How To Die
  3. Get Back In Line
  4. Devils In My Head
  5. Rock 'n' Roll Music
  6. Waiting For The Snake
  7. Brotherhood Of Man
  8. Outlaw
  9. I Know What You Need
  10. Bye Bye Bitch Bye Bye
The Wörld Is Yours

Skład: Ian "Lemmy" Kilmister - śpiew, gitara basowa; Phil Campbell - gitara elektryczna; Mikkey Dee - perkusja

Produkcja: Cameron Webb

Zacznijmy od faktów podanych w suchej statystyce: 35 lat istnienia, 20 studyjnych albumów, 20 singli, 5 albumów live, 5 kompilacji, miliony fanów na całym świecie i tysiące koncertów na koncie. Wokalista i basista Acid Drinkers - Titus kiedyś powiedział, że ten zespół należy do jego najważniejszych inspiracji muzycznych, zarówno pod kątem tworzenia muzyki, jak i... imprezowego trybu życia. O jakim zespole mowa? Ano, mowa o brytyjskiego legendzie heavy metalu i rock n' rolla, grupie Motörhead.

Lemmy, Phil Campbell i Mikkey Dee na 35-lecie istnienia Motörhead nagrali nowy krążek pt. The Wörld Is Yours, a właściwie powinienem napisać nowe czterdzieści minut ostrego, soczystego łojenia po instrumentach. Najwyraźniej czas dla klasycznego trio zmierza w odwrotnym kierunku, bo na następcy Motörizera z 2008 roku przez ani jeden moment nie słychać, że krążek ten stworzyli 65-letni basista i wokalista, 49-letni gitarzysta oraz 47-letni perkusista. Domniemywam, że Motörhead w tym składzie będą tworzyć albumy, nawet gdy Lemmy'emu trzeba będzie podawać przez rurkę papkę z bromem, a dwaj pozostali muzycy będą poruszać się z respiratorami na plecach. Oni żyją muzyką, a czad, który wydobywają spod instrumentów to nie tylko muzyka na dobrą imprezę, ale wciąż tętniąca życiem historia heavy metalu i rock n' rolla. Na Wörld Is Yours znalazło się dziesięć premierowych, motorhead'owskich kompozycji. W żadnym wypadku nie odstają one od klasycznej konwencji granej niemal według wzoru: "riff + riff daje jeszcze mocniejszy riff, Lemmy x Lemmy daje jeszcze więcej ognia". Trudno posądzić Campbella o gitarową wirtuozerię, ale jego dosadne, zadziorne riffy są niczym remedium na posiadającą wiele bolączek współczesną scenę heavy metalu. Może przy odsłuchu The Wörld is Yours brakowało mi większej liczby patentów, które Campbell ledwie sygnalizował (charakterystyczne "zakręty" gitarowe), a liczba solówek w jego wykonaniu jest zaledwie wystarczająca (na następnym krążku proponuję więcej odjazdów w stylu Get Back In Line czy I Know How To Die). Te minimalne braki wynagradza rewelacyjna współpraca gitarowo-perkusyjna, można nawet rzec internacjonalistyczna, bo partie perkusyjne Szweda Mikkey’a Dee w miksturze z riffami Campbella to zestaw obowiązkowy do uszu głodnych metalu z porządnym rodowodem. Motörhead nie brzmiałby jak Motörhead, gdyby nie Lemmy. Jego wokale kiedy miały osłabnąć, to już osłabły. Od jakiegoś czasu ten znakomity wokalista i basista utrzymuje równy, stabilny poziom. Może już nie wyciąga ze swoich strun głosowych takich dźwięków jak przy kultowym Ace Of Spades, ale jego wokal pozostaje orgazmotwórczym impulsem dla fanów klasycznego grania w metalu. Zmianom za to nie ulega bas tego muzyka, który już od ponad trzech dekad stanowi wzór do naśladowania dla młodych basistów. To wszystko zostało utrzymane na The Wörld Is Yours. Jakąś nowinką jest to, że na krążku pojawiła się pierwsza od sześciu lat kompozycja, która liczy powyżej pięciu minut (chodzi mi o Brotherhood Of Man, a ostatnim "dłuższym" kawałkiem Motörhead był Suicide z płyty Inferno wydanej w 2004 roku). Nie jest to bynajmniej kompozycja, która zabierałaby dwudziestemu studyjnemu albumowi Motörhead jego dynamicznego, lwiego pazura. Idąc za tym mogę zaryzykować, że malkontenci z pewnością zarzucą grupie, iż The Wörld Is Yours nie jest niczym odkrywczym w twórczości Brytyjczyków, bo na tym krążku nie nagrali oni niczego, czego byśmy się od nich nie spodziewali. Jednak pytanie brzmi, czy to jest wadą? Wszak Motörhead to jeden z tych zespołów, który nigdy nie nagrał albumu rozczarowującego, a jego przeznaczeniem jest dostarczenie jak największej dawki mocnej muzyki, przy której można wypuścić emocje trzymane na codzień pod kluczem. Uważam, że zamiast tandetnych reklam zachęcających do kupna witamin i innych specjałów przedłużających życie o dwie minuty i piętnaście sekund, wszelkie stacje telewizyjne powinny zainwestować w projekcję teledysków Motörhead.

Dopóki ideały grupy nie umarły, dopóty Motörhead będzie nagrywać, a że są to ideały dosyć uniwersalne, możecie być spokojni o przyszłość Lemmy'ego i spółki. Najlepszym podsumowaniem jakości The Wörld Is Yours jest opinia innego weterana metalowej sceny Ozzy'ego Osbourne'a, który stwierdził, że rzeczony krążek jest jednym z jego ulubionych albumów wydanych w 2010 roku. Czy chcecie polemizować z żywą legendą?

Oficjalna strona zespołu: www.imotorhead.com

Konrad Sebastian Morawski
grudzień 2010