|
Skład: Markus Allen Christopher - śpiew, chórki; B.B. Michaels - gitary, chórki; Manfred Swann - gitary, chórki; Kim Racer - gitara basowa, chórki; D.T. Harvey - perkusja, chórki
Produkcja: Ronnie Borchert
Jej. A byłem przekonany, że bajka o Cinderelli już dawno temu umarła i została zapomniana. Melodyjny hard rock przestał być popularny, a przecież jeszcze 20 lat temu żyły nim miliony ludzi. Gusta dużych wytwórni są kapryśne i bardzo niestałe. Jak się jednak okazuje, legenda o Kopciuszku ma swój dalszy ciąg. W 2006 roku na rynku pojawia się debiutancki krążek formacji Miss Crazy, a tworzący zespół muzycy określają swoją grę jako skrzyżowanie Def Leppard, AC/DC, Kix oraz Cinderelli. Tej ostatniej jest tutaj zdecydowanie najwięcej.
Recenzowany album można w pewnym sensie uznać za hołd złożony zasłużonej amerykańskiej formacji. Składają się na to dwa czynniki. Pierwszym z nich jest głos wokalisty Markusa Allena Christophera, jednoznacznie kojarzący się ze stylem śpiewania Toma Keifera. Na płycie mamy zatem dużo udanego, dobrze zaśpiewanego falsetu. Muzyk różni się od innych falsetowców pokroju Justina Hawkinsa tym, że ani przez chwilę nie przesadza ze swoimi manierami wokalnymi. Proponuję posłuchać So Long, toż to ten sam głos, który słyszeliśmy kilkanaście lat temu. Dochodzi do tego smakowita, ustawiająca cały kawałek gitara oraz udane refreny. Mniam! Kolejnym przykładem może być Now. Chyba każdy usłyszy w nim echa pochodzącego z 1986 roku Nights Songs. Do niczego nie można się przyczepić, zespół gra wesoło, ciesząc się z każdej nuty i z każdego chórku. Mniam! - po raz drugi. Przykładów można by mnożyć znaczniej więcej, ale uważam to w tym momencie za niepotrzebne. Wspomniałem na wstępie o dwóch czynnikach łączących Miss Crazy z Kopciuszkiem. Był pierwszy, pora zatem na drugi. Słuchając muzyki zawartej na wydawnictwie, natrafiamy na kawałki, które mogłyby uchodzić za covery Cinderelli i to nie tylko ze względu na wokal Markusa, ale także z powodu samej ich konstrukcji. You're Blue było wyraźnie inspirowane przez wielki hit Nobody's Fool i z pewnością spodoba się choć trochę fanom Kopciuszka. Osobiście uważam, że Miss Crazy mogli kompozycję trochę bardziej dopracować, poprawić to i owo, uczynić ją bardziej przekonywującą. Jest to zarazem jedyna spotykana tutaj ballada. Warto również zauważyć, że podobnie jak Nights Songs, recenzowana płyta jest bardzo jednolita i zarazem mało zróżnicowana. Większość kompozycji jest do siebie bliźniaczo podobnych, co samo w sobie jest zarówno plusem jak i minusem. Ciężko zatem opisywać album utwór po utworze, gdyż często trzeba by się było powtarzać. Kawałek otwierający wydawnictwo na tle dalszego materiału trochę się wyróżnia, głównie za sprawą dziwnego, tajemniczego wstępu. W podobnym tonie zostanie nagrana w przyszłości druga płyta formacji, trochę ostrzej i zarazem mniej wesoło. Większość materiału na debiucie brzmi radośnie i niezobowiązująco, weźmy chociażby na tapetę Billie. Dobre melodie, dobre wokale, czegoż chcieć więcej? Fajnie wypada zakręcony riff w Baby Lets Go. Zresztą cały numer jest bardzo udany, wokalista wydziera się w swoim najlepszym stylu, grupa gra z odpowiednim zacięciem. Tak jakby wszystko działo się w okolicach 1987 roku. Wolniejszą, choć wcale nie lżejszą ścieżką jest Hide Island. Ujdzie. Moim zdaniem zespół lepiej jednak wypada w numerach pokroju Life's Been Good. Słychać, że muzycy są w swoim żywiole, rozpiera ich energia. Równie energetycznie wypada Scream. Na koniec zostawiłem sobie Shut Eyes, które o dziwo brzmi trochę inaczej. Być może jest to sprawką współpracującego przy tym kawałku z grupą Ronniego Borcherta. Wokale są zwyczajowo te same, znowu kłania się Keifer, a odmiana przychodzi za sprawą dobrego, wyeksponowanego riffu, a także za sprawą trochę inaczej brzmiących refrenów. Na koniec wspomnę jeszcze, że utwory z płyty zostały wydane po raz drugi, przy okazji wydawnictwa Can't Get Enough, które od debiutu różni się przede wszystkim obecnością materiałów bonusowych.
W dużym skrócie płytę można by scharakteryzować jako udane, choć mało zróżnicowane wydawnictwo. Niektórzy doszukają się pewnie w związku z tym zapełniaczy, choć ja nie widzę ich wielu. Album świetnie nadaje się do zabawy i stanowi zarazem dowód na to, że zapotrzebowanie na muzykę sprzed 20 lat wciąż jest aktualne. To dobrze. Gdyby tak dobra muzyka zginęła, świat stałby się o wiele bardziej uboższy. Po wydaniu krążka zespół przeszedł poważne zmiany personalne, z oryginalnego składu pozostał jedynie wokalista, a przy okazji drugiego wydawnictwa ekipy, grupa skręciła w kierunku niemal nieobecnego tutaj sleazu.
Oficjalna strona zespołu: www.misscrazymusic.com
Guciomir czerwiec 2009
|