|
Skład: Ulrich Carlsson - śpiew; Andreas Grövle - gitary; B.J. Laneby - gitara basowa; Angelo Modafferi - instrumenty klawiszowe; Per Westergren - perkusja i instrumenty perkusyjne
Produkcja: M.ill.ion
W 2008 r. szwedzkiej załodze M.ill.ion udało się nagrać swój najlepszy jak dotąd krążek. Tym sposobem muzycy postawili sobie wysoko poprzeczkę, bowiem wcześniejsze wydawnictwa nie były pozbawione zapychaczy (w proporcjach pół na pół z hitami), podczas gdy Thrill Of The Chase zawierało zadziwiająco dużo przebojów. Na kolejne dzieło Szwedów trzeba było tradycyjnie poczekać kilka lat...
W międzyczasie doszło do dość istotnych zmian w składzie kapeli. Odeszli z niej dwaj muzycy, których obecność w zespole miała dość istotny wpływ na kształt utworów, może niekoniecznie melodycznie, bo głównym kompozytorem grupy nadal pozostaje basista BJ Laneby, ale z pewnością pod względem brzmieniowym. Mowa o gitarzyście Jonaszu Hermanssonie i klawiszowcu Johanie Bergquiście (odszedł, by zająć się swoim projektem Elevener) - zastąpili ich odpowiednio wioślarz Andreas Grövle i pochodzący z Australii mistrz klawiszy Angelo Modafferi. O dziwo, styl gry M.ill.ion nie zmienił się ani trochę, to wciąż takie samo granie jak na kilku ostatnich płytach. Nowy album jest przyzwoity, zresztą kapela, która dzieliła scenę z takimi gigantami jak MSG, Magnum, Nazareth, Saxon czy Great White, musi trzymać odpowiedni poziom. Na wszelki wypadek przy miksowaniu dzieła palce maczał jeszcze Martin Kronlund (Joe Lynn Turner, Phenomena). Krążek rozpoczyna się od gustownego intro o tytule Sea Of Fate w klimatach, jak na wikingów przystało. Przed oczami staje jakiś krajobraz przed lub po bitwie bogów, wyobraźnia podsuwa pole zasłane trupami ;). Ale idźmy dalej. Właściwym otwarciem jest Cry To Heaven - można by się tu spodziewać ballady, lecz nic z tego, bowiem to solidny rocker. Da się wyczuć klimaty podobne do poprzedniego wydawnictwa i bardzo dobrze. Szwedzi od dobrych kilku lat grają hard rocka, po podchodzącym pod AOR graniu z pierwszego krążka nic już nie zostało, no, może poza naturalną skłonnością do ukladania melodyjnych nutek. Nowy wioślarz spisuje się nadzwyczaj dobrze, co słychać choćby w solówce, a klawiszowiec robi odpowiednie podkłady. Udał się też chłopakom kolejny numer, Everyday Hero, do którego nawet nakręcono teledysk. Jak ktoś będzie miał szczęście, to dostanie limitowaną edycję płyty z załączonym klipem. Główną siłą kawałka jest dość przebojowy refren, że nie wspomnę o gustownym gitarowym solo. Tutaj jednak na usta ciśnie się stwierdzenie, że na Thrill Of The Chase hity miały mimo wszystko wiekszą siłę rażenia. Miłym dla ucha nagraniem jest Tomorrow Never Dies, pozostaje tylko kwestia, na jak długo ścieżka zapadnie w pamięć. Przyznam szczerze, że zaraz po przesłuchaniu płyty szybko o niej zapominam, niestety. Brak tu jakichś smaczków, które zmieniłyby ten stan rzeczy. Znów wychodzi przewaga poprzedniego albumu. Lepiej się sprawa ma wraz z następnym numerem, I Raise My Glass. Solidny riff na początek, w miarę udane zwrotki i fajne pomosty do refrenów. Tu już podoba mi się samo brzmienie gitar, tak więc wrażenia jak najbardziej pozytywne. Solówka może nie rewelacyjna, ale bardzo dobra - to wystarczy. Nadchodzi czas wielkiej próby, czyli zmierzenie się z utworem tytułowym. Sane And Insanity to świetny utwór, przynajmniej w warstwie instrumentalnej, bo do linii wokalnych miałbym już pewne zastrzeżenia. Klimatyczny, przestrzenny, bez szaleństw, ale wciągający. Imponująca praca klawiszy, które ciągną cały kawałek do przodu. Jestem za. Kompozycja idzie kapeli na plus. Nie urzekł mnie za to główny riff z Hells Gate, wydaje mi się cosik lamerski. Szczęśliwie w tym numerze dobrze sprawuje się Carlsson i sekcja rytmiczna, więc nie spisujmy go jeszcze na straty. Po kilku odsłuchach nawet wciąga, no i solóweczkę ma nader zgrabną. Po wstępie do Under Your Wings spodziewałem się jakiegoś epickiego power metalu. W sumie to mamy tu coś pomiędzy takim właśnie graniem a szybszym hard rockiem, jakie kiedyś grało już Rainbow, a kilka lat temu nawet Cornerstone. Nawet lubię taką stylistykę, o ile zespół jest w stanie przemycić trochę "smaczków", tutaj jednak niestety takowych nie ma. Fuel To My Heart to już kompozycja bardziej rozciągnięta, wolniejsza i nastrojowa. M.ill.ion miewało już podobne, więc zaskoczenia nie będzie. Chłopaki grają poprawnie, choć bez większego polotu. Piosenka ani nie urzeknie, ani uszu nie pokłuje. Ja wolę Szwedów w bardziej drapieżnym repertuarze. Drama Queens nie do końca jest tym, o co mi chodziło. Tutaj mamy "patatajowanie", za jakim akurat nie przepadam. Zdaję sobie sprawę, że to pociągnięcie komercyjne, bo na taką muzę jest wciąż wzięcie, zwłaszcza wśród nastoletnich "metali", bo starsze pokolenie metalheads już się na to nie nabierze. Cóż, nie da się zadowolić wszystkich. Test Of Time - bardzo dobry tytuł, czy jednak ścieżka przetrwa próbę czasu, ciężko powiedzieć. Klawisze chodzą tu w sposób odpustowy, a szkoda, bo zdecydowanie wole grupę w tych nagraniach, gdzie instrumenty klawiszowe spożytkowują brzmienie Hammondów. No dobra, powiem wprost, mnie się marzy kolejne Eye Of The Storm, ale chyba Szwedom się już tak grać nie chce. Za to Hate to świetny kawałek i aż dziwi fakt, iż zamieszczono go dopiero pod koniec płyty. Ja bym go dał gdzieś bliżej początku wydawnictwa. Pomysłowy riff, ciekawe melodie i dobrze spisujący sie na tle tego wszystkiego wokalista. Jeden z moich ulubieńców z tego albumu, tym bardziej, że mamy tu nawet najlepszą solówkę z całego zestawu. Kończące krążek Seize The Day jest swego czasu osobliwością, bowiem grupie najbliżej tu stylem do Gottharda i takich jego kawałków jak pamiętne Anythime Anywhere. Akurat od samego początku uwielbiałem tamtą ścieżkę, więc i tę witam z radością. Fakt, że może jak na dzień dzisiejszy jest to już mało oryginalne i niczym nie zaskakujące, ale z racji dawnych sentymentów fajnie się tego słucha.
Podobno w komponowaniu materiału brała udział cała piątka muzyków, jednak i tak słychać, że decydujące słowo zawsze należy do basisty i zarazem lidera formacji. Płyta zbliżona stylistycznie do kilku wcześniejszych dzieł M.ill.ion, a tego przecież oczekują fani grupy. Album zadowala, chociaż moim zdaniem sporo ustępuje Thrill Of The Chase. Narzekać nie ma co, jak ktoś lubił poprzednie 3 albumy Szwedów, niech sięgnie i po ten.
Oficjalny profil zespołu na MySpace: www.myspace.com/millionized
Guitarrizer marzec 2011
|