Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

MISHA CALVIN - Evolution [1993]
Wydawca: Vienna Records / Megarock Records / Majestic Rock

  1. Strangers
  2. Ready Or Not
  3. Put A Little Faith In Me
  4. Valhalla
  5. Reaper
  6. Don't Let It Go
  7. Can't Hold Me
  8. Evolution
  9. Here I Am
  10. Heaven Only Knows
  11. Keep In Touch (previously unreleased) [bonus na remasterze]
  12. Put A Little Faith In Me [bonus na remasterze]
  13. Strangers [bonus na remasterze]
  14. Can't Hold Me [bonus na remasterze]
  15. Reaper [bonus na remasterze]
  16. Ready Or Not [bonus na remasterze]
Evolutione

Skład: Tony Martin - śpiew; Ian Parry - śpiew; Misha Calvin - gitary; Steve Dunning - gitara basowa; Pete Barnacle - perkusja; Martin "Wedge" Lister - instrumenty klawiszowe

Produkcja: Misha Calvin

Założę się, że teraz wielu zapyta: kto to w ogóle jest jakiś tam Misha Calvin? Zanim odpowiem, zdradzę, że pod wrażeniem jego talentu na płycie Evolution zdecydowali się zaśpiewać dwaj wielcy wokaliści: Tony Martin i Ian Parry. Wystarczy na zachętę? Ja myślę, haha.

O sprawcy zamieszania słów kilka. Misha Calvin to jugosłowiański gitarzysta i kompozytor, który w poszukiwaniu lepszego życia wyemigrował do Wielkiej Brytanii. Tam nagrał demo z próbkami swoich gitarowych umiejętności. Taśma z zapisem trafiła w ręce Tony'ego Martina, który będąc pod jej wrażeniem bez wahania zdecydował się przyjąć zaproszenie Mishy i zaśpiewać na jego płycie. Drugim wokalistą został nie mniej sławny Ian Parry (Vengeance). Panowie podzielili się sprawiedliwie na pół i zaśpiewali po pięć kawałków. Jako pierwszy śpiewa Tony Martin. Wydawnictwo rozpoczyna się murowanym hitem Strangers. No, po prostu świetna, motoryczna kompozycja z leciutkim, ale nienachalnym, sabbathowym klimatem. Ready Or Not to po prostu bardzo dobry, hard rockowy kawałek. Zdziwiłem się, że Martin tu nie przyciska i nie próbuje robić na siłę kolejnego nagrania Black Sabbath. Put A Little Faith On Me to z kolei bardzo ładna balladka. Kto jak kto, ale Martin takie utwory śpiewać potrafi. Kiedyś w pewnym miejscu napisałem, że Martin aby zaistnieć potrzebuje Iommiego. No cóż, jak się okazuje, niekoniecznie tak jest. I słuchając tej ballady dochodzę do wniosku, że ten wokalista potrzebuje przede wszystkim bardzo dobrej i interesującej melodii. Z przyjemnością posypuję głowę popiołem i wycofuje się z tamtej tezy. Ktoś może pomyśleć, że Valhalla to nic innego jak zrzynka z płyty Tyr Black Sabbath. Nic bardziej mylnego. Tytuł podobny, ale na tym się kończy analogia do tego krążka. Ten utwór to zwykły instrumental, w którym Misha popisuje się swoimi umiejętnościami na tle klimatycznego podkładu klawiszy. Ostatni kawałek, w którym śpiewa Martin, to Reaper. Numer, w którym słuszne będą pewne skojarzenia z erą tego wokalisty w Black Sabbath. Czy to przeszkadza? Absolutnie nie. Bardzo dobry kawałek i aż szkoda, że nie ma tu pana Neila Murraya. Na pewno zrobiłby lepszą robotę niż niemrawo grający tu basista. Czas na drugą część płyty. Pan Ian Parry dostał materiał idealnie przygotowany pod swoje możliwości. Ten wokalista, specjalizujący się w progresywnym graniu, spisał się idealnie, choć wiadomo, że wielu fanów wolałoby całą płytę z Martinem za sitkiem. Ja także należę do tej grupy, choć utwory z Ianem wydają mi się lepiej przygotowane i przemyślane. Jedynym zarzutem będzie tu mniejsza przebojowość drugiej połowy tego longplaya. Mniej tu klimatu, jaki swoim głosem potrafi stworzyć ex-wokalista Black Sabbath. Kawałki są wygładzone aż do przesady, grzeczne i ułożone. A sam Misha jakoś tak nieśmiało popisuje się w nich swoimi umiejętnościami. Jedynym wyjątkiem będzie tu drugi instrumental, tytułowy Evolution. Może podobać się następny w kolejce Here I Am, w którym jest coś z pierwszej połowy płyty, a i jak mi się wydaje, w chórkach słychać Martina. Płytę kończy rozmarzony, balladowy i nastrojowy utwór Heaven Only Knows.

Powiem krótko: szkoda, że na całej płycie nie śpiewa Martin. Jego 100% udział tylko podniósłby atrakcyjność tego krążka, któya i tak jest mało znany i niewielu ludzi wie o jego istnieniu. Bo jeśli grzać, to od początku do końca. Utwory z udziałem Tony'ego są lepsze, motoryczne i przebojowe. Słusznym zamysłem byłoby pociągniecie tematu na cały LP. W efekcie mamy płytę nierówną, a to rzutuje na jej atrakcyjność. No cóż, żałuję, ale nie ma rady. Polecam wszystkim ten album, a w szczególności tym, którzy lubią głos Martina i chcieliby wiedzieć, co robił ten nieprzeciętny wokalista po odejściu z Black Sabbath.

Oficjalna strona artysty: www.mishacalvin.com

Vincent
czerwiec 2010