|
Skład: Sammy James Junior - śpiew, gitara, perkusja; Graham Tyler - gitara, śpiew, perkusja; Micheal Miles - gitara basowa, perkusja, śpiew; Augie Wilson - perkusja, śpiew
Produkcja: The Matrix
Jako wielbiciel rockowej klasyki, jej oddany wyznawca, szczerze przyznaję się do śmiałego zaglądania do worka z absolutnymi nowościami. Staram się doszukać czegoś ciekawego w muzycznych nowinkach wydawniczych proponowanych przez wykonawców, o których świat dopiero usłyszał. Za każdym razem mam nadzieję, że oto usłyszę przyszłych klasyków, kontynuatorów tradycji, bo w rewolucje nie wierzę. Od czasów rocka żaden przewrót nie wyszedł muzyce na dobre. Na Alive & Amplified amerykańskiego zespołu Mooney Suzuki natknąłem się przypadkowo wertując katalog z płytami, które wkrótce mają się pojawić. Przeczytałem zdawkową informację na temat ich nowego krążka i dowiedziałem się, że to nie jest ich debiut. Kiedy już miałem płytę w rękach, kiedy zakręciła się w moim odtwarzaczu, pomyślałem, że to może nie pierwsze ich nagrania, ale na pewno od tego właśnie momentu zaczyna się ich droga do krainy słusznego rocka i należnej sławy.
Cóż tak bardzo zaskoczyło mnie w muzyce Mooney Suzuki? Przede wszystkim fakt, iż w czasie pozornego rockowego boomu, kiedy jak z rękawa wysypują się kiepskie gitarowe zespoły bazujące na nieumiejętności muzycznej ślicznych, niby niegrzecznych metroseksualnych chłopczyków, w tym samym kręgu pojawia się grupka ludzi, którzy pokazują jak można czadować nie masakrując przy tym piękna rock and rolla. Już sam wstęp w postaci mocnego Primitive Cindition jest wspaniałym potwierdzeniem moich słów. Kolejną rzeczą, która świadczy za Suzuki jest ich poszanowanie dla tradycji lat '70. Jestem pewien, że Glenn Hughes słuchając utworu Alive And Amplified rad jest wielce, że ktoś odważył się przywołać klimat zespołu Trapeze czy Deep Purple AD 1976. Coś pięknego. Porywąjacy refren, zaskakujące gospelowe chórki, momenty nawet kojarzące się z Bee Gees. Wszystko oczywiście przy silnym wsparciu gitary elektrycznej, która także brzmi jakby wyrwana była Jimmiemu Hendrixowi gdzieś pod koniec szóstej dekady. Fani The Rolling Stones czy The Who również nie będą zawiedzeni, gdyż Legal High to niespełna trzy minuty solidnego rockowego riffowania, błogosławionego przez samego Keitha Richardsa. I tak własnie, proszę państwa młodzi celebrują rock and rolla. New York Girls i Shake That Bush Again to dwa zastrzyki adrenaliny, a Messin' In The Dressin' Room ma w sobie coś z wczesnego KISS. Ale prawdziwy smakołyk czeka nas dopiero na końcu. Naked Lady. Już sam tytuł brzmi zachęcająco, nieprawdaż? W warstwie muzycznej jest to świetna rockowa piosenka z doskonałą melodią i refrenem, który nie ucieka z głowy ot tak po pierwszym przesłuchaniu. Teraz coś dla podsycenia ciekawości... Kiedy ostatni utwór dobiegnie końca, proszę jeszcze poczekać cierpliwie, gdyż po kilku minutach ciszy... Jedyne co zespołowi się nie udało to ballada. Bezbarwnej pieśni Sometimes Something nie ratuje nawet potężne brzmienie organów Hammonda. Są to straszliwie wymęczone dźwięki, stworzone jakby z potrzeby zamieszczenia czegoś spokojnego, nastrojowej oazy w tym gąszczu gitarowych riffów. Coś takiego na pewno by się przydało. A szkoda, bo nieciekawa ballada na dobrej płycie to spora rysa na obrazie całości... No ale należy się pochwała za samo użycie klasycznego instrumentarium. Młodzi powinni sobie częściej przypominać o tym jakie cuda na Hammondach wyprawiał Jon Lord czy Ken Hensley.
Tak w skrócie przedstawia się zawartość płyty Alive & Amplified. Jak wspominałem na początku, chłopaki otworzyli sobie drzwi do sławy, wielkich sal koncertowych i śmiało mogą konkurować z moimi młodymi faworytami The Darkness. Jeśli tak ma się rozwijać rock w XXI wieku, możemy spać spokojnie.Mooney Suzuki to przede wszystkim prosty rock z domieszką funku, rhythm and bluesa (tego prawdziwego, nie nowoczesnej parodii). Słychać tu radość, niezależność i olbrzymi szacunek dla klasycznego hard rocka. Dlatego właśnie będę polecał tą płytę każdemu i wszędzie... Czas podrzeć jeansy.
Oficjalna strona zespołu: http://themooneysuzuki.com
BlackHeart grudzien 2004
|