|
Skład: Mickey Curry - perkusja; Hugh McDonald - gitara basowa; Mitch Malloy - śpiew, gitary; Michael Thompson - gitary; C. J. Watson - instrumenty klawiszowe
Produkcja: Sir Arthur Payson
Mitch Malloy to kolejny artysta, który spóźnił się o rok, może dwa lata. Gdyby recenzowany krążek pojawił się na rynku w 1990 roku, a nie w 1992, to Mitch stałby się bożyszczem nastolatek. Miał do tego zarówno głos, jak i wygląd. No i talent - choć mało osób o tym wie, Mitch otarł się kiedyś o zostanie członkiem Van Halena. Teraz nie ma to większego znaczenia. Nie owijając w bawełnę, zapraszam na jazdę bez trzymanki.
Eponimicznie zatytułowane wydawnictwo Mitcha Malloya to prawdziwa kopalnia hitów. Występujące na płycie nazwiska są całkiem znane, zwróćmy uwagę chociażby na Mickey'a Curry, który grał u boku Coopera i Briana Adamsa. Na płycie udziela się znany z Bon Jovi, a także ze współpracy z Litą Ford Hugh McDonald, a muzyczne CV Michaela Thomsona jest również całkiem pokaźne. Przechodząc do zawartości muzycznej, zacznijmy od promującego płytę teledysku do Anything At All. Takie killery zdefiniowały całą hair metalową epokę i na widok tego typu klipów małolaty traciły głowy. I choć teledysk niekoniecznie mnie kręci, to dla muzyki dałbym się posiekać. Czapki z głów. Do czego porównałbym Anything At All? Chyba do Tyketto. Ballada Nobody Wins In This War również zasługuje na miano definiującej epokę. Ma w sobie tę taką typowość, raczej niczym nie zaskakuje, a jednak niesamowicie się jej słucha. Utwór jest w trochę w warrantowym stylu. Firmowane akustyczną gitarą Problem Child jest kolejnym kawałkiem na płycie, który robi na mnie niesamowite wrażenie. Głos Mitcha ma w sobie wielką siłę, a numer ma w sobie magię, choć ciężko jest mi określić, na czym ona polega. Szósteczka, czyli Stranded In The Middle Of Nowhere przyspieszy bicie serca każdego fana hair metalu. Zaczyna się tajemniczo, klimatycznie i stopniowo przyspiesza, aby eksplodować w refrenach. Killer, po prostu killer. Balladowe, cukierkowe Our Love Will Never Die dobrze sprawdza się w swojej roli, czegoś takiego można spodziewać się po tego typu krążkach. Mission Of Love kieruje nas w trochę inną stronę AOR-u, coś na kształt stylu Desmond Childa. Na szczególną uwagę zasługują wspaniałe wyczyny Mitcha, a w podobny sposób zaśpiewa wiele lat później gardłowy H.e.a.t. Over The Water ze swoim wolniejszym, marszowym tempem w pewnym sensie uzupełnia krążek. Ileż to podobnych utworów słyszeliśmy w przeszłości? Cowboy And The Ballerina trochę mnie
drażni. Pod względem muzyki jest raczej nieźle i kawałek nie odbiega znacznie poziomem od reszty wydawnictwa. Tylko te słowa łączące ze sobą kowboja z baleriną brzmią naiwnie. Typowe, acz świetnie zagrane i świetnie zaśpiewane Forever znacznie przyspiesza. Utwór jest bardzo dobry, a jego plusem są z pewnością genialne refreny, tryskające energią oraz bardzo dobra melodia. Słabszym momentem na płycie jest ostatnie na krążku Mirror, Mirror. Ballada wypada trochę nudno i banalnie. Kiedy ją słyszę, przerywam numer i puszczam płytę od początku.
Debiut Mitcha Malloya to jeden z lepszych momentów dogorywającej sceny AOR-u i hair metalu. Dla fanów gatunku jest to pozycja absolutnie obowiązkowa i nie boję się jej polecać. Szkoda, że Mitch wystartował w 1992 roku, a nie wcześniej, gdyż odniósłby wielki sukces.
Oficjalny profil artysty na MySpace: www.myspace.com/mitchmalloy
Guciomir maj 2011
|