Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** MITCH MALLOY- "Jestem wszechstronnym artystą, chętnie zgłębiam nieznane ścieżki mojego talentu..." ***

...I otóż to! Brak tematów do omówienia w wywiadzie może z pewnością stanowić jeden z tych "niezręcznych momentów", całe szczęście nie grozi to nikomu, kto przperowadza wywiad z Mitchem Malloyem. Z pewnością jego muzyczna wszechstronność nie ogranicza się do AOR-owego hitu z 1992 Anything At All. Wciąż jednak to dzięki tej piosence większość z nas poznała jego twórczość! Nie trzeba również wiele, by wyobrazić sobie, jak żywiołową mogłaby być kariera muzyczna Mitcha, gdyby debiutował nieco wcześniej, aniżeli w latach upadku melodic hard rocka... Cóż, jak mówią, co krąży, zawsze wraca! Moment ukazania się nowego albumu (zatytułowanego Mitch Malloy II) i oczekiwania na nadchodzący występ na Firefest w Nottingham był idealny, aby Mitch poświęcił nam kilka chwil na opowiedzenie o swojej muzyce, planach na przyszłość i okolicznościach chwilowego "romansu" z Van Halen...

HARD ROCK SERVICE: Witaj Mitch! Cieszę się, że mam okazję z Tobą porozmawiać. Tematów jest oczywiście sporo - zacznijmy może od tegorocznego występu, jaki zamierzasz dać na festiwalu Firefest. Niewątpliwie można spodziewać się niezłego wymiatania! Opowiedz nieco więcej o zespole, który będzie Tobie towarzyszył (w nim - nazwiska dobrze znane wielbicielom włoskiego melodic hard rocka) i swoich osobistych oczekiwaniach.

MITCH MALLOY: Mam nadzieję, że znają utwory (śmiech). Nie tak, jak poprzedni zespół towarzyszący mi na Firefest (śmiech). Dobra... może to nie do końca fair wobec nich, właściwie kompozycji nie znał tylko jeden z muzyków... Cóż, teraz faktycznie towarzyszą mi Włosi; to bardzo sympatyczna drużyna, która współpracowała już z wieloma artystami. Sądzę zatem, że są dość wykwalifikowani, by dopomóc mi na scenie... To wspaniali ludzie, między innymi takie tuzy tamtejszej sceny jak Alessandro Del Vecchio i Mario Percudani.

HARD ROCK SERVICE: Firefest to tylko jeden z obszarów Twojej artystycznej działalności w tym roku. Innym z wartych poruszenia tematów rozmowy jest Twój długo oczekiwany solowy album, Mitch Malloy II. Jak podsumowałbyś zawartość tego nagrania?

MITCH MALLOY: To czysty melodic rock. Zupełnie jak mój debiut.

HARD ROCK SERVICE: Czy podczas nagrywania płyty inspirowałeś się czymś szczególnym?

MITCH MALLOY: Nie jestem pewien. Był to chyba odpowiedni moment; wszystko zgrało się perfekcyjnie.

HARD ROCK SERVICE: Teraz obejrzyjmy się nieco wstecz. Kiedy odkryto Twój talent wokalny, i kiedy sięgnąłeś po gitarę?

MITCH MALLOY: Miałem sześć lat i chodziłem do pierwszej klasy... nauczyciel przesłuchiwał nas, prosząc każdego ucznia o zaśpiewanie solo jednej linijki utworu. Stałem zupełnie z tyłu. Gdy zaśpiewałem, wszystkie dzieciaki odwróciły się i zaczęły się we mnie wpatrywać, a nauczycielowi dosłownie opadła szczęka... Nigdy tego nie zapomnę. Gdy po raz pierwszy sięgnąłem po gitarę, miałem dwanaście lat. Chciałem wymiatać, chciałem grać rocka.

HARD ROCK SERVICE: Czego słuchałeś, dorastając?

MITCH MALLOY: The Beatles, The Rolling Stones, Led Zeppelin, Aerosmith, Heart, Cheap Trick, The Eagles...

HARD ROCK SERVICE: Również Twoja edukacja związana była ze sztuką i rozwijaniem Twojego talentu. Uczęszczałeś do placówki o nazwie Seatlle's Cornish Institute of Alied Arts. Jak wspominasz ten okres swojej młodości?

MITCH MALLOY: Było to dość przerażające doświadczenie; miałem siedemnaście lat i byłem daleko od domu. Bardzo daleko od domu, od wszystkiego, co znałem... Rozłąka z przyjaciółmi i tak dalej... Przystosowałem się jednak na tyle, na ile to było możliwe. Nie podobało mi się tam jednak i dlatego po pierwszym roku opuściłem mury tej szkoły. Nie uczyli mnie tego, co pragnąłem zgłębić.

HARD ROCK SERVICE: Co nazwałbyś prawdziwym przełomem Twojej kariery?

MITCH MALLOY: To bardzo trudne pytanie. Nazwałbym nim jednak pierwsze spotkanie z Richardem Sandersem (bardzo znany menadżer, podówczas prezes i współzałożyciel wytwórni V2 Records; obecnie wiceprezes RCA Records - przyp. red.).

HARD ROCK SERVICE: W 1992 roku wydałeś swój pierwszy album i odniosłeś z nim spory sukces. Jak oceniasz to wydawnictwo teraz, z pewnej perspektywy?

MITCH MALLOY: Płyta zdała egzamin. Zrobiłem wówczas to, na co było mnie stać i wiele lat później nagrania opierają się próbie czasu. Sądzę więc, że wykonałem dobrą robotę (śmiech).

HARD ROCK SERVICE: Jak wspominasz okres tuż po wydaniu Twojej pierwszej płyty? Na ile zmieniło się Twoje życie po odniesieniu wielkiego sukcesu?

MITCH MALLOY: Miałem mnóstwo roboty i było naprawdę ciężko... Cieszyłem się jednak każdą chwilą.

HARD ROCK SERVICE: Anything At All z debiutu pozostał do dziś Twoim największym przebojem. Są artyści, którzy nienawidzą szufladkowania i stąd mają mieszane emocje, grając na żywo lub słysząc w radiu swój najsłynniejszy hit - jak Ty obecnie odnosisz się do numeru, który przyniósł Ci sławę?

MITCH MALLOY: Dla mnie to tylko kolejna piosenka, jedna z wielu... ale uwielbiam widzieć, jak żywiołowo ludzie reagują na ten utwór. To daje mi niesamowitego kopa.

HARD ROCK SERVICE: Teraz przejdźmy do momentu wydania Twojego drugiego wydawnictwa Ceilings And Walls. Album zbacza ze ścieżki, którą obrał debiut - decyzją wytwórni, zostałeś bowiem przypisany formatowi radiowemu Adult Contemporary (w Polsce kategorii tłumaczonej jako "współczesna muzyka rozrywkowa dla dojrzałego słuchacza" - przyp. red.). Jak odnosisz się do tych zmian?

MITCH MALLOY: Sądzono, że zasługuję na olbrzymi sukces i tę właśnie drogę wybrano, bym tego dokonał. Jak zapewne da się zauważyć, jestem wszechstronnym artystą, zatem chętnie zgłębiam nieznane ścieżki mojego talentu. Była to więc tylko kolejna ścieżka do wydeptania... Koniec końców, płyta wydaje mi się znacznie bardziej nużąca, niż pierwsze wydawnictwo; wciąż jednak podczas jej nagrywania dobrze się bawiłem. Stąd też ciągle uważam, że jest to bardzo dobre wydawnictwo. Są ludzie, którzy naprawdę kochają ten album.

HARD ROCK SERVICE: Teraz pomówmy o jednej z bardziej interesujących kwestii związanych z Twoim życiem i karierą - krótkiej muzycznej przygodzie z Van Halen! Jak poznałeś Eddiego? Opowiedz także o momencie, w którym muzycy Van Halen zaprosili Cię na stanowisko trzeciego z kolei wokalisty - oraz Twojej ostatecznej rezygnacji.

MITCH MALLOY: Usłyszał o mnie ich nowy menadżer - skontaktował się za mną, tak nawiązałem kontakt z Eddiem i wkrótce potem spotkaliśmy się w Los Angeles. Było wspaniale! Później jednak wydarzyło się wiele niezależnych od nas rzeczy i uznałem, że najlepiej będzie, jeśli poszukają sobie kogoś innego. Ja i Eddie pozostaliśmy jednak w kontakcie.

HARD ROCK SERVICE: Wracając do kwestii Twojej solowej kariery - dlaczego tak długo zajęło Ci wydanie trzeciego albumu Shine (2000)?

MITCH MALLOY: W tamtym okresie zajmowałem się pisaniem utworów w stylu country. W gruncie rzeczy nieźle sobie poradziłem na tym polu - wygrałem międzynarodowy konkurs! Mogę się zatem szczycić tytułem nagradzanego songwritera. Nikt wówczas nie składał mi zbyt wielu ofert związanych z solową karierą, a w tamtym czasie ekstremalnie trudnym było nagrać płytę własnym sumptem bez mnóstwa kasy... Stąd też nie udało mi się wydać niczego przed Shine. Na nagranie tej płyty pieniądze pożyczył mi Eddie Van Halen. Uwielbia on ten album - pochodzący z niego kawałek You Lift Me uważał za prawdziwy przebój.

HARD ROCK SERVICE: Który z Twoich albumów jest Tobie najbliższy, który oceniasz najwyżej?

MITCH MALLOY: Naprawdę nie odpowiem na to pytanie. Zależałoby to, w jakim akurat jestem nastroju... Zakładasz poza tym, że słucham własnej muzyki - a tego nie robię (śmiech). Nie jestem swoim własnym fanem (śmiech).

HARD ROCK SERVICE: Niedawno na światło dzienne wypłynęły nagrania zespołu z lat '80 o nazwie Infinity - w którego składzie znalazłeś się Ty, David Rosenthal (Rainbow) i Reb Beach (Winger/Whitesnake). Jak nawiązałeś z nimi współpracę i dlaczego ten skład nie przetrwał?

MITCH MALLOY: Infinity założyłem z Davem. Nie udało nam się jednak podpisać kontraktu płytowego. W końcu, gdy nawiązałem owocną współpracę z managementem, chcieli rozmawiać tylko ze mną... Dave zajął się pracą muzyka sesyjnego i tak zespół się rozpadł. Szkoda - na tamtą chwilę był to naprawdę dobry skład.

HARD ROCK SERVICE: Wziąłeś również udział w przedsięwzięciu The Cancer Society's Free Wig Program poprzez napisanie i nagranie utworu If Nothing Ever Change. Proszę o kilka słów na temat tego przedsięwzięcia.

MITCH MALLOY: Piosenkę napisaliśmy wspólnie z M.E. Morganteen (autorka tekstów i producentka, zaangażowana w pomoc dzieciom dotkniętym chorobą nowotworową w ramach akcji Donate Your Ponytail - przyp.red.) To naprawdę wspaniała rzecz.

HARD ROCK SERVICE: Dziękuję Tobie za wywiad. Czy chciałbyś na koniec powiedzieć jeszcze parę słów, może zdanie lub dwa skierowane do Twoich fanów?

MITCH MALLOY: Kocham swoich fanów. Oni i tak o tym wiedzą... ale wolę wykorzystać każdą sposobność, by im o tym przypomnieć. To dla nich powstał Mitch Malloy II. Tak długo oczekiwali na ten album - i wreszcie go mają! Mam nadzieję, że im się spodoba. Ja podczas jego tworzenia bawiłem się świetnie. Dodam jeszcze na koniec, że jeśli wystarczająca liczba fanów kupi ten album, wówczas zbiorę środki na powstanie następnego...

Oficialna strona Mitcha Malloya: www.mitchmalloy.com

Twisted
12.10.2011

English version / wersja angielska