|
Skład: Mariusz Waltoś - śpiew; Marcin Habaj - gitara prowadząca; Damian Zając - gitara prowadząca; Jacek Mazurek - gitara rytmiczna; Kamil Śliwiński - gitara basowa; Przemysław Rzeszutek - perkusja
Gościnnie: Adrian Adi Adamski - instrumenty klawiszowe
Produkcja: Leszek "Czubek" Wojtas
Ucieszyłem się, gdy pewnego dnia otrzymałem propozycję zrecenzowania najnowszego krążka rzeszowskiej grupy Monstrum. Nie tylko dlatego, że od dawna z sympatią przyglądam się poczynaniom tej heavy metalowej ekipy, która istnieje już bagatela od 16 lat na polskiej scenie muzycznej. Również dlatego, że pomimo zalewu black i death metalowych grup w naszym pięknym kraju nadal znajduje się spora grupa fanów dobrego heavy metalowego grania.
Może nie ma zbyt wielu zespołów, którą taką właśnie muzykę grają, ale jeśli już to robią, to na bardzo dobrym poziomie. W tym szacownym gronie znajduje się grupa Monstrum, którą (nie bijcie) zawsze nazywałem, zapewne przesadnie, choć może i nie, naszym rodzimym Iron Maiden. Wiecie, tu i ówdzie przelatują nuty zarezerwowane dla ekipy wujka Bruce'a, no i trzy wiosła w składzie. Ktoś może wzruszyć ramionami i powiedzieć, że to już wszystko było i to sto razy lepiej. Może. Nie zmienia to jednak faktu, że mimo swojej "staromodności" muzyka grana przez tę ekipę nadal ma swoich wiernych odbiorców. Trzeba przyznać, że z każdą płytą zespół robi krok naprzód, nie tylko z powodu mocno osadzonej w nurcie heavy metalowym muzyki, ale także pod wzgledem estetycznym. Wystarczy spojrzeć na okładki zdobiące płyty. Koperta debiutanckiego LP Za Horyzontem Ciszy była dżentelmeńsko mówiąc nieszczególna. Następna okładka do krążka VIII Dzień Tygodnia była już o niebo lepsza i zdradzała inspirację choćby pracami znajdującymi się na chociażby albumach Blind Guardian. Moim skromnym zdaniem praca zdobiąca najnowszy wypiek tej rzeszowskiej ekipy jest świetna i pasuje do tytułu krążka. W środku estetyczna książeczka. Oprawa wizualna przyciąga oko i duże brawa dla zespołu za zadbanie o tę część wydawnictwa. Pora włożyć do odtwarzacza srebrny krążek. Wita nas doskonały otwieracz, groźnie zatytułowany Czerwona Śmierć. Czystej krwi heavy metalowe grzanie najwyższej próby. Tu i ówdzie pomykają nutki jakby spod palców wiosłowych Dziewicy, co stanowi dla mnie o ogromnym uroku tej kompozycji. Podobają mi się bardzo dobre riffy i grane unisono solówki. Myślę, że sędziwi wioślarze Iron Maiden z dużym uznaniem wyrażaliby się o tej kompozycji. Murowany koncertowy hit. Następnie pojawia się znany wielu Kac. Ścieżka bardzo mocno osadzona w tradycyjnej heavy metalowej konwencji, z kapitalną, jakże maidenowską wymianą solówek. Grane unisono solo gitarowe otwiera utwór Marzenia. Znów ten charakterystyczny duch NWOBHM. Bardzo podoba mi się to, w jaki sposób panowie z Monstrum potraktowali tę brytyjską elegancję grania. Nie ma silenia się na imitowanie Brytyjczyków, co jest kolejnym plusem. Jest za to swobodne naśladowanie. I teraz nie bijcie, ale początek Hotel Alcatraz namolnie kojarzy mi się z Fear Of The Dark. I niektóre momenty tego utworu również. No, niemal słyszę tu śpiewającego Dickinsona. Na pewno jest to jeden z najlepszych numerów na tej płycie. Twierdza to ukłon w stronę utworów, które grały chociażby takie zespoły jak TSA. Klasyczny hard rockowo-metalowy kawałek. Fajny, motoryczny riff. W sam raz na wciśnięcie pedału gazu do dechy, zrobienie głośniej aż do granicy wytrzymałości bębenków w uszach i radosne gnanie przed siebie. Podoba mi się także ten riff w Do Nikąd, pojawiający się i zaczerpnięty z wielu heavy metalowych utworów. To nic, że to już było tysiąc razy. To jest fajne i dlatego się podoba. Duże brawa za zmianę nastroju i powrót do stricte maidenowskiego grania. I te balladowe zwolnienie. Tak grać trzeba umieć, a takich kawałków nie pisze się na kolanie. Jeszcze wiekszą sztuką jest uniknięcie "grania dla samego grania". Nie ma momentu, gdzie całość zaczyna płynąć. Bardzo dobre wrażenie podtrzymuje 0,5. Myślę, że spokojnie można go zaliczyć do najbardziej udanych kompozycji na płycie. Oczywiście nie mogło się obyć bez swobodnych nawiazań do Iron Maiden w riffach. No i ten tekst, będący czymś na kształt spowiedzi alkoholika, haha. Żadne szanujace się wydawnictwo heavy metalowe nie może obyć się bez mega wypasionego kawałka. Najlepszego na płycie. Tu mamy Ostatni Raz. No, co za kawałek! Zawodowe, "brytyjskie" riffy i elegancja wykonania. Szukam w głowie porównań. No jest tu coś z Dokken czy Magnum i wielu klasycznych, heavy metalowych zespołów. Tak czy owak, moim skromnym zdaniem jest to szczytowy moment krążka. Aviation Valley to powrót do naszego ulubionego maidenowskiego grania. Po tym wszystkim pora na balladę To Co Mam. Ładna, z akustycznym wstępem, rozwijająca się według wszelkich metalowych prawideł kompozycja. No i świetnie zaśpiewana. A ta pełna emocji solówka to coś pięknego. Ten utwór z pewnością znajdzie się w gronie najlepszych polskich rock-metalowych ballad. Pora na koniec. Ten arcyudany i nie boję się napisać, że najlepszy krążek Monstrum, zamyka akustyczny Outro. Ładna, gitarowa miniatura w sam raz na koniec płyty. Płyty ze wszech miar udanej, równej i nie nudzącej ani na moment.
Warto było czekać na ten LP. Dla kogo ten krążek? Dla fanów Dziewicy i wszystkich tych, którzy szukają rasowego heavy metalowego grzania na wysokim poziomie. Up The Irons? Nieeeeee, Up The Monstrum! 10 świetnych, przemyslanych kompozycji, mocne, nośne riffy i bardzo dobry wokal, podlane wirtuozerskimi solówkami tworzą jedną, spójną całość, która doskonale się broni. Nic więc dziwnego, że Imperium Zapomnienia spotkało się z niezwykle życzliwym przyjęciem przez licznych fanów zespołu i odbiorców heavy metalu. Polecam gorąco, ocena maksymalna.
Oficjalna strona zespołu: www.monstrum.pl
Vincent styczeń 2010
|