Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

MOTÖRHEAD - 1916 [1991]
Wydawca: Sony Music

  1. The One To Sing The Blues
  2. I'm So Bad (Baby I Don't Care)
  3. No Voices In The Sky
  4. Going To Brazil
  5. Nightmare / The Dreamtime
  6. Love Me Forever
  7. Angel City
  8. Make My Day
  9. Ramones
  10. Shut You Down
  11. 1916
1916

Skład: Lemmy Kilmister - śpiew, gitara basowa; Wurzel - gitary; Campbell - gitary; Phil Taylor - perkusja

Produkcja: Pete Solley

W lata '90 grupa dowodzona przez Lemmy'ego Kilmistera wkroczyła albumem jak najbardziej udanym, a powiem więcej, być może i najlepszym w dorobku tej formacji. Nie, Lemmy nie zaczął tu bynajmniej czysto śpiewać, nic z tych rzeczy, więc kto lubił Mothörhead wcześniej, tą płytą też zawiedziony nie będzie. Chodzi o to, że same kompozycje są bardzo przebojowe, a jednoczesnie czuć w nich ten charakterystyczny dla zespołu brud.

The One To Sing The Blues, I'm So Bad, No Voices In The Sky, Make My Day - te kawałki wpadną wam w ucho już po pierwszym przesłuchaniu. Swoją drogą aranżacje niektórych mogą być do siebie podobne jak np I'm So Bad i Make My Day. Wszystkie wyżej wymienione utwory prezentują jak najbardziej hard rockową stronę zespołu. W Nightmare / The Dreamtime mamy sporo z bluesowej klasyki, jest to mroczna kompozycja, niesamowicie klimatyczna. Jeśli chodzi o klimaty, to nie brakuje ich w Love Me Forever (mój osobisty faworyt na albumie), w kórym to Motörhead gra jakby balladowo, aczkolwiek nie jest to jakaś delikatna balladka. Za takową może uchodzić z kolei utwór tytułowy. Choć głos Lemmyego ewidentnie nie pasuje do tego stylu, to ten kawałek wypada naprawdę świetnie. Na płycie mamy także hołd złożony punk rockowej grupie The Ramones. To krótki rock and rollowy kawałek opatrzony odpowiednim tytułem. Nie jest to jakaś perła, aczkolwiek napewno tu nie przeszkadza. Przeszkadza mi natomiast Angel City. Właściwie jest to numer a' la Lynyrd Skynyrd, z tym że Amerykanie zagraliby to znacznie lepiej. Co warto podkreślić, na 1916 nie brakuje doskonałych solówek. Są one wszechobecne i bardzo melodyjne. Jeśli ktoś myśli, że Motörhead to tylko takie prymitywne rock and rollowe wymiatanie, niech posłucha tej płyty, a zaraz zdanie zmieni. Pewnie, że nie wszyscy trawią głos Lemmyego, ale trzeba mu przyznać, że jest oryginalny i momentami naprawdę ekspresyjny (Nightmare / The Dreamtime, Love Me Forever). Z całą pewnością jednak nigdy moim ulubionym wokalistą nie będzie, ale w Motörhead tylko on może gardłowo się udzielać, bo czy ktoś wyobraża sobie np. I'm So Bad w wykonaniu Jona Bon Jovi?

Płyta 1916 przez niektórych uważana za najbardziej komercyjną w dorobku Motörhead, jest też moim zdaniem, o czym już zresztą wspomniałem, najlepszą tego zespołu. Godna polecenia jest też następna March Or Die, ale o tym innym razem...

Oficjalna strona zespołu: www.imotorhead.com

LSDisease
luty 2004